Vive la France!

Córami biedy są zarówno rewolucja, jak i zbrodnia.

Arystoteles

A więc jednak – pieniądze, pieniądze, pieniądze.

I

(początek nudnego wstępu)

1614 – 1789

Maria Medycejska, matka Ludwika XIII, zwołuje États-Généraux . Podział na Stany Generalne istnieje we Francji od XIV wieku: oto szlachta, duchowieństwo i „cała reszta”, z której burżuazja jako stan najbardziej oświecony – prawnicy, magistraci – ma dużo do powiedzenia na temat rosnących podatków. Do stanu szlacheckiego włącza się – w ramach przekupnego zdobywania lojalności – coraz dalszych powinowatych; prowadzone są kosztowne wojny, a płacą za to wszystko jedynie chłopi i mieszczanie.

Petycja skierowana do małoletniego króla, ostrzegająca przed narastającym niezadowoleniem, pozostaje bez odpowiedzi. Dewocyjna „gruba bankierzyca” zraża do siebie nie tylko niższe stany; nie znajduje wsparcia nawet u arystokracji.

Miejsce królowej-regentki u boku młodego, niedoświadczonego Ludwika XIII zajmuje kardynał Richelieu.

Następne spotkanie États-Généraux odbędzie się za 175 lat.

W 1789 zwoła je Ludwik XVI w obliczu kryzysu finansowego, gospodarczego i politycznego. Historia lubi się przecież powtarzać.

Będzie to początek końca ancien regime, upadku władzy absolutnej. Stan Trzeci, rozczarowany postawą króla i arystokracji, ich skupieniem wyłącznie na poprawie finansów państwa, zażąda nowego sposobu liczenia głosów (jeden delegat – jeden głos, zamiast jeden stan – jeden głos).

Król wydali członków Stanu Trzeciego z sali obrad. Spotkają się więc w sali do gry w tenisa, u boku tych duchownych i arystokratów, których uda się przekonać do konieczności napisania nowej konstytucji.

„Przysięga w sali do gry w tenisa” – obraz, którego nigdy nie skończy Jacques-Louis David.

Oath_Tennis_Court

Przysięga w sali do gry w tenisa, Jacques-Louis David (1789)

Delegaci formacji zwanej odtąd Zgromadzeniem Narodowym przypominają na nim Rzymian. Malarz mocno zamieszany w Rewolucję Francuską odwoła się jeszcze nie raz do służby ojczyźnie na wzór starożytnych obywateli.

Co namaluje potem, a co już namalował? Co wydarzy się przez 175 lat, za czasów Ludwika XIV, XV i XVI, w Luwrze i w Wersalu?

Chciałabym opowiedzieć o tym, co wydało mi się w czasie krótkiej, paryskiej wycieczki najbardziej fascynujące. O miłości i moralności, władzy i wielkich kłamstwach.

Obejrzane, wysłuchane, doczytane – służy mi za małą powtórkę z historii. Tym bardziej że historia lubi się… no właśnie.

1614

Jeszcze raz, od początku. Początku końca.

Na chwilę przed nastaniem ery Richelieu, na schodach Luwru ginie z polecenia młodocianego władcy Concini, włoski zausznik matki. Ludwik XIII ogłasza: „Wreszcie jestem królem!”.

Nie mógłby się bardziej mylić. Nigdy nim tak naprawdę nie zostanie. Będąc słabego charakteru i równie wątłej fizyczności, podda się woli Richelieu. Ten utrzyma w ryzach dwór, poprowadzi wojny; umocni rządy absolutne i zrealizuje wielkie ambicje poza granicami Fracji.

1623

Polujący w lasach wersalskich Ludwik XIII ulega namowom dworzan, aby gdzieś w pobliżu zbudować pałacyk myśliwski. Budowa trwa niespełna rok i, zamiast nocować po polowaniach w wersalskiej gospodzie, król i jego świta udają się wkrótce na spoczynek do nowej rezydencji.

1638

Po 22 latach oczekiwania na narodziny następcy tronu 37-letni Ludwik XIII i Anna Austriaczka zostają rodzicami Ludwika Bożydara, późniejszego Ludwika XIV.

Lub Króla Słońce!

Lub też… Wielkiego Ściemniacza.

1642

Umiera kardynał Richelieu, dowodzący jeszcze z łoża śmierci trzema armiami. Namaszczony na jego następcę włoski ksiądz, Julius Mazarin, natychmiast przejmuje rządy.

1643

Krótko po Richelieu umiera król Ludwik XIII. Wielki Delfin ma niecałe pięć lat. Królowa regentka obdarza Mazarina tytułem kardynalskim i pozwala mu rządzić zgodnie z wytycznymi Richelieu.

Jednak włoski duchowny niskiego urodzenia, „lis zamiast lwa”, ma słabszą pozycję od poprzednika. Dochodzi do zjednoczenia oburzonej kolejnymi nowymi podatkami burżuazji i zazdrosnych o pozycję Mazarina arystokratów. W parlamencie paryskim toczą się burzliwe dyskusje. Mężczyźni wystrzeliwują przed zgromadzonych niczym pociski z procy, wypowiadają słowa buntu i wracają na miejsce. Zawiązuje się Fronda (od francuskiego fronde – proca). Ważą się losy Mazarina, królowej, Delfina.

Paryż wrze. „Słabo wykształcony, lecz niewątpliwie utalentowany, energiczny, silnego charakteru”* Ludwik XIV uczy się, że władzę można każdej chwili stracić, należy więc dokładać wszelkich starań, aby ją utrzymać, nawet za największą cenę. Ta myśl będzie przyświecać Królowi Słońce przez resztę życia i rekordowo długich rządów.

1651

13-letni Ludwik powraca z St.Germain, gdzie schronił się wraz z matką przed rebelią. Na prowincji panuje głód i nędza. W Paryżu uznany przedwcześnie za pełnoletniego Ludwik oświadcza przed parlamentem, że obejmuje rządy. Królowa Anna rezygnuje z uprawnień regentki.

Dwór francuski zdążył rozkwitnąć w epoce Anny Austriaczki – w atmosferze romansu hołubione są dobre maniery, walczy się z wulgaryzmami w języku, literaturze. Surowej cenzurze poddawane są poematy, sztuki teatralne, nawet kazania. Pisze się pamiętniki, powstają rozprawy filozoficzne i naukowe, wszystko pod czujnym okiem hiszpańskiej królowej.

1661

Umiera kardynał Mazarin. Powiedział o Ludwiku XIV:

Nadaje się na czterech królów i jednego porządnego człowieka.

I jeszcze coś, kogoś zostawia w spadku młodemu królowi – ministra finansów, Colberta.

JeanBaptist Colbert to klasyczny przykład nobilitowanego mieszczanina. Całe klany mieszczan wykupując urzędy, zbliżają się do administracji rządowej. Pracoholik oddany państwu – model urzędnika, na którym opiera się genialnie zaprojektowana machina władzy.

Władzy skutecznej, bo geniusz Ludwika XIV polega między innymi na tym, że potrafi dobierać sobie odpowiednich ludzi, oczarowywać urokiem osobistym lub, nierzadko, poprzez dary i łaski całkowicie ich od siebie uzależniać. Sam opisuje bez ogródek owe imponderabilia, zaszczyty, zabawy w hierarchię dworską jako kluczowy środek rządzenia państwem. Tu wyswata czyjąś córkę, tam wykształci syna, tego zaprosi na bal, tamtego nie. Przez jego ręce przechodzi większość decyzji zarówno wagi państwowej, jak i mniej istotnych. Znajduje czas i siły, aby przyjmować tłumy interesantów, odbywać drobiazgowe narady. Pokazuje Francji i światu, że władza absolutna to tak naprawdę tytaniczna praca.

(koniec nudnego wstępu)

Budzi się króla o ósmej, w sypialni z widokiem – oczywiście – na stronę wschodnią, słoneczną. Pierwszą osobą, która co rano wita Ludwika XIV pocałunkiem, jest jego krucha, wysuszona niania. Kiedy śmierć uwolni ją od tego zaszczytu, król będzie sobie liczył 50 lat…

IMG-2151

Po niani dostępują królewskiego łoża lekarze, badają puls, zawartość nocnika; w ślad za nimi całe watahy dworzan asystują monarsze w porannej toalecie. Podać królowi jedną z części garderoby – to dopiero wyróżnienie! Lub modlitewnik przed odmówieniem nabożeństwa do Świętego Ducha. Zobaczyć władcę na tronie – tym z dziurą w siedzeniu, a jakże – ma prawo każdy, kto nie wypadł z łask. Potem następują wielogodzinne narady. Większość prywatnych apartamentów królewskich zaprojektowano w taki sposób, że każda czynność może być obserwowana przez innych. Przechodniość pomieszczeń, brak korytarzy sprawiają, że kocha się, jada, rodzi dzieci i podejmuje decyzje wagi państwowej na oczach publiczności. Król co wieczór spożywa kolację naprzeciw usadzonych na taboretach asystentów i gawiedzi zgromadzonej tłumnie za ich plecami.

IMG-2168

A wszystko to dzieje się w już Wersalu.

1663-1682

Trwa budowa nowego pałacu. Colbert tkwi po uszy w robocie.

Ludwik XIV, podobnie jak jego ojciec, wsłuchawszy się w podszepty dworzan postanawia zbudować Palais du Soleil godny Roi Soleil. Nowy pałac królewski będzie się mieścił tam, gdzie Ludwik XIII zbudował niewielki pałacyk myśliwski.

Luwr, choć tak piękny i nowoczesny, przebudowany w modnym renesansowym stylu, straci na znaczeniu. Służył od XII do XIV wieku jako twierdza, a potem rezydencja królewska aż dwudziestu monarchom. Po wyprowadzce Ludwika XIV stanie się siedzibą Akademii Sztuk Malarskich i Rzeźbiarskich oraz muzeum sztuki.

Król Słońce gra na gitarze, świetnie jeździ konno, uprawia szermierkę. Kocha balet – zagra wiele ról w sztukach baletowych; od pierwszej, w jaką wcieli się w wieku 15 lat, roli Apolla, weźmie się jego przydomek. Ale ponad wszystko kocha władzę. Nic nie podkreśla jej tak bardzo jak pałacowy przepych. Wszystko na pokaz. Do tego strategiczna obecność w przepastnych salonach Wersalu czterech tysięcy stałych rezydentów dworskich, którymi można ręcznie sterować.

IMG_7841

Przygotowanie apartamentów dla każdego dworzanina z kilkudziesięcioosobowym anturażem pochłania fortunę fortun. Ale król rządzi z nakazu boskiego, pieniądze muszą się więc znaleźć. Colbert przechodzi samego siebie, aby pokryć wydatki, zbalansować budżet. Mnożą się za jego rządów manufaktury królewskie.Wszystko musi być „wielkie” i „narodowe”. Wtedy sprzeciw wobec zbytków, przynajmniej teoretycznie, maleje.

Wydatki notuje się skrupulatnie. Jeden liwr to przeciętny koszt życia jednej rodziny – dziennie. Srebrna balustrada w sypialni królewskiej kosztuje pół miliona liwrów.

Ludwik XIV każe ją przetopić w czasie wojny, podobnie jak wiele innych pałacowych mebli (i nocników). Armia (już narodowa, lepiej wyszkolona pod rządami Colberta) liczy czterokrotnie więcej żołnierzy. Flota francuska prześcignęła angielską i holenderską.

Są jednak rzeczy, których Francuzi nie potrafią – na przykład produkować luster.

1665

Najlepsze na świecie szkło pochodzi z Murano. W dodatku Wenecjanie posiadają od XV wieku recepturę na cristallo, jakże pożądane do konstrukcji wytwornych salonów Wersalu. Rząd francuski wysyła agentów, którzy mieliby pozyskać od Republiki Weneckiej mistrzów wyrobu szkła. Wracają z niczym. Colbert wścieka się. Rozpoczyna się „wojna luster”.

Emisariusz Colberta wyrusza z tajemną tym razem misją zwabienia do Francji kilku mistrzów. Przekupionym mistrzom wraz z wysłannikiem Colberta udaje się zbiec w ostatniej chwili, ale władze weneckie wszczynają natychmiast śledztwo. Giną ludzie, którzy pomagali uciekinierom.

W Saint-Gobain powstaje pierwsza francuska fabryka luster (działa do dziś). Jej istnienie potwierdza tajny emisariusz wysłany przez wenecką Radę Dziesięciu. Ale misja przekonania Wenecjan do powrotu nie udaje się.

Colbert sprowadza naprędce rodziny weneckich mistrzów, aby uniemożliwić wrogowi zemstę poprzez szantaż.

Republika Wenecka zawiesza broń, ale to pozory. Bierze odwet – od trucizny giną rzemieślnicy… w Murano. Widmo śmiertelnych mąk ma powstrzymać kolejnych przed wyjazdem do Francji. Jest jeszcze jeden skutek: na wieść o mordach grupa weneckich zdrajców wraca do domu, chcąc ratować dawnych współpracowników przed śmiercią. Jaki los ich spotyka? Nie wiem. Trudno znaleźć materiały dotyczące tej historii; Wersal podaje jedynie jej zarys, niektóre źródła nazywają legendą; umieszczam dla celów rozrywkowych.

Colbert może spać spokojnie – cała produkcja odbywa się w narodowej manufakturze. W atmosferze wojny wokół luster powstaje w 1684 roku Galerie des Glaces.

 

Promienie słońca wpadają przez siedemnaście okien, odbijają się w siedemnastu lustrzanych łukach. Każdy wypełnia dwadzieścia jeden zwierciadeł. Do tego świeczniki ze stoma tysiącami świec! W siedemdziesięciometrowej sali odbędą się najważniejsze bale, wesela, wizyty głów państwowych, przypieczętuje się wielkie narodowe klęski i zwycięstwa.

Król przemierza tę salę codziennie w drodze z prywatnych apartamentów do kaplicy. Wita go tłumek dworzan. W otoczeniu złota i srebra, kryształów i marmuru postać królewska promienieje niczym Słońce.

IMG_7843

Ludwik XIV, Gianlorenzo Bernini

Budowa trwa. Podatników przekonuje się niezmiennie, że Wersal to salon wystawowy, gigantyczna wizytówka Wielkiej Francji, nie należy więc oszczędzać na niczym. Za to każdemu wolno przyjrzeć się efektom tego przedsięwzięcia. Król wymaga jedynie przyzwoitego stroju. Odwiedzających oprowadzają przewodnicy.

Do dziś Wersal pełni rolę francuskiej wizytówki. Odwiedza go rocznie 10 milionów osób.

Czy przysłowiowy wersalski szyk, luksusy i dobre maniery to cała prawda o tamtejszym stylu życia? I mycia? Taka prawda, jaka epoka, słusznie podpowiadają historycy.

W Wersalu funkcjonuje JEDNA ŁAZIENKA. Jedna obszerna wanna z różowego marmuru. Zażywają w niej kąpieli Ludwik XIV i jego faworyta, matka siedmiorga dzieci spoza królewskiego łoża – markiza Franciszka-Atena de Montespan. Igraszki miłosne w mokrych, białych koszulkach kończą się, kiedy Franciszka-Atena zostaje oskarżona o czarną magię. Próbowała zaklinać uczucia króla wobec swoich następczyń? Oskarżenia potwierdza sąd. Markiza zostaje uwięziona w swoim, znajdującym się na niższym (!!) piętrze, pokoju z wanną, a potem wygnana. Kiedy umrze, król zabroni jej dzieciom noszenia żałoby. Sprowadzi je na dwór i zakocha się w ich guwernantce, markizie de Maintenon.

1683

Umiera królowa – cały czas gdzieś w tle, a oficjalnie u boku Ludwika XIV egzystuje hiszpańska żona, Maria Teresa, rodząc mu sześcioro dzieci, modląc się, odbywając pielgrzymki i pijąc namiętnie gorącą czekoladę (wywołując niemalże dziką modę na ten napój). Król szanuje małżonkę, traktuje należycie. Jednak krótko po jej odejściu bierze sekretny ślub z markizą de Maintenon. Metresa ulega namowom dewocyjnych kół, które pragną powstrzymać króla przed kolejnymi romansami.

A więc Wersal to siedlisko brudnej miłości, zjawisko w tych czasach powszechne.

Brudno jest wszędzie. Za toalety służą w ciągu dnia klatki schodowe. Zawartością nocników waleci chlustają przechodniom na głowy. Komu chce się biegać do odległych dołów kloacznych, od których cuchnie na kilometr! Damy chadzają do pałacowej kaplicy z podręcznymi nocniczkami, wsuwając je sobie pod suknie w czasie nabożeństw. Elegancko i dyskretnie, gdyby nie odgłosy demaskujące czynności fizjologiczne…

Panowie w razie potrzeby opuszczają przednią klapę spodni i załatwiają się z loży, z góry na dół, naprzeciw ołtarza. Plotka czy prawda? Samo wyobrażenie… fuj!

Wodę uważa się za nieczystą – przynosi zarazy, a gorąca uwalnia z ciała „humory”! Lekarze przepisują kąpiele wyłącznie w razie chorób. Suknie pierze się w brudnawych bajorach, więc cuchną. Brakuje wody bieżącej. Królowi przemywa się dłonie i twarz okowitą. Spoconą skórę naciera się perfumami, aby usunąć przykry zapach. Ludwik XIV poleca perfumować nie tylko pałacowych gości; również fontanny pachną jego ulubioną eau d’orange. Jego koszule płukane są w eau d’ange, anielskiej kompozycji kilku zapachów.

W końcu król nabawia się alergii na wszelkie intensywne wonie; wchodząc do pomieszczeń, każe otwierać na oścież okna. Za to wykąpie się przez całe życie tylko trzy razy…

Twarze dworskich elegantów pokrywa biała pasta, sztuczne pieprzyki i gruba warstwa różu. Mnożą się choroby skóry. Tylko najbogatsi posiadają całe skrzynie śnieżnobiałych koszul na zmianę, przebierają się kilka razy dziennie. Komplet lnianej bielizny wart jest tyle co niezłe malowidło.

A co słychać na wsi? Pracuje w pocie czoła na kilkusetosobowe asysty dworskich karaluchów, na ich pensje, hojnie przyznawane przez króla.

Chłop wpłaca pierwszą transzę podatków rządowi. Idą na opłacenie uciech dworskich, zwanych „urzędami”. Druga transza idzie na osobiste wydatki przebywającego na dworze pana. Trzecia trafia do księdza i na dziesięcinę. Ale to nie wszystko – należy jeszcze odpracować pewną liczbę dni na państwowych drogach, oddać konie do dyspozycji królewskim posłańcom, zająć się zbiorem plonów na pańskim polu, podczas gdy własne gniją.

Jeśli któryś miłościwy pan wstawi się za swoimi poddanymi, zostanie najpewniej osądzony i trafi do lochów Bastylii. Tyle że panów na wsi nie ma. Prowincja, jakże wygodnie dla władcy absolutnego, pozostaje w pieczy urzędników. Panowie bawią na dworze, tańcząc tak, jak im zagra król.

Tylko w Bretanii i Andegawenii stan chłopski, zachowawszy więcej praw, trwa w jako takim dobrobycie. Tym gorzej – wiedzieć, że lepszy los byłby możliwy.

Miasta rozwijają się fantastycznie. Polityka gospodarcza Colberta, produkcja szkła, tkanin, jedwabiu, przemysł wojenny, rozwój transportu, poczty (lista jeszcze długo się nie kończy) – to miejsca pracy, rozkwit handlu. Francja kolonizuje świat. Król między innymi na budowę Wersalu czerpie środki ze swoich prywatnych posiadłości w Nowej Francji. Wysyła tam osiemset „cór królewskich”, wykształconych, młodych i zdrowych panien, aby wesprzeć rozwój kanadyjskiej prowincji. Sukcesom nie ma końca.

A jednak niewiele ponad siedemdziesiąt lat po śmierci Króla Słońce ancien regime upadnie.

Ludwik XIV przeżyje swoich najlepszych generałów i mężów stanu. Zacznie ponosić coraz większe straty wojenne. Jego państwo, czyli on sam, bo przecież „państwo to ja”, pogrąży się w nędzy. Król przeżyje swego najstarszego syna i jego syna, pierwszego wnuka – dwóch następców tronu.

1715

Śmierć zastaje Króla Słońce oczywiście w Wersalu. Zabiera go Francji po rekordowo długich rządach, trwających siedemdziesiąt dwa lata.

IMG_7839

 

Najznamienitszy pałac Europy podupada. Zanim wprowadzi się do niego Ludwik XV, prawnuk Ludwika XIV, nastaną rządy regentów. Zwaśniony dwór przetrwa na sytych pensjach.

Zaczął się XVIII wiek i nie chce być tak samo. Na zewnątrz Francja traci kolonie. Wewnętrznie coś pęka.

Chłopu nie wolno rozrzucić na polu gnoju, gdyż interferowałby ze zwierzyną łowną. Kuropatwie za to wolno spacerować po zagonach i oskubywać kolby z ziaren kukurydzy. Okresy klęsk głodowych, kiedy umierają tysiące ludzi, nie różnią się wiele od czasu dobrych plonów, kiedy głód i tak zabiera życie zbyt wielu nędznikom.

Wiadomo, że muszą nadejść zmiany. Nie wiadomo, jak ich dokonać. Sięga się do wzorców starożytnych. Dotkliwy system feudalny trafia na karty dzieł literackich. Podważana jest rola kościoła. Już niedługo spadną z twarzy białe, upiorne maski.

Wyuzdanie, występki, nałogi – te słowa będą występować obok nazwiska nowego króla. Ale on słusznie zauważy, że – żyjąc na skraju wulkanu – przetrwa, nie doczekawszy jego wybuchu.

15-letni Ludwik XV poślubia starszą o siedem lat Marię Leszczyńską, córkę obalonego króla polskiego Stanisława. Maria zostaje wyłoniona z castingu, w którym bierze udział 99 dam. Nienachalnej urody, bez posagu – okazuje się być idealną, neutralną kandydatką. Kolejna królowa-dewotka na dworze francuskim, ale również wielbicielka sztuki i… hazardu. Małżeństwo uznawane jest za mezalians. Z braku innych zarzutów plotkuje się, że Maria nie może mieć dzieci. Przeczą temu przykre dla królowej badania lekarskie. W ciągu następnych dziesięciu lat urodzi dziesięcioro potomków. Czwarty z kolei, syn, zostanie delfinem Francji, ojcem przyszłego Ludwika XVI.

IMG-2153

W Wersalu Ludwik XV zmuszony jest dokonać dużych zmian. Posiadłość marnieje w oczach bez milionowych nakładów. Na rzece powstaje coś na kształt stacji uzdatniania wody. W pałacu pojawia się siedem łazienek! Ludwik XV posiada dwie wanny, jedną do mycia, drugą do płukania. Kąpie się sam.

Przeszkadzają mu zbyt przestronne salony. Pomniejsza więc apartamenty, dzieli pomieszczenia, zapewniając sobie, swojej licznej rodzinie i dworzanom więcej prywatności.

I tak nie starcza miejsca dla wszystkich. Córki Ludwika XV i Marii „Leczinsky” trafiają ze względów oszczędnościowych do prowincjonalnego opactwa. Niepocieszona królowa nie zobaczy dziewcząt przez dziesięć lat! Mąż każe sprowadzić ich portrety, aby ukoić smutki żony.

Kiedy dziewczęta wrócą na dwór, pozostaną z woli dewocyjnej matki niezamężne. Tylko najstarsza poślubi katolickiego księcia. W wyniku reformacji na dworach Europy brak kawalerów odpowiedniej wiary. „Córy Francji” będą muzykować (grać na harfie pod okiem Pierre’a de Beaumarchais!), przesiadywać w swej własnej bibliotece oraz uciekać z pałacu wersalskiego w poszukiwaniu prywatności i swobody. I krytykować poczynania ojca.

1745

Jest lutowy wieczór, zbliża się północ. W Salon d’Hercule oczekuje na króla, królową, delfina i świeżo przez niego zaślubioną delfinę około tysiąca pięciuset zamaskowanych gości. Jak oni się tu mieszczą! I jak będą tańczyć w takim tłumie, w balowej Galerie des Glaces!

Ludwik XV kocha taniec. Wymaga od swoich podwładnych znajomości co najmniej kilkunastu kroków tanecznych. Lubi siadywać obok orkiestry i obserwować podrygujące w rytm muzyki pary, a szczególnie panie.

Tego wieczoru wszystkie oczy zwrócone są na najnowszy obiekt dworskich plotek – młodą Jeanne-Antoinette Poisson d’Étiolles, którą król spotkał na polowaniu. Czy zostanie kolejną metresą? Przybyła na bal przebrana za boginię Dianę.

Jean-Marc_Nattier,_Madame_de_Pompadour_en_Diane_(1746)

Madame de Pompadour jako Diana Łowczyni, Jean-Marc Nattier (1746)

Drzwi apartamentów królewskich otwierają się. Królowa Maria wchodzi w balowej toalecie w towarzystwie delfina i jego żony. Po królu ani śladu.

Dwór zamiera w oczekiwaniu. Nagle do salonu wtacza się osiem dorodnych cisów! Damy używają łokci, aby przecisnąć się bliżej i móc odgadnąć, pod którym kostiumem kryje się sam król. Zbyteczne starania– jeden z pniaków odrywa się od towarzyszy i do samego rana adoruje przyszłą markizę de Pompadour.

ball

Le bal des if (Bal cisów)

Ludwik XV nie opuści markizy przez niemalże dwadzieścia lat, aż do jej śmierci. 5-letni romans przygaśnie, ale pozostaną na zawsze bliskimi przyjaciółmi.

Hrabia Dufort du Cheverny o markizie:

Nie było takiego mężczyzny, który nie zechciałby mieć jej za kochankę, gdyby leżało to w jego mocy. Była wysoka, lecz niezbyt wielka; jej twarz była okrągła, a rysy miała regularne i wspaniałą cerę; śliczne dłonie i ramiona; oczy nie za duże, lecz nigdy nie widziałem drugich tak świetlistych, rozmigotanych i pełnych humoru. Cechowała ją krągłość gestów, jak i figury. W jej obecności gasły wszystkie kobiety, nawet te najpiękniejsze.

Markiza o życiu:

Żyjmy hucznie i wesoło, a po nas choćby potop!

Po niej przyjdzie kolej na madame du Barry. Podstarzały król jeszcze raz ulegnie kobiecym urokom 25-latki, ku rozpaczy swych niezamężnych córek, teraz przezywanych Mesdames Tantes. Du Barry będzie mieć dzięki „paniom ciotkom” o jednego wroga więcej niż de Pompadour – delfinę Marię Antoninę, przyszłą królową. Obie stracą głowy na gilotynie…

Król Ludwik XV, zwany „umiłowanym”, to nie tylko bawidamek. Jest miłośnikiem nauk botanicznych, interesuje się elektrycznością, wprowadza w Wersalu wiele usprawnień technicznych. Jego zainteresowania podzielają niezamężne córki. Król zabiega o ich względy, często odwiedza ich apartamenty. Jednak chorobliwa wręcz skłonność do romansów nigdy nie zostaje mu wybaczona.

1757

Gdy król wsiada do karocy przy bocznej bramie Wersalu, ktoś atakuje go nożem. Rani niegroźnie, ale kara jest surowa: parlament paryski skazuje sprawcę na serię tortur: ucięcie prawej ręki, obdarcie ze skóry, palenie płynną siarką i ołowiem, włóczenie końmi i spalenie na stosie. Król nie zaszczyca egzekucji, lecz i tak – w duchu myśli oświeceniowej – wini się go za przyzwolenie na takie barbarzyństwo. Nie przysparza mu to zwolenników.

1759

To ciężki rok dla finansów państwa, sam środek wojny siedmioletniej z Anglią. Budżet jest bardzo napięty, wydatki znacznie przekraczają dochody. Generalnym Kontrolerem Skarbu zostaje protegowany markizy de Pompadour, Étienne de Silhouette. Zasłynie z norm oszczędnościowych, zapożyczonych między innymi od Anglików, u których kształcił się w dziedzinie ekonomii. Jedną z nich jest pomysł opodatkowania szlachty i kleru. Nie do wiary! Mieliby płacić na podstawie „widocznych oznak bogactwa” – liczby drzwi, okien, posiadłości wiejskich, dóbr luksusowych, liczebności służby.

De Silhouette utrzyma się na stanowisku zaledwie osiem miesięcy, ale ku pamięci jego austerycznych zabiegów będzie się odtąd mówić na rzeczy skromne, gorszej jakości – à la Silhouette. Nazwa przylgnie na zawsze do portretów cieniowych, wykonywanych w miejsce oryginalnych, malarskich, bardzo modnych, ale jakże kosztownych.

mozart silhouette

1774

Francja pod koniec życia Ludwika XV jest zaledwie cieniem tej z epoki Króla Słońce. Ancien regime przypomina swoją własną silhouette.

Okres rządów Ludwika XV można podzielić na dwie fazy: dopóki korzysta z usług kardynała Fleury, Francja kwitnie. Po śmierci kardynała decyzje zapadają w sypialni królewskiej. Markiza de Pompadour wspiera dworską koterię „filozofów”, du Barry dla odmiany – „dewotów”. W kościele toczą się boje między niższym duchowieństwem a zamożnymi zwierzchnikami. Parlament podważa boskość, a więc nieomylność króla. Władza absolutna kruszeje.

Ludwik XV umiera na ospę, cuchnący, obsypany zakażonymi, czerniejącymi strupami. Przyznaje się do win rozpusty i nieumiejętnych rządów. Rokokowe zegary, które namiętnie kolekcjonował, odmierzają czas do rewolucji.

IMG_7925

 

 

II

 

1784

To fatalny rok dla ancien regime.

Na deski Théâtre de l’Odéon w Paryżu trafia „Wesele Figara”.

Autorem jest wspomniany wcześniej (lekcje muzyki na dworze Ludwika XV) Pierre de Beaumarchais. Z wykształcenia zegarmistrz (skonstruował zegarek ukryty w pierścionku), z powołania oszust, szpieg, złodziej, muzyk, dziennikarz i dramatopisarz. Trudno ocenić, którym z talentów przyczyni się najbardziej do upadku króla. Wykonując na jego zlecenie tajną misję dyplomatyczną – organizowania pomocy wojskowej dla buntowników zza Oceanu, która doprowadzi Francję na skraj bankructwa? Czy pisząc „Wesele Figara”?

O działaniach trójcy Benjamin Franklin-Pierre de Beaumarchais-Ludwik XVI opowiadają świetne „Lisy w winnicy”, jedna z lektur mojej młodości. Mieszkając po tamtej stronie Atlantyku, chciałam pogłębić wiedzę o drodze do niepodległości Ameryki. Feuchtwanger pokazuje trzy wybitne postaci – przesiadującego godzinami w wannie amerykańskiego „ojca narodu” na paryskich zakupach (broni), króla, który wskutek kosztownych decyzji straci tron, oraz przebiegłego Beaumarchais. Ten ostatni, pośrednicząc w handlowych transakcjach pomiędzy pierwszym a drugim, pisze równocześnie dzieło swojego życia.

Oto sławny monolog Figara w piątym akcie:

…Nie, panie hrabio… dlatego że jesteś wielkim panem, uważasz się za geniusza!… Szlachectwo, majątek, stanowisko, urzędy, wszystko to czyni tak pysznym! Cóżeś uczynił dla zyskania tylu przywilejów? Zadałeś sobie trud, aby się urodzić, nic więcej…

Obrzydliwe, stwierdza król. Dodaje, że najpierw należałoby zburzyć Bastylię, zanim zagra się tę sztukę. Myli się niewiele, jedynie kolejność wydarzeń będzie odwrotna.

Teatr pęka w szwach! Wśród publiczności nie brak arystokracji, która walczyła trzy lata o wystawienie „Wesela”. Nieszczęśnicy – aż tak trudno przewidzieć, że nie tylko król trafi na szafot?!

Dwa lata później w Wiedniu zostanie wystawiona opera Mozarta, z librettem opartym na sztuce Beaumarchais (obaj są wolnomularzami). Lorenzo da Ponte usunie jednak wątki polityczne, zastępując powyższy monolog Figara przemową na temat niewiernych żon. Dwór wiedeński jest mniej elastyczny od wersalskiego…

Co jeszcze dzieje się w 1784 w dziedzinie sztuki?

David maluje „Przysięgę Horacjuszy”. Artysta, który podpisze wyroki śmierci na króla Ludwika XVI i królową Marię Antoninę.

Jacques-Louis David to postać ponura. Jako 7-latek traci ojca, zmarłego w pojedynku. Sam zostaje ranny w podobnych okolicznościach. Jego twarz szpeci przez resztę życia guz, utrudniający mowę. O ironio – również Ludwik XVI nie posiada bardzo cenionego w tamtych czasach daru elokwencji.

Nauczycielem Davida zostaje rokokowy malarz François Boucher. Mistrz dostrzega u utalentowanego młodzieńca inklinację do nowej fali w malarstwie – klasycyzmu. David trafia do luwrskiej Akademii, pod opiekę Viena. Zdobywa stypendium rzymskie, odwiedza Wieczne Miasto dwukrotnie. Tam powstaje „Przysięga”. Na zamówienie króla…

Dzieło trafia do Salonu 1785 w Luwrze, na wielką publiczną wystawę sztuki. Obraz ogląda 60 tysięcy ludzi. Wszyscy są zgodni – to wezwanie do broni!

IMG-1907(1)

Przysięga Horacjuszy, Jacques-Louis David (1784)

Trzech braci składa przysięgę swemu ojcu – przed nimi pojedynek z trzema Kuriacjuszami. Poświęcą się dla ojczyzny, aby uniknąć rozlewu krwi; zamiast wielkiej bitwy – pojedynek śmiałków! Męskie postaci dominują w 2/3 obrazu – to apoteoza siły, męstwa, ale i cnót obywatelskich, odwagi, poświęcenia i solidarności. Kobiety, siostry Horacjuszy, kryją się w pozostałej 1/3. Otulone miękkimi szatami, bezbronne, rozpaczają i płaczą. Jedna z nich zginie z rąk brata, bo opłakiwać będzie zamordowanego narzeczonego, Kuriacjusza. Sprawiedliwości musi stać się zadość, za każdą cenę!

Na środku płótna – broń. Błysk stali.

A co słychać w Wersalu?

1789

Parze królewskiej rodzą się dzieci. Pierwsze – w obecności 150 widzów, których dzieli od królowej niska balustrada. Oboje, Ludwik i Maria Antonina, ograniczą stopniowo dostęp dworzan do swojego prywatnego życia.

Króla pochłaniają polowania, ale ma też inne zainteresowania – podobnie jak jego dziadek, Ludwik XVI fascynuje się elektrycznością, mechaniką. Eskortuje lot pierwszego balonu nad Wersalem, którego pasażerami są kaczka, kogut i owca.

Królowa, znienawidzona przez poddanych Austriaczka, organizuje za aprobatą króla bale i koncerty, choć już mniej huczne. Tym razem ona ma kochanka, którego poznaje w operze wersalskiej. Podejrzewa się ją nawet o posiadanie kochanek… Kłopoty mnożą się równie szybko jak wrogowie. Madame du Barry, metresa teścia, przypisze Marii Antoninie słynną odpowiedź na skargę wieśniaków: „jesteśmy głodni, nie mamy chleba”. Tymczasem słowa „to jedzcie ciastka” miała wypowiedzieć jedna z „pań ciotek” lub, dużo wcześniej, żona Króla Słońce, Maria Teresa.

Zatoczyliśmy koło.

Minęło 175 lat, odkąd królowa-regentka Maria Medycejska zwołała Stany Generalne. Ludwik XVI zwołuje je ponownie w obliczu głębokiego kryzysu finansowego. Tylko wydatki dworu pochłaniają rocznie 15% zasobów skarbca królewskiego.

1200 delegatów spotyka się w Wersalu. Nie dochodzi do porozumienia. Król byłby skłonny obrać łagodną, proreformatorską postawę, wszak jako trzeci w kolejce do tronu otrzymał szerokie wykształcenie humanistyczne, z mniejszym naciskiem na administrację. Nieobce są mu idee oświeceniowe. Zatrzymuje się jednak o krok od aklamacji Deklaracji Praw Człowieka. Zaczyna gromadzić wojsko, w Wersalu i w Paryżu. Ale jest za późno. Paryski lud wychodzi na ulice.

W wyniku zamieszek plądrowane są arsenały z bronią. Tłum gromadzi się pod Bastylią. Jak to w czasie rewolucji – jeden okrzyk grozy, jeden niekontrolowany wystrzał i twierdza znajduje się w mgnieniu oka pod naporem tysiąca napastników. Dowódca podda się w zamian za obietnicę wolności.

Zetną mu głowę. Nożem do owoców.

Jest 14 lipca. Rozpoczyna się Rewolucja.

Los pary królewskiej pozostaje niepewny. Wersal napada motłoch, rodzina królewska tuła się po innych rezydencjach, planuje ucieczkę (królowa szuka pomocy w Austrii, u brata). W końcu Burbonowie przyjeżdżają do Paryża w roli oficjalnych więźniów. Gniew ludu skierowany jest głównie na Marię! Od dawna krążą pamflety oskarżające ją o cudzołóstwo, rozrzutność, spiski, wiarołomstwo. Na liście kandydatów do gilotyny królowa jest numerem jeden.

W tym samym roku odbywa się kolejny Salon w Luwrze. Trwa rewolucja, ale król ciągle ma prawo głosu. Wszystkie dzieła zgłoszone do Salonu muszą przejść cenzurę.

Jest wśród nich obraz Davida „Liktorzy przynoszą Brutusowi ciała jego synów”. Sprawę odrzucenia „Liktorów” opisują gazety. Lud Paryża burzy się. Obraz trafia w końcu na wystawę, a studenci Davida trzymają przy nim wartę.

Nie ten Brutus zabił Juliusza Cezara. Uczynił to jego potomek. Brutus od Davida rozkazał zamordować własnych synów, gdyż chcieli obalić republikę i przywrócić monarchię.

Liktorzy przynoszą Brutusowi ciała jego synów, Jacques-Louis David (1789)

Postać Brutusa kryje się w cieniu. Mężczyzna siedzi tyłem do wnoszonych zwłok, nie odwraca nawet głowy. Całe światło skupia się na sylwetkach kobiet opłakujących zmarłych.

W lewym dolnym rogu ważny szczegół – stopy. Palce ściśnięte do bólu. Za to twarz Brutusa pozostaje kamienna. Wykonał przecież swój patriotyczny obowiązek. Gdyby nie te stopy…

Na środku obrazu – błyszczący metalowy przedmiot. Nożyce.

David wie, jak grać na emocjach. Staje się niekoronowanym królem sztuki propagandowej.

1793

I znów szczególny rok.

Ludwik XVI po przekształceniu Francji w monarchię konstytucyjną (1791), a potem w republikę (1792) zostanie zawieszony i zamknięty w więzieniu. Jako obywatel Capet trafi w styczniu 1793 pod sąd. Wyrok – gilotyna.

Królowa, wdowa Capet, zginie w październiku, po upokarzającym procesie (oskarżona między innymi o molestowanie seksualne własnego dziecka). Jej zwłoki, ekshumowane po 22 latach z masowego grobu, zostaną rozpoznane dzięki cechom fizycznym zmumifikowanej po zgilotynowaniu głowy.

Francja będzie jednak opłakiwać w tym roku kogoś zupełnie innego.

Jean-Paul Marat to dziennikarz i polityk, wydawca niezwykle jadowitego pisma „Przyjaciel Ludu”, pełnego donosów, pomówień i nawoływań do egzekucji. Marat przyczynia się między innymi do Masakry Wrześniowej (1792), w której tylko w Paryżu zamordowano ponad tysiąc więźniów, niejako profilaktycznie. Ściętą głowę przyjaciółki Marii Antoniny, księżniczki de Lamballe, zatkniętą na drzewcu, zaniesiono w pochodzie do więzienia Temple, pod okna królowej.

Po egzekucji króla Marat toczy walkę z żyrondystami, jednym ze stronnictw rewolucyjnych (wtedy jeszcze promonarchistycznym). Wygrywa. Ale towarzysze mają chwilowo dość tego niebezpiecznego radykała. W nagrodę trafia na emeryturę… w wannie. Atakował od początku Rewolucji nie tylko jej wrogów, ale i przywódców, nawoływał do ścięcia setek głów „dla bezpieczeństwa”. Zawsze miał śmiertelnych wrogów. Ukrywał się przed nimi w kanałach i tam prawdopodobnie nabawił się poważnej choroby skóry (egzemy?). Leżąc w wannie, pisze na podręcznym biurku – donosy, odezwy. Jego przyjaciel Robespierre już ich nie czyta.

Marata morduje sympatyzująca z żyrondystami Charlotte Corday. Wchodzi podstępem do jego mieszkania, uzbrojona w nóż kuchenny, pochyla się nad wanną…

Wystarcza jeden cios w pobliżu serca.

W 4-dniowym procesie oskarżona oświadcza, że „zabiła jednego człowieka, aby uratować sto tysięcy”. Nie ma szans. Gilotyna.

Davida wzywają do mieszkania zaraz po morderstwie. Przyjaźnił się z ofiarą, bywał częstym gościem państwa Marat. Ma urządzić uroczysty pogrzeb i upamiętnić Marata najlepiej jak umie, na płótnie.

Uczyni z przyjaciela męczennika narodowego.

Mowę pogrzebową wygłosi markiz de Sade. Zwłoki spoczną na dziedzińcu Konwentu Kordylierów, pod wierzbą płaczącą, potem trafią do Panteonu. Imię Marata otrzymają miasta, ulice i place. W okresie Kultu Rozumu jego popiersia zastąpią krucyfiksy w kościołach. Po kolejnym zwrocie dziejów pamięć o bożyszczu Rewolucji zaniknie. Odżyje dużo później – w rewolucyjnej Rosji.

Arcydzieło Davida pozostanie na wieki.

 

Śmierć Marata, Jacques-Louis David (1793)

David wybiela postać Marata, czyni go świeckim świętym. To nowość w sztuce. Obraz jest przerażająco pięknym kłamstwem. Na skórze Marata nie ma śladu choroby. Jej świetlistość, podobnie jak biel turbanu, kontrastuje z zielonym suknem okrywającym wannę. Twarz Marata nie ma na sobie śladów walki ze śmiercią – gości na niej spokój. Prawe ramię zwisa swobodnie – przyrównuje się tę pozę do „Piety” Michała Anioła. Światłocienie, nastrój niepokoju, ale przede wszystkim powagi. David uczył się pilnie od rzymskich mistrzów, studiował dzieła Caravaggio. W piersi ofiary nie tkwi nóż – narzędzie zbrodni leży na podłodze. Kłamstwo za kłamstwem. Nie ma też zabójczyni, choć musiała stać w pobliżu chwilę po dokonaniu aktu. Ściana nad wanną pusta, ciemna.

To świat bez Marata.

Podniosłość sceny i prosta, wyraźna forma mają edukować społeczeństwo. Sztuka w służbie narodu. Apoteoza męczeństwa, a zarazem zemsta wobec swady, dowcipu…

Jakże niebezpieczne bywa piękno.

David proponował, aby udusić królową i posiekać jej ciało; króla uważał za potwora.

Z Marata, paranoika i fanatyka, uczynił rewolucyjne bóstwo.

Sztuka to kłamstwo. Tym razem w służbie najbiedniejszych.

David uprawia propagandę na płótnie, czemu więc nie miałby zostać oficjalnie członkiem rewolucyjnej bezpieki? Podpisuje nakazy ekgzekucji. Setki, tysiące nakazów.

Staje się prawą ręką Robespierre’a i z nim pójdzie na dno. Ale nie trafią razem na gilotynę. David wzbudzi litość bełkotliwą mową obronną i, zamiast na szafot, pójdzie do więzienia.

Namaluje w nim autoportret – młodego, niewinnego artysty z paletą i pędzlem w dłoni.

Autoportret, Jacques-Louis David (1794)

Zdoła jeszcze powrócić do polityki w sztuce. Wyjdzie na wolność, przepoczwarzony w piewcę potęgi Napoleona.

Po wygnaniu cesarza wielu jego zwolenników zostanie objętych łaską, jednak nie David, nie królobójca. Ludzie nie zapomną. Malarz ucieknie do Brukseli. Czegokolwiek odtąd nie namaluje, nie zbliży się już nigdy do potęgi swojej śmiercionośnej sztuki z okresu Rewolucji.

1825

Tłumek studentów podąża za trumną znanego francuskiego mistrza, któremu odmówiono pogrzebu w jego własnym kraju. Młodzi ludzie niosą transparenty z tytułami jego dzieł, poza jednym, tym, przy którym widzowie kiedyś mdleli… Którego nie wystawia się od 30 lat.

Chodzi o „Śmierć Marata”. Dzieło zakazane.

1833

Król Ludwik Filip, ostatni Burbon na tronie francuskim, postanawia urządzić w pałacu wersalskim Muzeum Historii Francji. Gromadzi meble, eksponaty, obiekty sztuki.

W czasie rewolucji „ludwiki” rozjechały się po całej Europie. Wyprzedano praktycznie wszystko, co miało jakąkolwiek wartość.

1871

Francja na kolanach, po wojnie francusko-pruskiej Wersal okupują Niemcy. W Galerii Zwierciadeł odbywa się koronacja cesarza Niemiec, Wilhelma I Hohenzollerna.

1919

W Galerii Zwierciadeł dochodzi do podpisania traktatu wersalskiego. Traktatu francuskiej zemsty na Niemcach.

1988

Na dziedzińcu Luwru staje Piramida – efekt modernizacji i rozbudowy muzeum, zleconej przez prezydenta Mitteranda. Jej koszty są podobno wyższe od oryginalnych kosztów budowy pałacu.

2017

Teraz my. My, lud Londynu, szturmujemy Paryż.

Najpierw Luwr. Wśród 35 tysięcy dzieł sztuki pragniemy odnaleźć to jedno, kiedyś zakazane, dziś ukryte w odległej sali, i to zaledwie kopię „Śmierci Marata” z Brukseli.

Zanim jednak do niego dotrzemy… odlotowa Nike.

IMG-1739

Nike z Samotraki

Ghirlandaio!!! Nieważne, czy para – dziadek i wnuk – pozowali naprawdę, czy płótno powstało już po śmierci nieznanego arystokraty z Florencji. Ważne, że Ghirlandaio-humanista, wyprzedzając swoją epokę, pokazał piękno prawdziwe, wewnętrzne, odbijające się w ufnych oczach dziecka.

IMG-1956

Starzec i chłopiec, Domenico Ghirlandaio (1490)

Giocondę szturmują tłumy. Dopiero przy trzecim podejściu ustawiamy się w kolejce, pod chmurką smartfonów.

IMG-1961

O tym, że w Paryżu, a nie we Włoszech, można oglądać uśmiechniętą żonę florenckiego kupca, zdecydowały pieniądze. Da Vinci zwlekał z wykonaniem zlecenia, gdyż dostał inne, bardziej intratne. Del Giocondo nie zapłacił za niedokończony potret. Mistrz woził więc płótno ze sobą, w końcu przywiózł do Francji. Król Franciszek I zakupił je do swojej kolekcji.

Od czasu Rewolucji „La Gioconda” pozostaje w rękach ludu. Rocznie przyciąga do Luwru 6 milionów turystów.

IMG-1886

Na początku XX wieku ukradł obraz pewien włoski patriota. Dostał niewielki wyrok za wielce patriotyczny postępek, a Gioconda wróciła do Francji.

Zaliczamy kolejne Davidy wśród hektarów malarstwa francuskiego. XVIII wiek, wczesny XIX, a Marata ani widu! Uczulona przez Simona Schamę na stopy, taksuję pod ich kątem wszystkie dzieła. Wzbudzam zaciekawienie. Fetyszystka?

Mąż tłumaczy, że na stopy u Reniego nie warto zwracać uwagi. Był zbyt komercyjny. Sprawdzam w domu. Może i był. Ale stopy malował nieźle.

Dla porównania – Gentileschi, następnego autora nie pamiętam, i wreszcie Ingres.

Poniżej Ingres (uczeń Davida) na tropie ideału kobiecego piękna…

IMG-1894

Panna Rivière, Jean-Auguste-Dominique Ingres (1806)

IMG-1927(1)

Kąpiąca się, Jean-Auguste-Dominique Ingres (1808)

IMG-1921(1)

Łaźnia turecka, Jean-Auguste-Dominique Ingres (1862)

W końcu, wypytując na prawo i lewo, trafiamy na upragnioną przez nas „Śmierć Marata”.

Kolejny dzień, słoneczny i rześki, rozpoczynamy od spaceru po okolicy. W ósmej dzielnicy, Élysée, znajduje się urokliwy Parc Monceau. Założony dla użytku publicznego przez księcia Orleanu, Ludwika Filipa Józefa, zwolennika Rewolucji (obywatel Philippe Égalité), wolnomularza, który poparł wyrok na swego kuzyna, Ludwika XVI. Sam trafił na szafot niedużo później.

IMG_7722

Klasyczna kolumnada, Parc Monceau

Monet Parc Monceau

Park Monceau, Claude Monet (1878)

 Przez resztę dnia odwiedzamy stare kąty.

Nazajutrz pora na Wersal. Tłumy przerastają nasze oczekiwania. Dostęp do tanich biletów lotniczych oraz biletów muzealnych w sieci ma teraz pół świata. Ludwika XIV, jeśli nas widzi, musi niesamowicie cieszyć ta cierpliwa kolejka chętnych do podziwiania jego z(a)bytków.

Za oknami ponuro, deszczowo. Pałac daje nam schronienie. Czujemy się w nim jak w domu…

Zwiedzamy bez pośpiechu. Pod koniec wizyty depczą nam po piętach stróże. Wychodzimy jako jedni z ostatnich.

Za nami powoli gasną światła…

Wspominam paryską wycieczkę w mroczne, styczniowe popołudnie. W tle aria „Voi che sapete”, najpiękniejsza w „Weselu” Mozarta. Odpolitycznionym, naprawdę?

Służący Figaro do hrabiego Almavivy:

You may go dancing, but I’ll play the tune.

I już wiadomo, co myślał Mozart o Rewolucji. Kolejny geniusz na dworskim garnuszku.

A my? Chleba pod dostatkiem, nawet ciastek w bród. W dłoniach wypasione aparaty. Wolni, dobrze poinformowani, szturmujemy bramy muzeów. Bo świat już zupełnie nie ten sam, prawda?

Zupełnie nie ten sam…

 

Figaro okładka

 

Teksty źródłowe oraz fotografie:

Schama S. „Potęga sztuki” (mini-serial BBC, 2006)

Yonge C.M. „History of France” (London: Macmillan and Co., 1878)

Toute L’Histoire

wikimedia

madamedepompadour.comLienhard, J.H. „588: Mozart and Beaumarchais” from „Engines of Our Ingenuity” (www.uh.edu)

źródła własne (foto)

 

 

 

2 Komentarze

2 thoughts on “Vive la France!

  1. Nie mogłam sobie darować… 😀 (to z „Piosenek z historii świata” Gałczyńskiego): https://www.youtube.com/watch?v=6Xl4zNO2V-Y

    Polubione przez 1 osoba

    • Kapitalny ten lud! 🙂 🙂 🙂 To znaczy… 😦 😦 😦
      😉
      Dzięki ze przypomnienie!
      Co geniuszom zajmuje jedną „Pompadurę”, mnie – jakieś 50 tysięcy znaków.
      Ech…

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: