Noworocznie – z choinką do przerębla.

IMG_2863
Nie przepadam za noworocznymi postanowieniami. Już obowiązek hucznej zabawy w Sylwestra wydaje mi się (i, zdaje się, nie tylko mnie) wystarczająco stresujący. Do tego jeszcze podliczać swoje niedociągnięcia z zeszłego roku i zamieniać w szlachetne postanowienia na przyszły? Aby po kilku tygodniach obudzić się ze świadomością, że nic nie idzie tak, jak powinno. Nie, dzięki. Zresztą fejsbuk aż huczy od ostrzeżeń, że nikt z naszych znajomych nie chce słyszeć o tym, co planujemy poprawić albo czego dokonać w 2016. A fejsbuk ma zwykle rację. 🙂

Jednak po coś ten przełom kalendarzowy obchodzimy, jesteśmy zgodni co do tego, aby uroczyście, w niezwykły sposób pożegnać Stary i powitać Nowy Rok.

Jedna z wersji na temat genezy nocy sylwestrowej mówi, że zaczęto ją hucznie świętować w 999 roku za papieża Sylwestra II, kiedy okazało się, że nie spełniła się przepowiednia końca świata.

Istnieje wiele przesądów, według których „jaki Sylwester, taki cały rok”. Podobno nie wolno sprzątać, aby nie wymieść z kątów szczęścia. Mnie mama uczyła czegoś odwrotnego: że jak nie posprzątam w Sylwestra, cały rok będę mieć bałagan w pokoju. Może to tylko gra, chciała po prostu, żebym wysprzątała przed wyjściem na prywatkę (dzisiaj „domówkę”), a ja jej wierzyłam. Niemniej – przywykłam do tego obyczaju. Nie cierpię zaczynać sylwestrowej zabawy, dopóki schnie jakieś pranie czy zmywarka pełna. Skutek? Wieczorem jestem nieprzytomna ze zmęczenia i, dodając do zwykłych obowiązków te okołosylwestrowe, głównie kuchenne, mam problem, żeby dotrwać do północy…

W Polsce zwyczaj sylwestrowych zabaw to głównie szlacheckie uciechy. Może dlatego my, mieszczuchy, miewamy problem z całym tym zgiełkiem.

Nie strzelamy co prawda z bata, aby przegnać Stary Rok, za to młodzież radośnie przejęła ten obowiązek i wypełnia go za pomocą petard! My strzelamy zaledwie korkami od szampana… Mieszkałam, jak wiecie, w kilku krajach, nigdzie jednak nie odbywało się na kilka dni przed 31 grudnia masowe strzelanie petardami. W ŻADNYM z krajów, które znam – Kanadzie, USA, Niemczech, Szwajcarii, Anglii. Polskie uciechy osiedlowe pomogły mi nawet trochę w podjęciu i potem podtrzymaniu decyzji o emigracji. Kiedyś jako młodej studentce wylano mi dosłownie jednym haustem wiadro wody na głowę z okazji Śmigusa Dyngusa, i to w całkiem chłodny dzień… W kieszeni płaszcza dowód osobisty, portfel – przemoknięte do cna… Moja starsza siostra stała obok, bezradna. Uderzyłam chłopaka, który to zrobił, w twarz. Oddał mi. Po roku pożegnałam się z Bydgoszczą na zawsze, a po dwóch latach z Ojczyzną. Sylwestrowe przygody też nie zawsze były miłe. Kilka razy przylecieliśmy do Polski w drugiej połowie świąt, aby zostać do Nowego Roku. Zdarzyło się, że moja mama, jeszcze wtedy „na chodzie”, czyli mając lat 80+, spacerowała z wnuczką i ze mną po osiedlu. Banda młokosów rzuciła w naszym kierunku petardy. Wybuchły tuż pod nogami mamy. Nie potrafiłam opanować oburzenia, zagroziłam młodzieńcom policją, i po chwili, reagując na ich dalsze zaczepki, zadzwoniłam na komisariat. Zostałam oczywiście wyśmiana przez dyżurnego, że „o co taka awantura, chłopcy po prostu się bawią…”. Dobrze, może trochę przesadziłam 🙂

No tak, ale to te przykre strony sylwestrowych zabaw. Są przecież inne, dużo milsze. Na przykład prezenty. Dajecie sobie w noc sylwestrową prezenty? My – tak! Drobiazgi, książki, czasami ładne kalendarze. Ja całe życie daję o północy prezent jednemu ważnemu mężczyźnie. Kiedyś – tacie Mieczysławowi. Od 14 lat – synowi Mietkowi.

Zabawna anegdota: kiedy Mietek był złotowłosym cherubinkiem, hasał sobie w czasie jednego z naszych pobytów w Polsce po osiedlowych alejkach u babci w Bydgoszczy. Odbiegł zbyt daleko od nas, zawołałam więc głośno:
– Miecio!
Na to odezwał się spod sklepu spożywczego zawiany komentator:
– Mietek? Mieeeteeek?! Ty to masz, chłopie, przechlapane! W Sylwestra – chlejesz! W Nowy Rok – twoje imieniny – dalej pijesz…
Odpukać, tego obyczaju ani złowrogiej wróżby życzliwego rodaka Miecio na razie nie wprowadził w życie.

Inna tradycja sylwestrowa to pełna spiżarnia. Kiedyś gospodynie dbały o to, aby nie ziała pustką, bo to też zła wróżba na Nowy Rok. W tydzień po Wigilijnej Wieczerzy objadamy się więc smakołykami, potrawami mięsnymi, a w wielu domach króluje na stole bigos. To pozostałość po szlacheckiej tradycji polowań, które kiedyś wypełniały sylwestrowy dzień od samego rana, przed mszą wieczorną i ucztowaniem aż do dnia następnego, suto zakrapianym alkoholem.

Mnie podoba się tradycja, według której najstarsza w towarzystwie osoba musi o północy otworzyć na oścież drzwi lub okno, aby wpuścić Nowy Rok i dobre duchy. Tą samą drogą opuszczą nas te stare, już „zużyte”.

A w świecie? Szkoci maszerują po ulicach z kulami ognia, jak to Szkoci, mocarni i pozornie groźni. Walijczycy kąpią się w Nowy Rok w lodowatej wodzie morskiej (yes! yes! yes!). Śmiałkowie na Syberii wskakują przez przerębel do Jeziora Bajkał z choinką i próbują z nią dopłynąć do samego dna (yes…).

Bywalcy Placu św. Marka w Wenecji całują się o północy, cały tłum równocześnie! Hiszpanie z każdym uderzeniem zegara wpychają sobie do ust po jednym winogronie, aż do dwunastu. Komu się to uda, zazna mnóstwo szczęścia. Planuję namówić w tym roku moją rodzinę do wdrożenia tej tradycji. Winogrona już czekają. Trzy różne gatunki, na zachętę („Sweet Celebration” z Peru, „Prime” z Południowej Afryki i „Midnight Beauty” z Brazylii).

Turczynki zakładają w tę noc czerwoną bieliznę. Podobno stragany są nią zawalone w ostatnich dniach grudnia. Ekwadorczycy wędrują po ulicach z pustymi walizkami, mając nadzieję na wywróżenie sobie w ten sposób ciekawej podróży.

Włosi lubią wyrzucać stare meble, i to przez okno, aby zademonstrować, że idzie „nowe”. Chilijczycy w miejscowości Talca witają Nowy Rok na… cmentarzu. Palą światełka dla zmarłych i, nie burząc doniosłego nastroju tego miejsca, spędzają noc przy wtórze muzyki klasycznej.

Niemcy? Nie mogłam w to uwierzyć, kiedy co roku wszyscy nasi niemieccy znajomi zasiadali w Sylwestra przed telewizorami, aby obejrzeć ten sam film: angielską komedię „Dinner for one”. CO ROKU to samo! Najważniejsza niemiecka tradycja sylwestrowa. Dziś myślę z utęsknieniem o miłym obyczaju, kiedy to wszyscy sąsiedzi na naszej niemieckiej ulicy wychodzili na ganki, składali sobie życzenia, pili toast noworoczny i razem odbywali krótki pokaz fajerwerków, dbając oczywiście bardzo, jak to Niemcy, o bezpieczeństwo. A nazajutrz dzieci z całego sąsiedztwa biegały z woreczkami i sprzątały śmieci po imprezie. Wzorowe obyczaje… I o ileż przyjemniejsze od Christkind, bliżej niezidentyfikowanej istotki, która niemieckim dzieciom (w niektórych regionach) przynosi prezenty w Wigilię – tak! Nie św. Mikołaj, tylko samodzielne niemowlę… jak wyglądające? wymawiające całe zdania czy… milczące? smutne? a może wesołe? Wierzcie mi, te pytania spędzały mi sen z powiek przez lata i nie chciałabym już do nich wracać…

Moja przyjaciółka, Jola, przypomniała mi niedawno o innej pięknej tradycji – amerykańskiego Thanksgiving, kiedy to rodzina i przyjaciele siadają za suto zastawionym stołem i dzielą się w atmosferze skupienia i życzliwości refleksjami nad tym, czym los ich hojnie obdarzył, za co są mu wdzięczni. Owszem, dorzuca się na koniec plany i marzenia na przyszłość, ale nie one są najważniejsze.

Bardzo mi tęskno za tą tradycją, wszak obchodziliśmy Święto Dziękczynienia kilka razy w domach amerykańskich przyjaciół.
Czyż Sylwester nie jest dobrą okazją, aby dziękując za wszystko, co dobre i piękne, pożegnać Stary Rok?

Dziękuję więc:

Za wszystkich przyjaciół, na których mogę polegać! Wspaniałych ludzi, których poznaję, często dzięki pisaniu, za mądre z nimi rozmowy, wszystkie listy, czaty, telefony.

Za przyjaciół szczególnych, którzy mają do mnie tyle cierpliwości.

Za dużą kopertę, w której przyszła ciepła jeszcze, różowa książka.

Za moment, kiedy przyjaciółka mówi do mnie w restauracji: „Ty masz coś nie tak z mięśniami szyi, trochę botoksu i się to wyciągnie”. Bezcenne!

Za to dziwne, surrealistyczne uczucie, kiedy inna przyjaciółka prawi mi komplement: „Zuza, ty wyglądasz na czterdziestkę!”.

Za poranek, kiedy wsuwam stopę do kapcia, a tam kartka autorstwa męża, a na niej jedno słowo: „SORRY”.

Za wszystkie przejazdy metrem, kiedy nikt nie ustępuje mi miejsca (a nie zdarzyło się to już od pół roku!).

Za andropauzę męża i całe dobro, które z niej wynika (oprócz zła), na przykład samochód bez dachu.

Za niezliczone godziny słońca nad Kanałem Angielskim!

Za to, że zdrowie pozwala mi biegać kilka razy w tygodniu 8K w pięknym parku, że to lubię i zawsze mam ochotę na więcej, i dzięki temu jestem zdrowa jak rydz, i dzięki temu mogę biegać, i tak dalej, i…

Za loki.

Za chwilę rozmowy z nauczycielką mojego syna, która zdradza mi, że ma on… talent pisarski (wiedziałam!).

Za to, że daję ZAWSZE radę wrócić nocną porą pieszo do domu, nawet z dolnego Greenwich, przy nieznacznej pomocy męża.

Za moją grupę terapeutyczną.

Za pieniądze.

Za Londyn.

Za Smerzyn.

Za Polskę, że mamy dokąd wrócić na starość, że jest w niej naprawdę lepiej niż 25 lat temu, choć ostatnio jakby gorzej, ale to minie!

Za bloga, fejsbuk i cierpliwość wszystkich ludzi, którzy przeczytali ten tekst do końca.

Trochę to brzmi jak Oscary, wiem. Może trzeba więcej ćwiczyć takie przemowy. Ale intencja dobra?

Nie zapominajmy o noworocznych dziękczynieniach! I życzeniach oczywiście też – SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!

2 Komentarze

2 thoughts on “Noworocznie – z choinką do przerębla.

  1. No, wreszcie się doczekałam!
    I nowego wpisu (ZUZ, NIE LEŃ SIĘ WIĘCEJ), i możliwości zamieszczenia komentarza.
    Mowa faktycznie iście oskarowa. Ale jak zawsze ładna, zgrabna i powabna.
    SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: