Przegrana z Niemcami

PL DE

Dziś mecz finałowy Mundialu 2014. Pewnie nie czekają kibiców emocje na miarę tych ze spotkania Niemcy-Brazylia. Trudno będzie o kolejny tak spektakularny wynik. Ale emocje u osób, które mają żal do Niemców i nie potrafią być bezstronne, niewątpliwie znowu się odezwą.

Ja mam żal do Niemców. I myślę, że lepiej jest o moich osobistych doświadczeniach napisać na blogu niż wygłupiać się na fejsbuku, życząc złoto-czerwono-czarnym przegranej.

Mieszkałam w Niemczech dokładnie dziesięć lat. Nikt mnie stamtąd nie wyrzucił. Sama zdecydowałam, że nie chcę dożyć w tym kraju starości. Wyjechałam z uczuciem, że odzyskuję jako Polka pewnego rodzaju osobistą wolność.

Wolność mówienia na ulicy i w sklepie w moim ojczystym języku, bez narażania się na wrogie spojrzenia. Wolność chodzenia spać i wstawania, kiedy mi się podoba, zarówno w weekendy, jak i w dni powszednie. Wolność bycia ekoprzyjazną z wyboru, a nie jako wyznawczyni narodowej ekoreligii. Wolność mówienia głośno i bez ogródek o tym, że Niemcy byli agresorami w II wojnie światowej, wyrządzali krzywdy, a nie masowo ich doznawali, i tak zostali po niej zapamiętani. Wolność krytykowania waluty euro. Wolność krytykowania Unii Europejskiej. Wolność kwestionowania prawdy, że naród niemiecki jest najbardziej pracowity, efektywny i twórczy na świecie. Wreszcie wolność nieuprawiania żadnych sportów zimowych, picia soku bez dodatku wody, kibicowania, komu tylko zechcę, jeżdżenia na autostradzie na tyle wolno, żeby czuć się bezpiecznie, posiadania samochodu marki nieniemieckiej bez strachu, że ktoś mnie oskarży o nielojalność wobec utrzymującej mnie niemieckiej gospodarki.

Nie wyssałam tego wszystkiego z palca. Przeżyłam na własnej skórze. Pracowałam ciężko nad tym, aby się w tym kraju zadomowić. Przekonać do siebie ludzi, pokazać im, że powinni widzieć we mnie nie tylko Polkę, lecz przede wszystkim człowieka, który myśli, czuje tak samo jak oni, żyje uczciwie, starannie wychowuje dzieci. Nie jestem pewna, czy mi się to udało. Pokonanie barier dzielących nasze narody to syzyfowa praca. Może potrafią to uczynić ludzie młodzi, gdzieś w Berlinie, na uniwersytecie, gdzie spotyka się nowa Europa, pokolenia wolne od historycznych uprzedzeń. Może uda im się z czasem to ostateczne dzieło zrozumienia, wybaczenia i pojednania zrealizować. Mnie niestety nie było pisane tego doświadzczyć. A nie da się żyć gdzieś z własnej woli, czując się „Untermenschem”.

Moja przygoda z Niemcami zaczęła się tak jak w przypadku wielu moich rówieśników już na studiach, na saksach. Albo jeszcze wcześniej, kiedy zajadałam się czekoladami z Aldiego czy nosiłam wytarte dżinsy z niemieckich paczek – docierał w nich do nas wymarzony zachodni, kolorowy, pachnący świat. Wyjazd na saksy tylko to potwierdził. Zaszumiało w głowie, zakochałam się w tym kraju. Czysto, nowocześnie, sympatycznie. Zarabiane na czarno mareczki, pachnące sklepy, nawet narzeczony się znalazł. Miałam szczęście żyć wśród „prawdziwych” Niemców, którzy traktowali mnie jak córkę. Przygarnęli, zapewnili dostęp do wspaniałego, niedoścignionego świata. Znałam język niemiecki, więc wydawało mi się, że poprawnie odbieram sympatię tych ludzi, życzliwość, chęć niesienia pomocy nam, uciemiężonym przez komunę Polakom. Udzieliłam nawet wywiadu pewnej lokalnej gazecie na temat tego, że w Polsce i RFN-ie tylko osy są takie same. Jak widać, odbiło mi całkowicie. Ale wtedy tego nie rozumiałam.

Nie rozumiałam też akapitu o tym, że „die junge Polin” nie ma nawet prawa jazdy. Prawdę napisali, a co? Nie wiedziałam, że po latach bezustannie spotykać się będę z tym ostatecznym „ale” w opiniach Niemców na nasz temat.

Bo ich sympatia, jeśli w ogóle ma miejsce (u tych bardziej wykształconych, dbających o pozory), kończy się zwykle tam, gdzie chcielibyśmy być przez nich uznani za równego im człowieka. Pełnoprawnego obywatela UE. Kiedy zbliżamy się do modelu „porządnego obywatela”, włącza się mechanizm obronny „Übermenscha”. Tak jakby status najlepszych, najpracowitszych zarezerwowany był tylko dla nich.

Już jako studentka z Poznania wspomniałam moim przemiłym gospodarzom o planach przyjechania na rok na studia do Heidelbergu. W tym momencie straciłam całe ich poparcie i moja idea uznana została za bezczelną. Chciałam osiągnąć coś więcej niż pracować na czarno w domu opieki? Studiować tam, gdzie ich dzieci? Nagle skończyło się nasze piękne, polsko-niemieckie porozumienie.

Losy zawiodły mnie z rodziną do Ameryki. Kiedy zdecydowaliśmy się po 11-letnim pobycie wrócić do Europy, wybór padł na Niemcy, blisko Polski, ale ciągle na Zachodzie. Przyzwyczajeni do powszechnej tolerancji wobec imigrantów w USA i Kanadzie, nie spodziewaliśmy się, że w Niemczech przyjdzie nam walczyć ze stereotypem Polaka-cwaniaczka, Polaka-złodzieja, Polaka, który zawsze był, jest i będzie kimś gorszym. Przeżyliśmy szok.

A przyłożyliśmy się do procesu osiedlenia i asymilacji bardzo solidnie. Może mieliśmy pod górkę, bo zamieszkaliśmy na prowincji – pograniczu landów Badenii Wirtembergii i Bawarii, a etnicznie Górnej Szwabii. Po niemiecku nie było tam za bardzo z kim porozmawiać, królował szwabski dialekt. Ludzie raczej zamknięci w sobie, niechętni wszelkiej inności. Za to dość rozrywkowi – raj dla kogoś, kto lubi piwo i dobrą, ludową muzykę. Daleko stamtąd do miejsc, gdzie Polaków oskarża się o turystykę socjalną czy kardzieże niemieckich samochodów. A jednak objęła nas odpowiedzialność zbiorowa. I coś więcej. Jakby odwieczna pogarda dla gościa zza wschodniej granicy?

 

Krótko po przyjeździe zaczęłam interesować się wspomnieniami wojennymi moich nowych współziomków. Wangen im Allgäu przyjęło po wojnie wielu przesiedleńców –  ponad trzy tysiące, to dużo jak na obecnie 28-tysięczne miasteczko. Stanowiło to oczywisty powód do dominujących wśród ludności sentymentów do ziem utraconych. Trochę później poznałam Bruni Adler (też mieszkanka Wangen i.A.), niemiecką dziennikarkę i pisarkę, która, mieszkając wiele lat w USA, pisała ciekawie z tej odległej perspektywy o losach swoich rodziców i dziadków. Znalazłam jej książki w lokalnej bibiliotece. Szczególnie ta wydana w 2006 roku, „Geteilte Erinnerungen – Polen, Deutsche und der Krieg“ („Wspólne wspomnienia – Polacy, Niemcy i wojna”) pokazywała w ciekawym świetle losy przedstawicieli  obu narodów na przykładzie zwyczajnych ludzi, do których dotarła pani Adler i spisała ich wspomnienia. Wielka szkoda, że w Polsce nigdy nie ukazało się tłumaczenie z niemieckiego. To na pewno odważna próba budowania mostów między Polakami i Niemcami. Niestety na spotkaniu autorskim w naszym miasteczku pani Adler nie odważyła się przeczytać licznie zgromadzonym słuchaczom żadnego fragmentu wspomnień polskich jeńców, więźniów obozów koncentracyjnych czy innych ofiar. Nie chciała zapewne stracić czytelników. Smutne.

Staraliśmy się bardzo być jak najlepszymi ambasadorami Polski. Wybudowaliśmy dom, w którym okna były zawsze umyte (to ważne – szczególnie dla niemieckich sąsiadek), ganek zamieciony, przykładny niemiecki „Ordnung” wszedł nam szybko w krew. Mieliśmy dużo ciekawych kontaktów, wiele osób i sytuacji będziemy zawsze wspominać z łezką w oku. Ale codzienne życie wśród Niemców było ciągłym pasmem ukrywania, że jest się Polakiem, przepraszania za to w duchu, strachu, że z tego powodu zostanie się gorzej obsłużonym, potraktowanym, ocenionym. Im dłużej w Niemczech mieszkałam, tym mniej wymagałam od siebie (no bo co jeszcze mogłam zrobić), a coraz większy żal miałam do Niemców.

W czasie Mundialu 2006 niemieccy sąsiedzi zaprosili nas na mecz Polska – Niemcy (0-1, całkiem niezły wynik, patrząc z dzisiejszej perspektywy). Pytali nas, pamiętam to do dziś, czy nie uważamy, że coraz częstsze „obnoszenie się” z niemiecką flagą zarówno przez aktywnych kibiców, jak i przez zwykłych obywateli w czasie mistrzostw, nie uraża innych narodów. Byliśmy zdumieni ich delikatnością. Ale takie właśnie było pokolenie wychowane w latach 80-tych w poczuciu winy za swych rodziców i dziadków, która umiejętnie tuszowała wrodzone poczucie wyższości. Tak wiele zmieniło się przez ostatnie 10 lat. Niemcy stały się dominującą siłą gospodarczą w Europie, mają „swoją” walutę. Niestety przełożyło się to na coraz bardziej widoczną w tym stuleciu (magiczna, może od długiego czasu oczekiwania chwila, kiedy wolno będzie zapomnieć) dominację sił narodowych, odrodzenie się dumy, opartej na przekonaniu o wyższości nad innymi narodami. Dziś nikt nie pyta, czy wypada wywiesić flagę. Dzieci niemieckie jeżdżą w czasie mistrzostw wymalowane w narodowych kolorach, z flagami w uszach, nosach i zębach. Tak jak w Polsce, wiem. Ale zachowanie kibiców na stadionach skojarzone z tymi dziećmi skłania mnie do rozmyślań nad tym, co może się zdarzyć za dziesięć, piętnaście, dwadzieścia, może pięćdziesiąt lat. Czy historia na pewno się nie powtórzy?

10:0 dla Niemców? Przegrałam te lata na całej linii? Nie. Mimo wszystko cieszę się, że mieszkałam w DE. Przeżyłam wiele wspaniałych chwil, osiągnęłam rzeczy, które nie byłyby możliwe gdzie indziej. Ale wiedząc to, co wiem teraz, czując się wyzwolona ze wstydu za bycie Polakiem, nie mam zamiaru wracać do Niemiec nigdy więcej. I odradzałabym osiedlenie się w tym kraju każdemu Polakowi. Czy będę dzisiaj kibicować Niemcom w finale? Niestety nie.

 

 

3 komentarze

3 thoughts on “Przegrana z Niemcami

  1. Zuza, piękny i refleksyjny tekst. W dodatku oparty na wieloletnich, osobistych przeżyciach. Ja znam Niemcy i Niemców nieproporcjonalnie słabiej, ale jednak, miałem z nimi trochę do czynienia. Z mojej strony wskażę więc tylko kilka obszarów, które zawsze mam z tyłu głowy, gdy myślę o naszych relacjach z Niemcami: 1. Nasze myślenie o Niemcach jest prawdopodobnie typowe, dla każdego kraju leżącego w pobliżu potężniejszego sąsiada; 2. Nie ma czegoś takiego jak „charakter Niemców”, ten naród to jest mieszanka charakterów, dobrych i złych, otwartych i zamkniętych, miłych i aroganckich; 3. Chyba ani my, ani Niemcy, nie zdajemy sobie wspólnie sprawy z tego, jak bardzo nasze narody są ze sobą wymieszane, jak wielu „prawdziwych” Niemców ma nawet stosunkowo niedawne polskie korzenie, a jak wielu z nas ma niemieckich przodków; 4. Większość naszych zachowań, tych w stosunku do „obcych” także, ma charakter ogólnoludzki, wynika z konstrukcji psychicznej każdego z nas, z sytuacji w jakiej się znalazł, w presji, jakiej jest poddany, ze sposobu wychowania odebranego w rodzinie.
    Zuza, ja znam opisywane przez Ciebie zachowania Niemców. Pierwszy raz odwiedziłem RFN w latach 80-tych kończąc studia i wtedy było to dla mnie jak fascynujące ale i smutne zderzenie z tym lepszym światem zza żelaznej kurtyny. Wielu patrzyło na mnie wyciągając pomocną dłoń, do dzisiaj myślę o nich bardzo ciepło, dla innych byłem „polaczkiem”. Pomyśl, jeszcze kilkanaście lat temu pewien znany mi Niemiec, gdy służbowo przeniósł się na kilka lat do Polski, musiał ze zdziwieniem zapewniać swoich niemieckich znajomych, że w Polsce są normalne restauracje, że można pójść do kina czy filharmonii. Z jednej strony złościłem się, że takie było ich myślenie o Polsce, ale z drugiej strony po prostu takie było, nie na zasadzie złej woli, ale na podstawie stereotypów. Cieszyłem się też, że powoli, krok po kroku, to podejście się zmienia, bo musi się zmieniać, tyle tylko, że to trwa latami.
    Czy nie myślę o przeżyciach mojej rodziny i wielu, wielu innych ludzi z czasów wojny? Oczywiście, to tkwi i już zostanie. Staram się jednak zauważać, że tacy właśnie jesteśmy my, ludzie, nie konkretna nacja, ale nasze charaktery są niebezpieczne dla nas samych. Dlatego trzeba na nie uważać. Sami siebie musimy co chwila pytać, czy aby nie wchodzimy na podobną drogę, jak weszli Niemcy 80 lat temu? A coraz częściej obserwuję ten sposób myślenia, ten podział na „my” (zawsze dobrzy i o czystych intencjach) i „oni” (zawsze mają złe intencje, ciągle knują). To psychika, kompleksy i połamane emocje prowadzą do chęci górowania nad innymi, pokonania własnego strachu przez stłamszenie innych, i nikt z nas nie jest wolny od takich emocji.
    A gdy wygrali Niemcy w meczu z Argentyną, to patrzyłem na Miro Klose, na Łukasz Podolskiego i cieszyłem się, że dzięki Niemcom tym dwóm chłopakom udało się osiągnąć to, o czym inni mogą tylko pomarzyć.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Rhino, dziękuję Ci za komentarz i przepraszam, że odpowiadam z takim opóźnieniem. Zgadzam się z Tobą praktycznie we wszystkich punktach. Tak, nasze losy jako narodów sąsiedzkich są pogmatwane. Tak, można iść do przodu, nie zapominając o historii. Jedno nie wyklucza drugiego. Tak, być może pokolenia, które przyjdą po nas, uwolnią się od stereotypów „polaczka-złodzieja-obiboka” i „niemiaszka-neofaszysty-gbura”. Takich rzeczy w ogóle nie powinno się pisać. Ani mówić głośno. Ani nawet myśleć. Wiem. I wstydzę się sama za siebie. A jednak coś z tymi emocjami trzeba robić. Może zrobiłam to nieelegancko. Byłam niepoprawna politycznie. Wyciągnę wnioski na przyszłość. Obiecuję. Już teraz wiem, że o konflikcie izraelsko-palestyńskim nie odważyłabym się napisać podobnego tekstu, mimo że mam swoje zdanie. Podejrzałam piękny (nie tylko literacko, również etycznie) model wypisania się u Jakuba Winiarskiego w „Kronice widzeń złudnych”. Wspomnienia Grety, która przeprowadziła się z Izraela do Polski. Nic wprost, zbiór scen z przeszłości. O ile przyjemniejsza lektura dla czytelnika.

    Ja bardzo lubię ludzi. Wszędzie szukam przyjaciół, nie wrogów. Cierpię, kiedy świat okazuje się brzydszy niż myślałam. Jechałam do Niemiec z wielkimi nadziejami, z taką samą wiarą w człowieka jak zawsze. Mój tekst jest efektem rozczarowania i zdziwienia sytuacją w społeczeństwie niemieckim, która trwa mimo zmian, jakie zachodzą w Polsce. Co więcej, moim zdaniem zmienia się na gorsze. I tym spostrzeżeniem chciałam się podzielić z czytelnikami.

    Lubię to

  3. Dlaczego ja dopiero teraz to przeczytałam???

    Ja też mam na koncie trochę doświadczeń w polsko-niemieckich kontaktach i na ogół są to doświadczenia sympatyczne – choć oczywiście nie z perspektywy osoby tam mieszkającej.
    Zuzanno, masz absolutnie prawo do takich spostrzeżeń.
    I jednocześnie podpisuję się obiema rękami pod wypowiedzią Rhina. 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: