Wolność to wędrówka

DSC06305

Na ganku przed domem państwa M. można znaleźć w samo południe niewiele cienia. Termometr pokaże w późniejszych godzinach trzydzieści pięć stopni. Wewnątrz ciężarówki z niebiesko-czerwonym napisem Christ Umzugslogistik panuje już w tej chwili upał jak na równiku. Dochodzą z niej odgłosy przestawiania mebli i szurania kartonami. Buda trzęsie się, jakby miała za chwilę runąć na niski płotek sąsiadów, prosto w krzaki dawno przekwitłych forsycji i na trampolinę. Pani M. wychodzi przed dom z zatroskaną miną. Nie, nie martwi się o swój dobytek, tylko o młodego, szczupłego pracownika firmy spedycyjnej, który wykonuje od ósmej rano bardziej uciążliwe w tak gorący dzień zadanie: upycha po sam dach wszystko to, co wywleka z domu jego partner, łysy osiłek z podejrzanym tatuażem na dłoni.
– Jadę do Aldiego po ostatnie zakupy, przywieźć panu chłodne napoje? A może wstąpić do Burger Kinga po kanapkę? – zwraca się pani M. w kierunku swoich krzeseł. – Chętnie kupię też dla pana zapasową wodę.
– Nie jestem rośliną. – Głos spod plandeki zdradza ogromne zmęczenie. – Poproszę o dwie puszki coli. A za kanapki dziękuję, za gorąco, żeby jeść.
Pani M. oddala się pospiesznie w kierunku samochodu. Na jej obliczu maluje się poczucie winy – za upał, za to, że posiada tyle rzeczy do załadowania, oraz że znowu zachciało jej się przeprowadzki. I jeszcze za to, że nie można podjechać ciężarówką pod sam dom, tylko trzeba zaparkować w alejce kilka metrów dalej. Przez cały dzień robią się z tego kilometry do przejścia dla biednych robotników. No i jeszcze za to, że kilka dni wcześniej sprzedała za bezcen wielką, dwudrzwiową lodówkę, i napoje przechowywane w piwnicy nie wytrzymały kilkudniowej fali upałów, która nawiedziła południe Niemiec.
Pani M. z upodobaniem dźwiga na swoich barkach wszystkie grzechy tego świata. Za chwilę wróci z Aldiego i rzuci się do pomocy robotnikom, żeby ulżyć ich niedoli. O sobie, jak zwykle, pomyśli na samym końcu.

Czy taka osoba jak pani M. rozumie, czym jest wolność? Czy raczej żyje zniewolona przez codzienne zmartwienia o byle co, o rzeczy, na które nie ma wpływu? I po co w ogóle cała ta historia z ciężarówką w roli głównej? A chcielibyście może wiedzieć, jak ona się skończy?

*

Pani M. to ja. Odjadę następnego dnia w siną dal. Nasty już raz zmienię miejsce zamieszkania, w tym trzeci raz kontynent (Europa – Ameryka Północna – Europa) i siódmy raz kraj (Polska – USA – Kanada – Polska – Niemcy – Szwajcaria – Anglia). Właśnie przypomniałam sobie, że jestem nomadką. Nie pierwszy i nie ostatni raz zapewne. A nomadka, kiedy odkrywa, że utknęła w martwym punkcie, pakuje manatki (choć manatki to nietypowy atrybut nomadki, powinna żyć i podróżować z plecakiem, spać pod namiotem, tak, tak… nie jestem więc typową nomadką, zgoda) i zmienia miejsce zamieszkania. Bo lubi. Bo chce.

*

Bo pędzi przez życie w pogoni za wolnością, którą rozumie jako zdolność do zmiany otoczenia, kiedy grzęźnie. W czym? W nudzie. W codzienności. W powtarzaniu tych samych rytuałów przez kolejne lata. W przypadku powyższej przeprowadzki baaardzo dłuuugie dziesięć lat. To absolutny nomadyczny rekord – zostać tyle czasu w jednym miejscu. Szmat czasu. Ale niekiedy trzeba. Dla dzieci. Dla świętego spokoju. Kiedy jednak napada nomadkę uczucie, że stała się niewolnicą schematu 3xK – Kinder, Küche, Kirche, przechodzi do planu B. Sprzedaje dom, szuka nowego lokum, blisko szkoły, którą starannie wybiera dla dziecka. Wszystko to oczywiście w nowym kraju. Wykonuje tysiące telefonów, załatwia milion spraw i wyrzuca trylion niepotrzebnych rzeczy, w tym starych książek. Aż w końcu pewnego dnia w(y)rzuca klucz (do skrzynki pocztowej!), zasiada u boku męża i syna w samochodzie załadowanym po brzegi i usiłuje zapomnieć o tym, kim była przez ostatnie lata.

*

To jest dla niej wolność. Bo może spróbować być kimś innym. Może tego bardzo pragnie. A może jej się to nie uda. Kto wie?

*

Skoro jednak próbuje? Tyle razy? Najwyraźniej warto. Coś ją w tym kręci.

*
Kiedy przyjechałam jako młoda mama i żona do New Jersey, zauważyłam w jasnym holu, prowadzącym do naszego mieszkanka na piętrze, małą tabliczkę. Wywiesiła ją irlandzka z pochodzenia gospodyni, pani Mary S. Rozkochiwałam się wtedy na dobre w języku angielskim, który znałam od wielu lat, ale ciągle odkrywałam jego nowe smaczki. Uznałam, że napis na tabliczce, połączony z mało dla mnie jeszcze jasną filozofią życiową Anglosasów, jest bardzo bliski memu sercu.

 God, grant me the serenity to accept the things I cannot change,
The courage to change the things I can,
And the wisdom to know the difference.

Wiecie, co łączy Anonimowych Alkoholików, Sinéad O’Connor, Tokio Hotel i „Rzeźnię numer pięć” Vonneguta? Serenity Prayer. Cytowana w nich modlitwa, napisana w w pierwszej połowie XX wieku przez amerykańskiego teologa Reinholda Niebuhra. Kiedy przeczytałam te słowa po raz pierwszy, od razu poczułam, że nic nie oddaje tak dobrze mojego nastawienia do życia. Dzisiaj, ponad dwadzieścia lat później, myślę podobnie. Wydaje mi się, że człowiek, który umiejętnie stosuje się do zasady zawartej w Serenity Prayer, osiąga maksymalną wolność.

*

Z wiekiem uczę się rozpoznawać, co mogę zmienić, co warto zmieniać, a co zostawić w spokoju. Im tej wiedzy więcej, tym więcej poczucia wolności.

*

Zmiana miejsca zamieszkania to dla mnie nie tylko wyzwanie, akt odwagi, nowe możliwości. To wędrówka po wolność. Czasami – tak! na pewno! – czuję się jak tchórz, który ucieka. Nie umiejący przywiązać się do ludzi, do czterech ścian, do ogrodu. Ale zew podróży jest silniejszy. Wiem, że nie czuje go w sercu każdy z nas. Ci, którzy go znają, wiedzą, o czym mówię.

*

Wędrówka po wolność nie odbywa się wyłącznie w świecie zewnętrznym. To również wędrówka w głąb siebie. Poznać siebie, być wobec siebie uczciwym i narzucać sobie samemu ograniczenia, pozostawiając tyle wolności, aby jako człowiek spełniony czuć się szczęśliwym i dzielić się szczęściem z innymi. Nauczyć swoje dzieci, jak żyć mając dużą wolność wyboru, umiejętnie z niej korzystać.

*

Dla mnie, czterdziestoparoletniej kobiety, wolność to także zaprzyjaźnienie się w dość późnym wieku z własnym ciałem. Brzmi podejrzanie? Spokojnie. Chodzi mi o sport, o dietę. Polubić siebie poprzez systematyczną pracę nad swoją fizycznością to dla mnie wolność od ciągłego narzekania, że ma się parę kilo do zrzucenia, że się za dużo zjadło, że starość nie radość. To również wolność od chorób, na przykład przeziębienia i grypy.

*

A wolność polegająca na tym, że podejmuje się na przykład walkę z własnym gadulstwem? Słowotok u innych ludzi powoduje u mnie z wiekiem coraz większą irytację. Lubię ciekawe, uporządkowane rozmowy. Ale zamiast spinać się przy nudnym rozmówcy lub zabijać go wzrokiem, zmniejszam, jeśli trzeba, liczbę znajomych. Walczę też ze swoimi napadami gadulstwa. A umiejętność zachowania dla siebie wielu bezcennych myśli, uwolnienie się od pokusy, żeby każdą z nich przetworzyć w słowo i wypluć na najbliżej stojącą osobę – to wielka sztuka, którą warto ćwiczyć. Dla wolności! Bo milczenie to wolność. Od emocji. Od szumu informacyjnego. Od komplikowania międzyludzkich relacji.

*

Poza życiem rodzinnym, codziennym nie zastanawiam się już zbyt często, czy żyję w wolnym kraju, czy zniewalają mnie urzędnicy, biurokracja, czy mam dość pieniędzy, aby czuć się wolna. Żyłam w tylu miejscach, że przyjęłam raczej postawę wolnego obserwatora. Niewiele mnie dziwi, wkurza tak jak kiedyś, no, może czasami. A to też forma wolności. Owszem, chciałoby się czasami zmieniać świat. Chadzam na demonstracje, przerażają mnie wojny, niesprawiedliwość społeczna, ale staram się angażować tam, gdzie mogę na coś wpłynąć, coś zmienić, kiedy mój czas nie idzie na marne. Żadnego bicia piany. Znów – Serenity Prayer… „to accept the things I cannot change”.

*

Wolność to prawo do prywatności. Wolność to czas. Na swoje pasje, na bycie z ludźmi, których się lubi, kocha.

*

W moim opowiadaniu „Tryptyk znad Tamizy” pojawia się cytat z Dostojewskiego: „Jedyna wolność to zwycięstwo nad samym sobą”. Można go interpretować bardzo różnie. I to też jest wolność, którą chciałam pozostawić czytelnikom. Niech każdy znajdzie w tym tekście coś dla siebie. Poczuje na swój sposób to, o co walczą bohaterowie. Odniesie do swojego życia, w którym…

„…wolność to nie cel lecz szansa by spełnić najpiękniejsze sny

marzenia

wolność to ta najjaśniejsza z gwiazd promyk słońca w gęsty las

nadzieja”

Marek Grechuta „Wolność”

3 komentarze

3 thoughts on “Wolność to wędrówka

  1. Dodałam. Na FB b będąc. I gdzie on jest?

    Polubione przez 1 osoba

  2. Anna L.

    Zuzo, piekny tekst, piekna refleksja, piekna wedrowka.
    Macham Ci reka z daleka, szerokiej drogi :-)))

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: