Igor Mitoraj – człowiek marmuru

 

Mitoraj

Zbliża się północ. Dopchnąć ostatnią walizkę w bagażniku, dla dzieci dodatkowe koce i poduszki. Sprawdzić, czy dom zabezpieczony, okna zamknięte. Zgasić ostatnie światło. Wyruszamy.
Z Wangen im Allgäu do La Spezia w Ligurii jedzie się około osiem godzin. Chwilę za Jeziorem Bodeńskim zaczynają się Alpy, tym razem wybieramy trasę austriacką przez Innsbruck. Szybko docieramy do Tyrolu. Szczyty mrocznych ścian Dolomitów majaczą gdzieś w oddali, w świetle księżyca. Verona, Modena, Parma – i zaczyna powoli świtać. Dobrze jest mieć u boku nocnego kierowcę. Dopiero rano, kiedy przedzieramy się przez ostatnie tunele apenińskie, zbliżając się powoli do liguryjskiego wybrzeża, dopada nas senność. Ale bliskość celu pobudza zmysły i dajemy radę bez drzemki.
Autostrada w pobliżu La Spezia skręca gwałtownie na południe. Omijamy miasto. Któregoś dnia przypłyniemy tutaj statkiem, żeby odwiedzić przepiękne wioski – zlepki pastelowych domków zawieszonych na skałach nad lazurowym morzem. Cinque Terre – Moterosso, Vernazza, Riomaggiore, Corniglia, Manarola. Pięć Ziem – nawleczonych niczym perły na nitkę liguryjskiego wybrzeża.
Już, już widać to, co dla mnie stanowi w naszym tygodniowym urlopie największą atrakcję. Carrara. Od starożytności światowa stolica marmuru. Nagle wzdłuż szybkiej trasy, którą podążamy na południe, pojawiają się – stoją, jadą, są ładowne na statki – niezliczone, kilkutonowe bloki. Poranne słońce oświetla białe bryły, przygotowywane do transportu w najdalsze zakątki świata. Biały marmur z Carrary.
– Ale miało być o Igorze..?
– POCZEKAJ.
Panteon… Kolumna Trajana… Pieta i Dawid Michała Anioła… Bazylika w Sienie… Marble Arch w Londynie… Sarkofag Królowej Jadwigi na Wawelu. To tylko naj-najważniejsze przykłady monumentów i rzeźb wykonanych z bezcennego materiału, i tylko te, które widziałam na własne oczy. W wielu miejscach na świecie zatrzymywałam się oniemiała na widok rzeźb Igora Mitoraja, artysty polskiego pochodzenia, który nie tylko zakochał się we włoskim marmurze, ale i zamieszkał w Pietrasanta, nieopodał Carrary, aby mieć do niego łatwy dostęp.
Wracając do naszej podróży… Docieramy do celu – Marina di Massa. Miejscowość wypoczynkowa położona zaraz obok Carrary. Wynajęliśmy tu dom, będziemy z niego wędrować prawie codziennie na przyjemną plażę, oczywiście z widokiem na morze lub, jeśli odwrócić leżak w drugą stronę – na nieprzerwane pasmo Alp Apuańskich, nadmorskiego fragmentu Apeninów, u stóp których rozłożyły się nieduże, ale bardzo rozwinięte dzięki stuleciom produkcji marmuru, miasteczka. Czeka nas wyskok do Pizy, zobaczyć Krzywą Wieżę, albo do niemniej ciekawej, choć nie tak popularnej Lucchi, gdzie urodził się Puccini i gdzie można wpaść na lody na Piazza Anfiteatro, eliptycznym placu zbudowanym na planie, a zarazem ruinach koloseum.
Ale ja niecierpliwie wyglądam dnia, w którym wybierzemy się – bez dzieci – w góry. Obserwuję z plaży oddalone o zaledwie kilka kilometrów kamieniołomy, zbliżone często do szczytów niespełna dwutysięczników. W nocy widać tam czasami mikroskopijne światełka – być może gigantyczne reflektory poruszających się wzdłuż skalnych ścian buldożerów. Pracują najwyraźniej nieprzerwanie. Nie mogą to być zwyczajne ciężarówki, które bez przerwy zwożą cenne łupy z gór w kierunku portu. Z nimi spotkamy się dopiero na zakurzonych, krętych drogach, kiedy zbliżymy się do celu. Takie jest przynajmniej moje marzenie.
Po bliższym zapoznaniu się z mapą decudujemy jednak, że dojedziemy samochodem do ostatniego placu w Carrara, pod miejski szpital, i tam złapiemy autobus, który powiezie nas przez górskie szlaki, ku wioskom, gdzie wydobywa się marmur. Plan jest dobry, bezpieczny. Dla kobiety z silnym lękiem wysokości jazda po górskich serpentynach z doświadczonym, włoskim kierowcą wydaje się być odrobinę znośniejsza.
– Igor…?
– BĘDZIE. SPOKOJNIE.
Na placu nie ma oprócz nas prawie nikogo. Grupka gospodyń włoskich, zajętych wesołą, a jakże, rozmową. Dwóch młodzieńców na przystanku. Jeden autobus. Niemalże cisza. Niemalże, bo z oddali dochodzi nas ciągły pomruk maszyn. Raz po raz spada z gór – dosłownie – rozpędzona ciężarówka. Pomyśleć, jak ciężki ładunek nadaje jej pędu, jak ciężkie byłoby hamowanie. Uff. Dobrze, że nas nie ma na tej szosie we własnym aucie.
Stoimy sobie w słońcu, moje niewprawne pogaduszki z młodzieńcami kończą się wnioskiem, że..
– Si, si, certo, c’e l’autobus a Colonnata. Subito. Si, si.
Czekamy, mija sporo czasu, „subito” już dawno minęło, i nic. Kobiety wdają się w rozmowę z kierowcą, który nadchodzi nagle i wzbudza w nas gorące nadzieje. Szykujemy się, podekscytowani, do podróży. Niestety – kierowca odchodzi po chwili tam, skąd przyszedł. Kobiety gawędzą dalej, niepomne upału i wszechobecnego kurzu.
Zaczynam z tęsknotą żegnać się z widokiem pociętych jak masło skał. Pora wracać do dzieci, syn miał poprzedniego dnia gorączkę. Nie możemy tu tkwić wiecznie, ani też ryzykować szalonej, samodzielnej jazdy wśród kawalkad transportowych.
Smutno. Eskapada kończy się fiaskiem. Moje marzenie, aby dotknąć marmurowej ściany, zanim zostanie od niej oderwany kolejny blok, muszę schować do kieszeni, tak jak wiele innych. Cóż, podróże w nieznane nie zawsze kończą się sukcesem. Moje nietypowe pomysły nierzadko kończą się właśnie tak. A ja, niestety, nie lubię utartych szlaków.
Na pociechę odnajdujemy w czasie kilkudniowego jeszcze pobytu niemalże na każdym kroku ślady marmurowej potęgi tego regionu. Krawężniki uliczne, progi w często ubogich domach, skrzynki pocztowe, klamki, dzwonki, a nawet ławki – wszystko tu kute w marmurze. Tanim i łatwo dostępnym. Ciekawy, marmurowy mikroświat.

Carrara-ex-Monte-Betogli

Dziś, szukając w szumie informacyjnym czegoś bardzo ważnego, trafiłam na szokujący news – dokładnie miesiąc temu, 6. października 2014, zmarł w Paryżu młody jeszcze, bo zaledwie 70-letni Igor Mitoraj. Tak bardzo cenię jego sztukę (choć na sztuce generalnie zupełnie się nie znam!), a umknęła mi ta smutna wiadomość. Opowiem więc tutaj o kilku spotkaniach z nim, nielicznych, ale niezapomnianych.

 

Najbliżej mnie, zaledwie kilka kilometrów od miejsca, gdzie piszę, w Canary Wharf, mojej ulubionej szklanej dzielnicy Londynu, znajdują się trzy intrygujące i ciekawie wkomponowane w nowoczesny krajobraz wielkomiejski rzeźby.

Centauro

Centauro

 

Centurione I 

Centurione I 02

 

Testa Addormentata 

Testa Addormentata

 

 

Codziennie przechodzą obok nich tysiące ludzi, pracowników banków, firm ubezpieczeniowych, największych graczy kapitalistycznego świata. W tłumie ludzkich automatów, zmierzających do wykonania codziennych, wymuszonych zadań musi się znaleźć kilkudziesięciu, ba! – kilkuset, którzy zamyślają się nad napotkaną rzeźbą. Centuaro świetnie nadaje się na symbol współczesnego bankiera. Prymitwyny, dziki, szkodliwy. Pół człowiek, pół koń o niewyszukanych manierach. Jego ciało zostało boleśnie okaleczone, a u jego stóp leżą zwłoki pokonanych. Moim zdaniem doskonała metafora dla kondycji otaczającej rzeczywistości. Centurione I – rozłupana brutalnie twarz. Głowa, na którą patrzenie wręcz boli. Typowy dla Igora Mitoraja motyw. Stan umysłu pracownika UBS czy Credit Suisse..? Testa Addormentata, czyli Głowa Uśpiona, ukryta pod delikatnym zwojem bandaża – symbol zniechęcenia, wręcz zadręczenia światem? To tylko moje domysły. Bywam tam często i chętnie, choć raczej w weekendy, kiedy jest pustawo. Nigdy nie udaje mi się przejść koło rzeźb „naszego Mitoraja” obojętnie.

 

Podobno jego sława w Polsce nie dorównuje tej na świecie. Nie chcę pisać o jego życiorysie, zakładam, że każdy wie, gdzie się kształcił, pracował, wystawiał, jakie nagrody zdobywał. Jeden z najważniejszych rzeźbiarzy współczesnych, obecny i nagradzany wszędzie – wystarczy? A przy tym niesamowicie skromny, sympatyczny człowiek, unikający mediów, światła fleszy. Czemu mnie to nie dziwi? Widzę, czuję to w jego sztuce.
Mówił, że kawałek ramienia czy nogi przemawia dużo silniej niż kompletne ludzkie ciało. Nawiązywał do tematyki starożytnej, mitologii, wzorował się między innymi na Michale Aniele, ale, używając nowowczesnych technik i odważnej symboliki fragmentarycznych odłamów ludzkiego ciała, chciał pokazać głębię człowieczego cierpienia.
Kolejna jego rzeźba, którą widziałam bardzo niedawno, to Luci di Nara (Światła Nary) umieszczona przy wejściu do British Museum w Londynie.

Luci di Nara

luci di nara

 

Wita codziennie setki, w porywach tysiące turystów z całego świata. Wewnątrz gmachu największe tłumy gromadzą się przy mumiach egipskich, a wcześniej nie sposób ominąć lekko przechylonej, jakby układającej się do snu twarzy-maski o bezbrawnym obliczu. Skarby świata zgromadzone (czytaj: złupione) przez Brytyjczyków nie zmieniają niczego istotnego w naszej egzystencji, my przeminiemy, sztuka pozostanie. Mam wrażenie, patrząc na tę twarz, że któregoś dnia przechyli się, upadnie. Że tak właśnie ma być.

 

W Paryżu, Jardin des Tuileries naprzeciw Luwru to elegancki salon wystawowy Mitoraja. Wielki dla niego zaszczyt i ogromna przyjemność dla koneserów jego sztuki. Byłam tam wiele lat temu i cieszyłam się, że to Polaka spotkał taki zaszczyt. Jego sztukę widziałam wtedy troszkę inaczej niż dziś. Bo byłam młodsza i bardziej optymistycznie nastawiona do świata..?
W Polsce jest niewiele miejsc, gdzie można podziwiać dzieła Mitoraja. Ja widziałam trzy rzeźby w poznańskim Starym Browarze, między innymi Tsuki-no-hikari (Blask Księżyca).

Tsuki-no-hikari

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

Podobnie jak londyńskie Luci di Nara, jest to urywek twarzy o niemalże martwym wyrazie. Jakoś tak pasuje ten wizerunek do wielkopolskiej świątyni komercji…

 

Na Rynku Krakowskim stoi, a raczej leży Eros Bendato (Eros Spętany).

Eros Bendato

Eros Spetany

 

Bóg miłości, tej upadłej, bo leżący na boku? Zionące pustką oczodoły – miłość ślepa? Spętana skórzanymi rzemieniami twarz Erosa – uwięzione namiętności? Wszystko to w odniesieniu do zaledwie jednostki czy całej cywilizacji? Mocne. Powalające.
Wystarczy, prawda? Jest o czym myśleć…
Ach, jeszcze moja ulubiona, wykonana z pięknego, arcyczystego marmuru Eclisse, pokazywana do niedawna w galerii ContiniArtUK w Londynie.

Eclisse

Eclisse

 

Twarz ukryta pod zwojami bandaży. Niema, oślepiona, ale tli się w niej zapewne życie. Myślę, że sam Bernini nie powstydziłby się tej pięknej, łagodnej linii. Zaraz obok Citta perdutta II.

Citta perdutta II

citta-perduta II

 

Dwie twarze-maski ukryte pod opatrunkiem, rozmawiające ze sobą, czy może tylko spoglądające ukradkiem, czy ten drugi/ta druga cierpi równie okrutnie? Dialog – ofiar – czego? Miłości? Życia? Cywilizacji?

 

Patrząc na te ostatnie, niezwykle piękne rzeźby, rozumiem, dlaczego Igor Mitoraj zamieszkał w Pietrasancie, nieopodal Carrary. Marmur to materiał bogów. Skrystalizowany w bardzo wysokich temperaturach i pod ogromnym ciśnieniem wapień, przetykany delikatnymi, wielobarwnymi żyłkami pozostałości mineralnych. Niesamowicie wytrzymały, szlachetny. Wykuto w nim najpiękniejsze, najdoskonalsze dzieła. Połyskujący obiecująco biały kamień jest często o tyle piękniejszy od swojego niedoskonałego wzorca – ludzkiego ciała.
Na koniec kilka słów od samego Igora Mitoraja:
„Idea piękna jest niejednoznaczną, obosieczną bronią, mogącą łatwo zranić, powodując ból i cierpienie. Moja sztuka jest przykładem tej dwoistości: obezwładniającego piękna nałożonego na zepsutą niedoskonałość.”

 

Na Polu Cudów w Pizie do 15. stycznia 2014 trwa wielka ekspozycja prac Igora Mitoraja, zatytułowana „Anioły”, uświetniająca 950. rocznicę wmurowania kamienia węgielnego pod tamtejszą katedrę. Moja prośba do Gwiazdora: bilet lotniczy Londyn-Piza i dwa noclegi w pobliżu Krzywej Wieży. To będzie prawdziwa uczta.

2 komentarze

2 thoughts on “Igor Mitoraj – człowiek marmuru

  1. Pani Zuzo, przeczytałam ten materiał nie pierwszy raz. Zobaczyłam go kiedyś u Hani i teraz znowu powtórzyłam za Nią. Ta refleksja bardzo jest mi bliska. Nie dość, że pisze Pani o tym wspaniałym artyście, który u nas nie tak do końca zauważany był, to jeszcze w tej podróży dotknęła Pani – Carrary. A ja gdy słyszę o marmurze carraryjskim, zawsze Michał Anioł mi staje przed oczami. Wielcy rzeźbiarze kochają to tworzywo. Zazdroszczę podróży, ale i tej wnikliwości przy opisywaniu dzieł Mistrza. I dziękuję.

    Polubione przez 1 osoba

    • Kochana Pani Alu! To przemiłe z Pani strony, nie tylko przeczytać, ale i docenić mój tekst. Jestem zaskoczona. Nie posiadam bynajmniej wykształcenia w dziedzinie sztuki. Czysta amatorszczyzna. Mitoraj ujął mnie swoimi wariacjami na temat ludzkiej głowy, rozkochał w marmurze. Piszę, co czuję, opisuję, co obserwuję. Pozdrawiam serdecznie!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: