Brugia-Antwerpia-Gandawa, czyli rubensjada i czekolada

Aby zdążyć na prom Dover-Dunkierka, wypływający o 6 rano, trzeba wstać o 3.

Zachętą (dla mnie przynajmniej) były: RUBENSJADA, CZEKOLADA oraz wycieczka w nieznane.

Tak! Taka ze mnie niby obieżyświatka, a nigdy nie byłam w Belgii. I to jest zaledwie czubek góry krajów, w których nie byłam.

Nasz cel stanowił trójkąt flamandzkich miasteczek Brugia-Antwerpia-Gandawa.

Pierwszą kawę w drodze na Stare Miasto w Brugii wypiliśmy koło 11. Niezły czas, zważywszy, że jedno rondo objechaliśmy kilkanaście razy, nie mogliśmy znaleźć wjazdu na parking (znajdował się w podziemnym tunelu!) i takie tam… przeszkody.

Kawa pyszna, kelner bardzo przyjaźnie nastawiony do klientów, mówiący po angielsku. Pierwsze wrażenia – nader pozytywne.

_MG_3819Za chwilę minę katedrę św. Salwatora…

Minęliśmy katedrę św. Salwatora, decydując się na Onze-Lieve-Vrouwekerk, czyli kościół NMP (ta nazwa będzie nam wiernie towarzyszyć we wszystkich miastach, co przypomina, że Belgia w przeciwieństwie do Holandii pozostała katolicka, i dlatego właśnie jest Belgią). Mój mąż „oblegał” dłuższą chwilę grobowiec królowej Marii Burgundzkiej, związanej z wojną róż, której jest fanatykiem  (historii owej wojny, ale królowej w sumie też). Ja zatrzymałam się przy Matce z Dzieciątkiem, rzeźbie Michała Anioła, z której Brugia jest bardzo dumna, choć przecież we Włoszech widywałam bardziej monumetnalne dzieła mistrza.

IMG_3836Matka Boska, urocza w swoim zamyśleniu.

Pod kościołem mieliśmy okazję uczestniczyć w zabawie – kataryniarz i uliczni śmiałkowie, do tańca, do grania, byle nie do różańca. Wiele osób zatrzymywało się właśnie tutaj, zamiast wejść do kościoła.

Belgia

Brugia chlubi się mianem flamandzkiej Wenecji. Odbyliśmy obowiązkową przejażdżkę łodzią, oglądając miasteczko z tej nietypowej perspektywy; zanurzone w kanałach fasady średniowiecznych domów i nadbrzeżne ogródki. Kiedy przepływaliśmy pod licznymi mostkami, najwyżsi uczestnicy wycieczki musieli schylać głowy. Przewodnik wskazywał dłonią a to „na prawo kanał do Gandawy” czy „na lewo kanał prowadzący do morza, długość 14 km”.

Belgia2

Z łodzi podziwialiśmy między innymi najstarszy szpital w Europie. Budynek miał tak krzywe ściany i dach, że… nie da się tego opisać, trzeba zobaczyć na własne oczy. Krzywizny giną na zdjęciach z racji jego sporych gabarytów.

_MG_3854Szpital św. Jana w Brugii, XII wiek

Brugia była w średniowieczu jednym z najważniejszych miast na kontynencie dzięki swojemu położeniu – połączona z morzem kanałami, służyła jako port dla miast hanzeatyckich i krajów południowych. Z Anglii sprowadzano tu wełnę dla przemysłu tkackiego. Później miasto podupadło, odcięte od morza przez Holandię.

Kolej na sztukę, ale najpierw most św. Bonifacego, popularny wśród zakochanych. Fałszywka, wcale nie średniowieczny, zbudowano go w zeszłym stuleciu.

IMG_3898Wygląda, jakbym chciała skoczyć do głębokiego na 1,5-2,0 m kanału… z którego odławia się węgorze. Chyba nie, chyba kombinuję coś innego, ale co?

Obok mostu dwa muzea – sztuki współczesnej (Gruuthuse-Museum) i po prostu sztuki (Groeninge-Museum). Pierwsze zaliczyliśmy w pół godziny, w drugim spodziewaliśmy się uczty – „Sądu ostatecznego” Boscha. Nie mogłam się doczekać! I co? Wpadłam, pędziłam przez sale, oglądając w pośpiechu dzieła innych mistrzów (m.in. prymitywizm flamandzki, ale cóż… „Arnolfini” Jana van Eyck’a, obywatela Brugii, wisi w Londynie!), i nigdzie nie było tego Boscha! Wypadłam więc, aby spytać bileterkę, co jest grane, a ona spokojnie: „Bosch podróżuje… obecnie w Madrycie”.

Obrazy gwiazdorzące po świecie miały nas prześladować przez pozostałe dni. Wniosek: kiedy ma się londyńską National Gallery pod bokiem, nawet kolekcje w muzeach belgijskich, kolebce sztuki flamandzkiej, mogą troszkę rozczarować.

Ale oto niespodzianka: zaraz przy mostku św.Bonifacego małe studio malarskie, wstęp wolny. Mikroskopijny domek, w ogródku nad sztalugą pan malarz o siwiejących skroniach, zatopiony w procesie twórczym… Chwyciłam za aparat, nafociłam, bo coś mnie ujęło w jego alegorycznych szkicach. Wyszłam rozpromieniona, a tu mąż puka się w głowę:

– Nie widziałaś na KAŻDYM obrazie symbolu ZAKAZ FOTOGRAFOWANIA?

Nie. Ale jestem uczciwą osobą, więc napisałam (już z domu) liścik do autora i dostałam oficjalne pozwolenie na publikację. Co niniejszym czynię. Oto David De Graef:

Belgia1

Bez komentarza. Nie musi się podobać, ale może. Jeśli tak, to http://www.daviddegraef.be/

Czas na czekoladę – wreszcie! Udaliśmy się do jednego z polecanych sklepików, Juliette’s, obejrzeć kletskoppen i speculaasje w produkcji, czyli jeszcze inne belgijskie specjały. Niestety, właśnie myto blachy. Kupiliśmy więc paczuszki ze smacznymi wypiekami i przeszliśmy na drugą stronę ulicy, do Julie’s, gdzie najpierw testowaliśmy czekoladę – ekspedientka podała nam w tym celu malutkie kosteczki – faktycznie, rozpływała się samoistnie na podniebieniu w gładki sos. Pyszna! Kupiliśmy…

Belgia3

Belgia weszła w posiadanie afrykańskich plantacji kakaowca w połowie XIX wieku. Napój bazowany na ziarnach kakao podawano na dworach jako przysmak. W taki sposób mieli okazję zapoznać się z nim dyplomaci szwajcarscy, a Szwajcaria to przecież do dziś największy konkurent dla Belgii w produkcji czekolady.

IMG_5404-001Tańcząca z czekoladą 🙂

Brugijski aptekarz, Neuhaus, wymyślił oblekanie lekarstw polewą czekoladową, aby poprawić ich smak. A jego wnuk zamiast gorzkich pigułek wsadził do czekoladowej skorupki słodki krem i tak powstała pralina. Któraś z żon zaprojektowała eleganckie pudełeczko dla tych smakowitości i stąd znana nam do dziś bombonierka z czekoladkami.

Ale wiążę się też z produkcją czekolady przerażająco smutna historia. Król belgijski Leopold II, który przywłaszczył sobie tereny należące do dzisiejszej Demokratycznej Republiki Kongo, eksploatował plantacje kakaowców, kauczuku – jest odpowiedzialny za ludobójstwo niespotykane w skali światowej nie tylko w tamtych czasach. Pod jego rządami zginęło 15 milionów tubylców! (różne źródła mówią o „kilku do kilkunastu milionach”) Niewyobrażalna liczba! Niewolnikom obcinano ręce za zbyt powolną pracę.

Pisali o tym współcześni mu Mark Twain i Joseph Conrad.

Tę historię opowiedział mi mąż. Kiedy ją usłyszałam, pyszna czekolada wydała mi się dużo bardziej gorzka…

Na koniec udaliśmy się, przy wieczornym już świetle, na rynek (Grote Markt), obejrzeliśmy ratusz (Stadhuis), słynną 83-metrową dzwonnicę (Belfry) z 47 dzwonami. Zjedliśmy małe co nieco, odpuściliśmy sobie bez wielkiego żalu muzea piwa, frytek i czekolady.

IMG_3927

Wyruszyliśmy do Antwerpii.

Antwerpia to dziś drugie po Hamburgu miasto portowe w Europie. Zamieszkaliśmy w północnej cześci, nad dokiem Willemdok, z widokiem na imponujące MAS – Museum aan de Stroom. Od jego zwiedzenia zaczęliśmy sobotę. Piękny widok z dachu na panoramę miasta, a potem siedem pięter muzealnych – rolnictwo i produkcja żywności, Antwerpia jako miasto portowe, człowiek i Bóg i… więcej nie pamiętam. Szkopuł – z wyjątkiem dwóch pięter wszystkie tablice informacyjne w lokalnym narzeczu. Nie mogłam się temu nadziwić. Zostaliśmy poinstruowani, żeby sobie coś tam coś tam w komórkach poszukać i posłuchać po angielsku. A skoro mnie akurat mąż zbanował na belgijskim urlopie i zabronił używania komórki, to co?

Belgia4

Potem udaliśmy się do centrum, mijając po drodze Koninklijke Academie voor Schone Kunsten – oczywiście w remoncie (kolekcja gościła w MAS, miałam cichą nadzieję, że ją tam zastaniemy, ale nie! spytałam o jej los w kasie przy kupnie biletu – też gwiazdorzy po świecie…).

IMG_5425-001Sprawdzam, czy nie zostawiłam otwartego okna w pokoju hotelowym…

Naszym celem był Dom Rubensa (Rubenshujs).

Peter Paul Rubens (1577-1640) przeprowadził się do Antwerpii w wieku 10 lat z matką i sześciorgiem rodzeństwa. Rodzina zubożała znacznie po śmierci ojca, na szczęście zauważono u chłopca talent do rysunków i posłano na lekcje. Kontynuował naukę we Włoszech, a po powrocie założył własne studio. Zgromadził ogromny majątek, który przez pięć lat po jego śmierci inwentaryzowano w celach spadkowych. Rubens kolekcjonował sztukę, pracował jako dyplomata i architekt. Sam zaprojektował dom w Antwerpii, wzorowany na włoskich palazzo. Dwukrotnie żonaty, z pierwszą żoną miał trójkę dzieci. Po jej śmierci, w wieku 53 lat poślubił 16-letnią Helenę Fourment (na obrazie po lewej), siotrzenicę zmarłej. Młoda żona urodziła mu kolejną piątkę pociech, ostatnie już po jego śmierci. Pozowała do jego obrazów, jej pulchnej figurze świat malarski zawdzięcza rubensowskie kształty.

Komentarz mojego męża:

– Mam jeszcze rok…

Na co…? Wolę nie wnikać.

Belgia5

Ściany domu/pałacu Rubensa pokrywają złocone panele ze skóry. Meble pełne zdobień, dużo cennych obrazów, między innymi współpracujących z Rubensem Brueghela Starszego i Snydersa. Ogromne studio malarskie, w którym mistrz kształcił takich uczniów jak Anton van Dyck.

2016-08-22

Ale – brakło mi w tutejszej kolekcji ulubionych pejzaży rubensowskich, pochodzących już z okresu zamieszkania na wsi w Steen. Był namalowany krótko po powrocie z Włoch „Adam i Ewa”, dużo w nim wyrazistych kolorów… jeszcze nie doskonały. Wolę „Rajski ogród” malowany do spółki z Brueghelem, który tak bardzo mi się spodobał, że napisałam o nim całe opowiadanie.

Jeden pokój w willi Rubensa służył wyłącznie do przechowywania bielizny. Posiadanie licznych wyrobów z lnu oraz prasowalnicy do ich pielęgnacji świadczyło o bogactwie. Sam malarz spał w skromnym łóżku. Był towarzyski, miewał wielu gości, lubił życie!

IMG_1829(1)Moje rubensowskie kształty w ogrodach mistrza i… tęsknota za Włochami?

Zabrakło nam czasu, aby odbić na wschód i odwiedzić dzielnicę diamentów, położoną zaraz przy pięknym Dworcu Centralnym. Pfff! Kiedy zbliżałam się do „zwykłych” sklepów jubilerskich, przyklejałam nos do szyby, bo cuda w nich i cudeńka, kiedy stroiłam miny do męża, ten stawał w bezpiecznej odległości z dziwnym wyrazem twarzy, jakby chciał powiedzieć:

– Ta w czerwonym? Żona? Moja? Ale gdzie tam! Pierwszy raz ją widzę, tę kobietę.

No i tak. Palec wrócił do domu pusty i smutny.

Belgia6

Przerwa na coś na ząb – krokiety nadziewane kilkoma rodzajami mięsa, w tea room, czyli belgijskim odpowiedniku pubu, przy Placu Teatralnym (Theaterplein). I oczywiście piwo, bo mąż tego dnia nie prowadził. Miał wreszcie okazję skosztować swojej ukochanej Stelli „z kranu”, a ja piwa wiśniowego (kriek). Obok sklep z komiksami – to też belgijski specjał, w czym orientują się mąż, syn i córka, zagorzali fani dobrej kreski. Mąż kupił sobie książeczkę, niestety w języku angielskim skromny wybór. Ale za to tematyka – wyborowa! Komiks historyczny, ponoć i feministyczny. Jeszcze nie miałam okazji sprawdzić, czy to prawda.

IMG_1840(1)

Tymczasem zbliżyliśmy się do antwerpskiego Placu Głównego, a właściwie całej serii placów, przed i za Kościołem NMP, po drodze pyszna kawa z budy, belgijska, spekulatiusy, lody, mniam. I inne uciechy w towarzystwie rozrywkowych Belgów, tym razem blusik z budy, u stóp Rubensa wskazującego na katedrę. Podsłuchałam, jak młody Belg dzwonił do kogoś z komórki i tłumaczył, że właśnie doszedł z dziewczyną pod „Petera Paula” (tego byłam pewna, reszty się domyśliłam).

Belgia7Wspaniała uliczna atmosfera!

Opuściliśmy Groenplaats, na Grote Markt jeszcze większy tłok, dużo większa impreza, mocne uderzenie u stóp ratusza (Stadhuis van Antwerpen). Szeregi przepięknych kamieniczek, z których słynie Antwerpia, złocone rzeźby z brązu na szczytach pobłyskiwały w zachodzącym powoli słońcu.

Belgia8

Antwerpia przejęła po Brugii rolę portu północy i stała się w XVI wieku najbogatszym miastem handlowym. Doszło w niej jednak do starć pomiędzy protestantami z północy a katolickimi Hiszpanami i ostatecznie, po krwawej Hiszpańskiej Furii (bardzo widoczna w sztuce!) miasto podupadło. Niderlandy zablokowały rzekę Skaldę na kilka stuleci. W czasie II wojny Niemcy zrzucili na północną część miasta, zaopatrującą siły alianckie, 16oo rakiet V-2 i liczne pociski V-1. Dzisiaj miasto liczy pół miliona mieszkańców (dwa razy więcej niż Gandawa i cztery razy więcej niż Brugia) i cieszy się ekonomiczną prosperitą.

Odwiedziliśmy jeszcze XII-wieczny zamek Het Steen nad Skaldą, przy okazji obfotografowaliśmy piękny żaglowiec dalekomorski z Kolumbii, cumujący nieopodal.

Belgia9

W niedzielę pożgnaliśmy się z Antwerpią obietnicą, że jeszcze do niej wrócimy (po ten pierścionek!!!) i odżeglowaliśmy w strugach deszczu do Gandawy, miasta uniwersyteckiego ( ¼ z 240 tysięcy mieszkańców to studenci).

IMG_5552Żegnam się z Antwerpią 🙂

Naciągnęłam męża na kontrowersyjny (tak mi się przynajmniej wydawało, sądząc po odległości na mapie…) cel: beginaż (Klein Begijnhof), jeden z trzech w Gandawie i wielu w Belgii. Wiek powstania – XXII, oczywiście pod wezwaniem NMP (O.L.V).

Belgia10W górnej części „pocztówki” (własnej produkcji!) domki przed remontem, w dolnej po, podobają się? Bo nam mniej…

Co to takiego? W tamtych czasach kobiety niezamężne tudzież wdowy nie miały swojego miejsca w społeczeństwie, o ile nie zdecydowały się na służbę Bogu. Zaczęto więc organizować dla nich osiedla mieszkalne, gdzie pod opieką sióstr zakonnych (lub nie, w późniejszym okresie) mogły spokojnie mieszkać, pracować (poza murami beginażu), żyć bez opieki mężczyzn. Jednym słowem – pierwsze w dziejach singielki. Silne związki z kościołem (beginaże fundowali patroni w zamian za obowiązek modlitwy w ich intencji, stąd kapliczki umieszczone w kilku punktach osiedla) zaczęły zanikać, co powodowało spory z władzami kościelnymi. Liderki samodzielnych beginaży zaczęto prześladować za herezje. Poza tym beginki radziły sobie doskonale w rzemiosłach i stawały się groźną konkurencją dla cechów, dlatego zdarzało się, że ideę beginaży tępiono.

Na terenie beginażu znajdował się często szpital, stołówka, ogrody, w których kobiety hodowały warzywa i owoce dla własnego użytku. Organizowano też ochronki dla dzieci czy domy opieki dla osób starszych. Gdzieś w Belgii po dziś dzień żyje leciwa beginka, ale nie pamiętam już, gdzie i dlaczego.

(Piszę ten tekst dla niejakiej Hanny S., która nigdy nie była w Belgii, podobnie jak ja, i poprosiła mnie o relację. Piszę Z PAMIĘCI, która mi ostatnio więdnie, więc ją niniejszym ćwiczę. Nie korzystam z niczego poza mapą.)

Belgia12

Właśnie zapomniałam, że przed wizytą w beginażu odwiedziliśmy ważne Muzeum Sztuk Pięknych (Museum voor Schone Kunsten), z bardzo bogatą kolekcją sztuki flamandzkiej, a tam – UWAGA! UWAGA! – BOSCH! Tak! Skromny „Chrystus dźwigający krzyż”, ale dla mnie to UCZTA! Nie będę się rozpisywać na temat znanego każdemu średniowiecznego mistrza karykatury, zaproponuję tylko jedno: spójrzcie na twarz Chrystusa, jaki spokój z niej bije. I zastanówcie się chwilę nad kontrastem z pozostałymi postaciami na obrazie, widocznym na nich spektrum cech ludzkich, samych najgorszych. Nie, jeszcze chwilkę. Genialny układ diagonalny – jedną oś stanowi ramię krzyża, drugą twarze: Weroniki trzymającej chustę z wizerunkiem spoglądającego na nas Chrystusa, samego Chrystusa, ale z zamkniętymi oczami, i dobrego łotra w prawym górnym rogu. Ile emocji. Ile zła. I ta nieodparta nadzieja na dobro.

_MG_4082Ciekawy portal muzealny

A potem już małe smuteczki, poza pyszną wołowiną w piwie…

IMG_5541(1)

…Gandawa nie porwała mojego serca, podobała się najmniej z trzech perełek flamandzkich. Woda w kanałach wydawała się brudniejsza niż gdzie indziej, kościoły piękne, monumentalne, ale zbyt liczne (!!!), rozproszone po mieście bez ładu i składu, podobnie place… Pogubiłam się. Zamek niezwykły, położony w sercu miasta, tutaj urodził się Jan z Gandawy, a więc ma tu swoją genezę wojna róż.

Belgia11

IMG_1948-001Pyza ogólnie zadowolona z wycieczki 🙂

Czy wrócę, żeby go zwiedzić? Do Gandawy raczej nie. Ale do Brugii i Antwerpii (po ten pierścionek) – jak najbardziej. Po drodze do Brukseli (obywatelski obowiązek) i Amsterdamu, na który się naprawdę cieszę.

Vaarwel!

P.S.

Kilka dzieł, które zwróciły moją uwagę, bez wyraźnego klucza…

IMG_5537

Jan Verhas „The Master Painter”, 1877

IMG_5533(1)Autor znany, ale (przeze mnie) zapomniany 😦

IMG_5527(1)

Henri Leys „Albrecht Dürer Visiting Antwerp in 1520”, 1869

 

IMG_5530(1)

2 komentarze

2 thoughts on “Brugia-Antwerpia-Gandawa, czyli rubensjada i czekolada

  1. Niejaka Hanna S. bardzo dziękuje za ciekawą relację.
    Przeczytałam z przyjemnością (i z zazdrością, owszem – ale ja tylu jeszcze miejsc nie widziałam, że Twój czubek góry miejsc nieznanych i tak mojego nie przeskoczy, więc rozsądek oraz spokój lat dojrzałych i świadomości przemijania kazały mi tę zazdrość natychmiast porzucić na korzyść radowania się wraz z Tobą atrakcjami Belgii). – ale długie zdanie!!! 🙂
    Dziękuję też za ładne pocztówki i widokówki, dzięki którym byłam tam trochę z Wami. Nawet jadłam czekoladę, choć nie przepadam za słodyczami (ale przypomniałam sobie smak czekoladek belgijskich, jakie mi kiedyś sprezentował znajomy).
    A ta na portrecie z lewej wcale nie ma rubensowskich kształtów! Śliczna i smukła – może po dzieciach się roztyła? 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Rubensowskie kształty to generalnie ryzykowna sprawa jest. My postanowiliśmy od dziś nie używać tego określenia, jak również słów „pyza”, „nabity” oraz „pięćdziesiąt plus”. Ot, taka ugoda małżeńska 🙂
      Dzięki, Han. Moja wierna czytelniczko 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: