Alexander McQueen – kreator kobiety dziko pięknej

IMG_1975

Lee Alexander McQueen urodził się w Lewisham, dzielnicy południowo-wschodniego Londynu, w 1969 roku.
Gdybym już wtedy mieszkała w Kidbrooke, dzieliłyby nas oprócz trzech miesięcy życia dwie stacje kolejowe.
Gdyby żył do dziś, projektowałby dwa razy do roku niezwykłe kolekcje mody. Dla osób o najdzikszych umysłach ryzykowne wydaje się stwierdzenie, że potrafią sobie wyobrazić, w co jeszcze poubierałby smukłe kobiece ciała. Niezwykła podróż po krainie mody mogłaby trwać wiele lat, gdyby nie depresja i ulubiony skórzany pasek, na którym McQueen powiesił się w swoim mieszkaniu w Mayfair dziewięć dni po śmierci matki i krótko przed swoimi czterdziestymi pierwszymi urodzinami.

*
Smutny początek opowieści. Żałoba po Wielkim Aleksandrze trwa w świecie mody do dziś. Pięć lat po jego śmierci zawędrowała z Nowego Jorku do londyńskiego Victoria & Albert Museum wystawa „Alexander McQueen: Savage Beauty”. Obejrzało ją w ciągu 21 tygodni rekordowe 493,043 osób. Ja miałam tę przyjemność aż dwa razy, za pierwszym w towarzystwie polskiej artystki Zofii Wynne-Griffith. Dziękuję za inspirację, Zosiu! Już w trzeciej z dziesięciu sal wiedziałam, że muszę powrócić, uzbrojona w notatnik. Aparaty fotograficzne niestety i tym razem nie były dozwolone.

*
McQueen dorastał w Stratford, ubogiej dzielnicy wschodniego Londynu. Był najmłodszy z sześciorga rodzeństwa. W wieku trzech lat narysował na ścianie Kopciuszka w balowej sukni z talią osy. Jako czterolatek poskarżył się mamie przed wyjściem do parku, że ubiera go w ciuchy, które do siebie nie pasują. Trzy starsze siostry korzystały z jego rad, strojąc się na randki. Ojciec – kierowca czarnej taksówki, matka – nauczycielka, genealog-amator, dostrzegli liczne pasje syna bardzo wcześnie. Zachęcali do wycinanek ze skrawków materiałów. Pozwalali przesiadywać na dachu sąsiedniego budynku, skąd obserwował loty pustułek (członek Towarzystwa Młodych Ornitologów, po latach ubierał swoje modelki w spódnice ze strusich piór). Finansowali lekcje pływania synchronicznego (nurkując na Malediwach, Alexander szukał inspiracji do kolekcji „Plato’s Atlantis”). Zaakceptowali bez oporów odmienność seksualną syna. Sam McQueen lubił nazywać się „różową owcą w rodzinie” i opowiadać, że „wyszedł z łona matki prosto na paradę gejów”. Dopiero w czasie praktyk krawieckich, wiele lat później, doświadczył homofobii.

*
Owe praktyki u Anderson & Sheppard wydawały się oczywistym wyborem dla chłopaka, który ukończył szkołę w wieku 16 lat z celującym z dwóch przedmiotów: sztuki i języka francuskiego. Trafił na słynny londyński Savile Row, gdzie obszywano rodzinę królewską, arystokratów, gwiazdy Hollywood. Nienawidził swojej pracy, ale potrafił wykorzystać każdą godzinę spędzoną na nauce klasycznego kroju marynarek i fraków, wykonywanych z ekskluzywnych materiałów. Podobno bez przerwy pytał. Podglądał mistrzów krawieckich. Niecierpliwił się, wykonując zbyt proste dla niego zadania.
Tak zaczyna się historia genialnego projektanta mody.

„I want to be the purveyor of a certain silhouette or a way of cutting, so that when I am dead and gone people will know that the twenty-first century was started by Alexander McQueen.”

Już jako podopieczny słynnych krawców, szyjąc na zamówienie dla samego księcia Karola, a potem pracując pod okiem kostiumologów teatralnych w Angels atelier, wyróżniał się doskonałym wyczuciem formy krawieckiej. W krótkim czasie zgromadził imponujące portfolio szkiców i gotowych ubrań, z którym udał się w poszukiwaniu pracy do Central Saint Martins College. Odważny i bezkompromisowy – nie zamierzał studiować rzemiosła, lecz go od razu nauczać! W ten sposób przeskoczył kilka szczebli w drabinie edukacyjnej – posady nie dostał, ale zauroczył dyrektora szkoły i przyjęto go „z ulicy” na zaawansowane kursy magisterskie. Błysnął już jako absolwent przygotowaną w 1992 roku kolekcją, opartą na XIX-wiecznej historii Kuby Rozpruwacza, seryjnego mordercy prostytutek z dzielnicy Whitechapel.
Na pokazie w pierwszym rzędzie siedziała Isabella Blow, ekscentryczna arystokratka, dziennikarka brytyjskiego Vogue, poławiaczka talentów. Kupiła całą kolekcję McQueena na pniu, za gotówkę, pospiesznie pakując kreacje w worki na śmieci. Tak zaczęła się piętnastoletnia przyjaźń genialnego protegowanego i jego przyszłej muzy.

“Give me time and I’ll give you a revolution.”

Jako zdobywca jednego z sześciu stypendiów dla wybitnie uzdolnionych absolwentów, McQueen wracał do skromnego mieszkania w Tooting, wyjmował z framugi drzwi kuchenne, ściągał z okien sztywne zasłony podszyte skajem, i tworzył. Szkicował kredą, ciął, szył. Tak powstała pierwsza samodzielna kolekcja „Taxi Driver” (jesień/zima 1993). Osadzona w stylu klasycznym, zaprezentowana przez prowokująco wymalowane modelki, zawierała absolutną rewelację – damskie spodnie garniturowe, słynne „bumsters”, które przez następne dziesięć lat nie opuszczały kobiecej garderoby.

2015-08-201

„I spent a long time learning how to construct clothes, which is important to do before you can deconstruct them.”

McQueen złamał bez trudu klasyczną linię, na której opiera się krawiectwo – projekt en face, z wyraźnym wcięciem w talii, mającym poprawić sylwetkę. Jego obsesją było przedłużenie torsu, wyeksponowanie okolic kości ogonowej, którą uważał za najbardziej erotyczną partię zarówno kobiecego, jak i męskiego ciała. Sylwetka z profilu powinna jego zdaniem przypominać cymę. Spodnie o obniżonej do granic absurdu talii, zbliżonej na froncie do kości łonowej, a w dolnej części pleców schodzącej poniżej linii pośladków, miały tę sylwetkę dramatycznie podkreślać.

2015-08-25

Jakub Winiarski, mój nauczyciel z Pasji Pisania, poświęcił tej smakowitej części kobiecego ciała cały rozdział. Oto początkowy fragment na wzbudzenie apetytu:

„Svadhisthana, czakra druga, krzyżowa i płciowa – Luiza wskazała dłonią miejsce, gdzie to miało być – to punkt, w którym mieszka tajemnicza jaźń, to czakra seksu i pewności siebie, czakra związków i autorytetu, powiązana z obawą o utratę kontroli i mocy. Druga czakra – Luiza wyraźnie się rozkręcała, a ja jej nie przeszkadzałem, nie spieszyłem się tego dnia nigdzie – svadhistana daje nam niezależność. W drugiej czakrze zapisany jest cały nasz erotyczny potencjał i uwodzicielskość. To tu mieści się seks i myśl o nim.”

(Jakub Winiarski, „Kronika widzeń złudnych” do pobrania tutaj, rozdział XXVII „Biodrówki na svadhisthanie”, str. 296)

McQueen zyskał „bumsterami” reputację prowokatora. Świetnie oddał nimi anarchię londyńskiej ulicy. Zapoczątkował trend ukazywania kobiety pełnej skrajności – eterycznej, ale okrutnej kusicielki, kruchej, lecz zarazem bystrej i przebiegłej. W kolekcji „Highland Rape” (jesień/zima 1995) ubrał modelki w poszarpane koronkowe suknie. Ofiary gwałtów? Niewielu odbiorców dostrzegło nawiązania historyczne do „clearences” – egzekucji i deportacji, których dokonali Anglicy na terenach Highlands w XVIII i XIX wieku. Alexander – potomek klanu McQueenów z Isle of Skye – zapytany, czym są dla niego szkockie korzenie, odparł: „Wszystkim.” Przeciwstawiał się romantyzowaniu tartanów, portretowaniu Szkocji jako mekki turystycznej, bajkowej ojczyzny haggies i bagpipes. Przeniósłszy swoje poglądy polityczne do świata mody, otarł się o mizoginię.

„I’m not big on women looking naive.”

Jego modelki pojawiały się na wybiegach okaleczone, pokrwawione, z metalowymi ćwiekami na twarzach. Media wkrótce zmusiły McQueena do wyjawienia prawdziwych powodów takiego portretowania kobiet. Okazało się, że był zarówno świadkiem, jak i ofiarą molestowania przez członka rodziny.

„I want people to be afraid of the women I dress. (…) I like men to keep their distance from women.”

Początkujący McQueen wypuścił na wybieg dominatrixa – o szerokich, kwadratowych ramionach, talii osy, w lateksie podkreślającym wypukłość kształtów, dla kontrastu ze spiczastymi kołnierzami i połami marynarek. Ubranie-zbroja miało upodmiotowić kobietę.

2015-08-205

“Fashion should be a form of escapism, and not a form of imprisonment.”

Szokować kontrastami, zachwycać nowatorstwem – przez następne 17 lat nie zmieniło się motto McQueena. W szale tworzenia dbał o to, aby każda kolejna kolekcja przebijała poprzednią, i prawie zawsze osiągał swój cel.

2015-08-20

Od lewej: Isabella Blow, Alexander McQueen i Sarah Burton, poniżej Katy England (2x)

McQueena od początku otaczali ludzie, którzy oprócz talentu dorównywali mu dyscypliną i zapałem do tworzenia rzeczy niezwykłych. Pracowali miesiącami w skandalicznych warunkach, zimnych halach wynajętych za bezcen. Jedna ze współpracowniczek opisuje absurdalną sytuację, kiedy McQueen zapłacił jej zamiast gotówki zieloną, plastikową suknią. Nie mogła w niej chodzić ani siedzieć, ale przestawszy kilka godzin na przyjęciu, zebrała niezliczone komplementy za wspaniałą kreację!
McQueen był klasycznym dyktatorem, wymagał absolutnego posłuszeństwa. Pracował dużo szybciej niż inni i tylko ci najlepsi byli w stanie podążyć za jego fantazyjnymi wizjami. Wydawał się być w transie, kiedy rzucał się na podłogę z kawałkiem kredy i w kilka minut wyczarowywał szkic sukienki czy spodni. Wycinał, szył. Edward Scissorhands. Sam lubił przyrównywać krawiecką maestrię do chirurgii, a siebie do specjalisty ze skalpelem w ręku.
Katy England, którą zaczepił na ulicy, bo spodobał mu się jej świetnie skrojony płaszcz, pracowała dla niego 17 lat. Sarah Burton przez 14 lat była jego prawą ręką, a po śmierci kontynuatorką marki Alexander McQueen.

*
Ekscentryczny chuligan w opadających dżinsach, koneser sztuki z wyraźnym akcentem cockney i słabością do fast-foodów, szalony podróżnik, wydawał się nigdy nie sycić swojej fantazji, poszukując inspiracji w naturze, na spacerach plażami Norfolk, w londyńskim Soho, wśród drag queens i punków, w Indiach, Japonii i… w snach.

“I get my ideas out of my dreams… if you’re lucky enough to use something you see in a dream, it is purely original. It’s not in the world — it’s in your head. I think that is amazing.”

Jak powstawał koncept nowej kolekcji? Idea, zahaczka, podobnie jak w pisarstwie. Pochodząca często ze świata natury, który McQueen wielbił przede wszystkim za jego nieprzewidywalność i zmienność, ale również z filmów, sztuki, literatury. Zespół gromadził wokół tematu tak zwany research board. Wkrótce powstawał szkic pokazu, którego jądrem była kolekcja.

Z jednej strony McQueen to rzemieślnik perfekcjonista, mistrz krawiectwa. Z drugiej rzeźbiarz tkanin, czyniący z nich przestrzenne dzieła sztuki, udrapowane na ciele kobiety. Ale i alchemik, przebierający w barwnikach, aby wykreować niepowtarzalne wzory. Krytycy bardzo szybko dostrzegli artyzm w jego kolekcjach, które zamiast być utylitarne, wyrażały idee natchnionego twórcy.

2015-08-207Pokazy McQueena niemalże od początku owiane były legendą, zaproszenia na nie usiłowali fałszować nawet najznakomitsi goście. Wizerunek śmierci, transgresje, silne podteksty erotyczne – to gwaranty popularności. Ale obok nich uczta wizualna, spektakl teatralny. Anna Wintour siadywała regularnie w pierwszym rzędzie, nieopodal niej – szkielet. Na wybiegu wypchane zwierzęta – żyrafa, nosorożec, słoń. Na środku sceny sterta złomu. Kiedy indziej lodowisko albo szachownica, a na niej mecz Ameryka:Japonia. Modelki McQueena nigdy nie maszerowały po wybiegu niczym wieszaki na ubrania. Zgodnie twierdziły, że praca dla niego, choć niewyobrażalnie ciężka, to doświadczanie magii. W pokazie „La Popupee” (wiosna/lato 1997) stąpały po wodzie, w finale „Joan” (jesień/zima 1998) postać w czerwonym kostiumie, maskującym również głowę, tańczyła w satanicznym płomiennym kręgu, portretując męczeńską śmierć tytułowej bohaterki.

IMG_1963

W wieku 27 lat McQueen trafił do Paryża jako dyrektor artystyczny domu mody Givenchy, którego kolekcję określił w latach studenckich jednym słowem: crap. Przez pięć lat krążył między rebelianckim Londynem a stolicą światowej mody. Nie zdołał rzucić na kolana konserwatywnej francuskiej publiczności. Sam jednak zyskał bezsprzeczną renomę międzynarodowej klasy mistrza mody, a w jego portfolio znalazły się oszałamiająco piękne kreacje. Na progu nowego tysiąclecia nawiązał współpracę z koncernem Gucci, dzięki czemu wrócił do Londynu z kolejnym zastrzykiem gotówki i nowymi pomysłami.

Dziennikarka modowa Suzy Menkes napisała o jego poddaniu się wpływom couture, widocznym w kolekcji „No.13” (wiosna/lato 1999):

„McQueen captured the raw agression of Britpop and all the swaggering showmanship of the art scene. But the news was in his sweet, romantic side… The combination of hard/soft, salon/street and Anglo/French was a winner.”

coll

„Love looks not with the eyes, but with the mind.”

(tatuaż na prawym ramieniu Alexandra McQueena, „Sen nocy letniej” Williama Szekspira)

Traktując pobyt w Paryżu jako kolejny etap swojej edukacji, uderzył po powrocie ze zdwojoną siłą. Kolekcja „Voss” (wiosna/lato 2001) przyciągnęła do Londynu rzesze dziennikarzy. Czekali ponad godzinę na opóźniający się pokaz, stojąc wokół szklanej piramidy, mając do wyboru oglądanie w lustrzanym odbiciu samych siebie lub innych obserwujących. Paranoja bycia obserwowanym lub obserwowania innych. Pojawienie się modelek, widzianych przez lustro weneckie, pogłębiło zbiorowe wrażenie obłędu. Uwięzione wewnątrz szklanej pułapki urządzonej na modłę oddziału psychiatrycznego, tłukły pięściami w lustra, doprowadzone do szaleństwa widokiem własnego piękna. Końcówka pokazu to scena rozpadania się ogromnej szklanej gabloty, w której spoczywała na szezlongu naga, otyła kobieta z podłączoną do skomplikowanej aparatury maską świni. Wokół jej ciała unosiły się ćmy. Modelką była Michelle Olley, brytyjska pisarka, która doświadczenie pozowania na żywo dla McQueena tak skwitowała w swoim pamiętniku:

„The vicious old queen of beauty is dead. Long live McQueen!”

IMG_1980Sprzeciwiając się klasycznemu rozumieniu piękna i pokazywaniu jego wyabstrahowanej formy, McQueen uważał ciało ludzkie za obszar, na którym natura kwestionuje zwyczajność. Odmienność, skrajność są nie tylko tolerowane, a wręcz celebrowane.

„Beauty can come from strangest of places, even the most disgusting places.”

W jednym z pokazów wystąpiła niepełnosprawna paraolimpijka, Aimee Mullins. Victorię „Posh” Beckham poproszono, aby przesiadła się do tylnego rzędu i nie niepokoiła swoją urodą specjalnego gościa.

Alexander McQueen aż cztery razy otrzymał nagrodę British Fashion Designer of the Year (1996, 1997, 2001, 2003). Kreacje z jego metką nie sprzedawały się jednak dobrze. Dopiero w 2003 roku, kiedy otrzymał tytuł International Designer of the Year po kolekcji „Supercalifragilistic” (jesień/zima 2002), nadszedł czas prawdziwego boomu komercyjnego. Na całym świecie – w Nowym Jorku, Mediolanie, Las Vegas, Los Angeles – otwarto butiki marki McQueen.

„I’m now in a position where I don’t have to play the game so I choose not to. I visit. I don’t stay.”

Alexander, lżejszy od 13 kg, ubrany w elegancki garnitur, którym wreszcie zastąpił stare dżinsy, odrzucił propozycję naczelnego stylisty u YSL. Pozostał wierny Londynowi. Odmawiał też wielokrotnie gwiazdom Hollywood projektowania strojów na zamówienie. Nie przeszkodziło to znanym aktorkom, aby pojawiać się na czerwonym dywanie w śmiałych kreacjach z jego kolekcji (na zdjęciu Cate Blanchett), a Lady Gaga stała się dumną nosicielką butów „armadillo” oraz ambasadorką stylu McQueena (napisała nawet dla niego piosenkę „Fashion of His Love”, z albumu „Born This Way”). Na pogrzebie projektanta w Saint Patrick’s Cathedral zaśpiewała Björk, z którą współpracował przez wiele lat.

IMG_1997

Dziś do sukcesów marki McQueen należy projekt sukni ślubnej dla księżnej Kate oraz jej siostry, Pippy – oba autorstwa Sary Burton. A brytyjska rodzina królewska to przecież czysta pop-kultura łamane przez komercja! Czy McQueen przewraca się w związku z tym w grobie?

„Fashion can be really racist, looking at the clothes of other cultures as costumes… That’s mundane and it’s old hat. Let’s break down some barriers.”

Ze wszystkich krajów, do których Alexander McQueen często i chętnie podróżował, najwyraźniejszy ślad w jego sztuce pozostawiła Japonia. Jego romans z Dalekim Wschodem wymagał odejścia od tradycji zachodniej, w której ubiór podkreśla sylwetkę, kimono natomiast służy celowo jej ukryciu, liczy się kolor i wzór. McQueen stworzył dla inspirowanej egzotyką kolekcji nowy rodzaj kołnierza, wycięty w szpic, cofnięty wyraźnie ku tyłowi, aby ukazać kark, według Japończyków najbardziej erogenną część ciała kobiety. Jak zwykle, powstały niepowtarzalne kreacje dla niepowtarzalnych kobiet.

coll 02Również Afryka odbiła się wyraźnym piętnem na jego kreacjach. W kolekcji „It’s a Jungle Down There” (jesień/zima 1997) motywem przewodnim była gazela tomi.

„As soon as it’s born it’s dead (…) and that’s how I see human life, in the same way. You know, we can all be discarded quite easily. . . . You’re there, you’re gone, it’s a jungle out there!”

W kolekcji „Eshu” (jesień/zima 2000) pokazał kreacje wzorowane na strojach plemiennych – z maskami, szamańską biżuterią, sukienką wykończoną końskim włosiem, połączonym  z kryształami Swarowsky’ego.

2015-08-206

„Animals fascinate me because you can find a force, an energy, a fear that also exist in sex.”

McQueen był od zawsze zafascynowany przyrodą – jej bezkresnym pięknem, dzikością, okrucieństwem, nieustającą dekompozycją, złożonością, ale przede wszystkim żywotnością. Potrafił czerpać z jej potencjału bez ograniczeń. Wierzył, że naturalne materiały – skóry zwierzęce, pióra ptaków, muszle – miały właściwości fetyszystyczne. Obdarowywał nimi chętnie ubierane przez siebie kobiety.

“There is no better designer than nature.”

IMG_1936Kobieta-jeleń? Mistyczna panna młoda wysoka na dwa i pół metra to jedno z moich ulubionych wcieleń kobiecych wymyślonych przez McQueena.

Poroże owinięte woalką jako dodatek do kremowej sukni to dzieło kapelusznika Philipa Treacy’ego, który stworzył z McQueenem idealny tandem nieustraszonych, poszukujących niestrudzenie projektantów.

Mój ulubiony „kapelusz” to chmura czerwonych motyli z „La Dame Bleue” (wiosna/lato 2008), wykonany z farbowanych piór. Motyle w kulturze japońskiej symbolizują duszę.

2015-08-202

„I oscillate between life and death, happiness and sadness, good and evil.”

McQueena fascynowały przeciwieństwa: człowiek – maszyna, natura – technologia, woda – ogień. Najbardziej jednak lubił kontrastować wizerunek śmierci z przepychem mody. Jego obsesja wokół memento mori zaczęła się bardzo wcześnie i wiązała się silnie z zamiłowaniem do makabryzmu wiktoriańskiego.

“It is important to look at death because it is a part of life. It is a sad thing, melancholy but romantic at the same time. It is the end of a cycle—everything has to end. The cycle of life is positive because it gives room for new things.”

Pasja wobec victoriana była widoczna niemalże we wszystkich jego kolekcjach. Wyjątkowo upodobał sobie zafiksowanie na taksydermii (posiadał bogatą kolekcję wypchanych zwierząt w swojej sypialni), strojach żałobnych i dekadenckiej seksualności. Dopiero po 2000 roku odszedł od ponurej kolorystyki wiktoriańskiej ku miękkim barwom natury.

„My collections have always been autobiographical – I exorcise my ghosts in my work.”

Po samobójczej śmierci Isabelli Blow w 2007 roku kolekcje enfante terrible świata mody stały się jeszcze bardziej romantyczne. W „Widows of Culloden” (jesień/zima 2006) modelki o arystokratycznym wyglądzie nosiły na głowach pióra, a nawet sokole gniazda. Również w „La Dame Bleue” (wiosna/lato 2008) McQueen odniósł się do wspólnej pasji swojej i Isabelli, sokolnictwa. Oboje odznaczali się niezwykłą kreatywnością, ale i zamiłowaniem do ciemnych stron życia. Isabella, cierpiąc na cyklofrenię, wielokrotnie podejmowała próby samobójcze. Jej śmierć wywarła ogromny wpływ na Alexandra i to na jej cześć stworzył jedne z najpiękniejszych swoich kreacji.

2015-08-203Najbliżsi opisywali Alexandra jako hiperwrażliwego chłopaka, który potrafił błysnąć naturą jokera, ale przez większość czasu, niezależnie od odniesionych sukcesów, walczył z demonem depresji. Nie miał szczęścia w miłości, jego małżeństwo, zawarte w 2000 roku, przetrwało zaledwie rok. Seks i narkotyki towarzyszyły mu w codziennych zmaganiach z chorobą dwubiegunową.

McQueen powiedział o swej przedostatniej ukończonej kolekcji, „Horn of Plenty” (jesień/zima 2009), która była satyrą na to, co dotychczas stworzył, oraz na całokształt świata mody, że to jego ostatnie dzieło jako człowieka młodego. Modelki o makabrycznie powiększonych, czerwonych lub czarnych ustach mogły kojarzyć się ze zranionym łabędziem. Według Freuda czerwona pomadka to najgroźniejsze broń ukryta w damskiej torebce, bowiem pomalowane w tym odcieniu usta przypominają kobiece genitalia. A przerysowane do granic absurdu, jako przepastny otwór? Budzą grozę, kojarzą się wyraźnie z obiektem fetyszystycznym. Pigmalionizm? Czy zaledwie ukłon w stronę groteski?

2015-08-21

„Plato’s Atlantis” (wiosna/lato 2010) to w takim razie pierwsza „dorosła” kolekcja, niestety też ostatnia. Początkiem „nowego” w twórczości McQueena miał być świat otchłani morskiej. Paradoksalnie dopiero ta kolekcja, mimo swojego szalonego nowatorstwa, sprzedała się na pniu (m.in. do luksusowej sieci Harvey Nichols). Sztuka zmierzyła się ponownie z komercją i tym razem wygrała bitwę.

Kariera Alexandra McQueena zaczęła się mocnym akcentem – od „bumsters”. Zakończyła podobnie – butami „armadillo”. Znane chyba najlepiej z muzycznych clipów Lady Gagi buty na 30-centymetrowych obcasach to kombinacja groźnie zawiniętych szponów i lekkich balerinek w pozycji et pointe. McQueen wzorował się na XVI-wiecznym obuwiu do jazdy konnej, pochodzącym z Persji. Trzy modelki odmówiły wyjścia  na wybieg w tych niewiarygodnie niewygodnych butach podczas premiery „Plato’s Atlantic”.

McQueen powrócił do koncepcji natury. I tym razem oparł ją na kontrastach, poczynając od video z modelką ciasno otuloną bajecznie kolorowymi wężami, których wizerunki posłużyły do wydrukowania pięknych tkanin dzięki technice cyfrowej.

Po czym wyszła na scenę armia hybryd ludzko-zwierzęco-kosmicznych, które według fantazji McQueena mogły zaistnieć w wyniku dewolucji człowieka w kierunku oceanów. Krytycy okrzyknęli zarówno pokaz, jak i samą kolekcję, mistrzostwem kreacji.

2015-08-204Następnej kolekcji, „Angels and Demons” nie udało mu się dokończyć.

Prochy Alexandra McQueena rozsypano na Isle of Skye. Był enigmą za życia, po śmierci stał się ikoną.

Śledząc przez kilka sierpniowych wieczorów jego boski talent, zaplątałam się na dobre w świat tak fascynujący, że nie mogłam przestać. Przeczytałam dwie książki kupione zaraz po obejrzeniu wystawy, obejrzałam kilkanaście filmów z jego pokazów.

Nie tylko mnie – bądź co bądź kobietę, co prawda mało zainteresowaną modą, ale na pewno wrażliwą na piękno – tak bardzo urzekła twórczość McQueena. Kiedy kupowałam bilety na „Savage Beauty”, do wyboru były już tylko godziny nocne. Wybraliśmy się więc we trójkę, mąż, syn i ja. Sobotnia noc w Victoria & Albert Museum! Nie byłam pewna, czy pomysł wypali. Do domu wróciliśmy o 5 rano…

Mój mąż, kiedy wstawałam w niedzielę, hmmm… około 11, miał już przeczytaną całą 150-stronicową książkę o McQueenie. Nie chciał ze mną rozmawiać o niczym innym. Syn natomiast, kiedy siostra poprosiła go w ramach ćwiczeń wakacyjnych o jakiś najnowszy szkic z iPada, wysłał jej to:

image(2)Zwyczajny stwór z pewnej gry komputerowej (zabijcie mnie, nie wiem, z jakiej). Ale… w garniturze!

„There is no way back for me now…”

Mogę się podpisać pod słowami McQueena. W kolejce czeka jego biografia. Urzekł mnie człowiek, artysta, geniusz. Wciąż nie jestem syta wiedzy o nim.

A gdybym musiała wybrać jedną, jedyną kreację – dla siebie – wahałabym się między tymi dwiema… Czerwony, mój ulubiony kolor 🙂

IMG_1995

IMG_1962Warto poddać się przez pięć minut urokowi jego sztuki:

Alexander McQueen: Iconic Moments

Korzystałam z książek:

„Alexander McQueen” – edited by Claire Wilcox, V&A Publishing, 2015

„Vougue on Alexander McQueen”, Chloe Fox, Quadrille Publishing, 2012

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: