Mamuś…

FullSizeRender(18)

Mamuś kochana…

Jestem Twoim najmłodszym i – co za tym idzie – najbardziej „fejsbukowym” dzieckiem. Czy Ty wiesz, co to jest fejsbuk? Co to znaczy być blogerką? Jasne, że wiesz. Jesteś jak na swoje 90 lat (!!!) bardzo, bardzo nowoczesna i „na chodzie”. Ale na wszelki wypadek upewnię się za chwilę, kiedy zatelefonuję do Ciebie z życzeniami.

Postanowiłam napisać do Ciebie list i opublikować go na moim blogu. Całe życie pisałyśmy do siebie długie listy. Obie lubimy to robić, bo kochamy język polski, sztukę epistolarną, a przede wszystkim siebie. Tak, jesteśmy do siebie tak bardzo podobne.

Teraz już do mnie nie piszesz, chyba że na święta, imieniny, urodziny… Masz powykrzywiane reumatyzmem palce, niezbyt dobrze widzisz, nie znajdujesz sił, aby pójść na pocztę. Tęsknię za Twoim charakterem pisma, Mamo. Twoje literki są takie równiutkie, okrąglutkie. Moje rozbiegają się na wszystkie strony, drażni mnie pisanie ręczne, pochodzę z pokolenia stukającego w klawiatury. Wiesz, że w „Wielkiej Księdze Rodzinnych Przepisów” przechowuję mnóstwo potłuszczonych kartek, na których wypisałaś swoim starannym pismem receptury na „babolki do zupy z dyni”, „placek makowy, który może też być mazurkiem”, „tani biszkopt”, „bigos według Babuni”, „piernik cioci Janki” i wiele, wiele innych. Nauczyłaś mnie sztuki kulinarnej na odległość, bo wyjechałam z Polski bardzo wcześnie, jako młoda mama i żona. Nie szczędziłaś czasu na konsultacje, które podczas początkowych, rozpaczliwych prób kucharskich były dla mnie bezcenne. Cieszyłaś się z moich pierwszych sukcesów, sama będąc dużo lepszą gospodynią. A z czasem podziwiałaś za śmiałe próby prześcignięcia Cię. I zawsze pytałaś, co podałam do stołu – w wigilię, na imieniny czy zwykły, niedzielny obiad. Jakże miło mieć takiego wiernego, sekundującego moim staraniom słuchacza, i to na odległość tysięcy kilometrów.

FullSizeRender(7)FullSizeRender(9)FullSizeRender(8)

Pochodzisz z przedwojennego pokolenia, urodziłaś się w 1925 roku. Do dziś potrafisz pięknie opowiadać o swoim dzieciństwie i młodości. Tak sie złożyło, że obie uczęszczałyśmy do tej samej szkoły średniej, za Twoich czasów tzw. „Rolbieskiej”, czyli Żeńskiego Katolickiego Gimnazjum Humanistycznego, a za moich już VI LO im. Jana i Jędrzeja Śniadeckich w Bydgoszczy. Dzieli nas przepaść pokoleniowa, ogromna! Urodziłaś mnie, kiedy miałaś 43 lata. Tym bardziej cenię trud, jaki włożyłaś w zrozumienie mojego świata, moich problemów. Posiadasz niezwykłą cechę uważnego odbiorcy – siadałam naprzeciw Ciebie, opowiadałam o tym, co boli, cieszy, wiedząc, że nie zawsze mnie zrozumiesz, ale niezmiennie wysłuchasz, bo kochasz, życzysz jak najlepiej. Dziś nazywa się to „psychoterapia” i kosztuje dużo pieniędzy.

FullSizeRender(15)FullSizeRender(14)

FullSizeRender(13)FullSizeRender(11)FullSizeRender(10)

Bardzo kochałaś bliskich i nauczyłaś nas, że rodzina to wartość ogromna, której nie da się niczym zastąpić. Poświęcałaś się dla nas bez reszty, wiele lat wychowywałaś dzieci „na pełnym etacie”. Nie miałaś lekkiego życia. Macierzyństwo zawsze wiązało się z trudnymi decyzjami, los nie szczędził Ci niespodzianek. Moją najstarszą siostrę, Anię, urodziłaś wbrew zaleceniom lekarzy niespełna rok po ślubie, chorując ciągle na gruźlicę. Mój starszy brat, Marcin, zachorował jako niemowlę na nieuleczalny paraliż dziecięcy. Nadeszły najtrudniejsze dla Ciebie lata, ale podołałaś obowiązkom. A ja urodziłam się zupełnie poza planem, lecz i wtedy nie zabrakło Ci odwagi, aby zdecydować się na trzecie dziecko w tak późnym wieku! I za to Ci, Mamo, jeszcze raz dziękuję.

Najpiękniejsze wspomnienia z mojego dzieciństwa to chwile, kiedy mi czytałaś. Brałaś za rączkę kilkuletnią Zuzię, wyprowadzałaś w porze kolacji na ławeczkę przed blokiem, sadzałaś sobie na kolanach, wyjmowałaś z torby książkę i pudełko z kanapką pokrojoną w tak zwane „żołnierzyki” – i zaczynałaś czytać. Po chwili gromadziła się wokół nas banda dzieciaków, które też chciały posłuchać. Jaka ja byłam w tych chwilach szczęśliwa! Nie tylko dlatego, że nakarmiona i zadowolona, ale również, bo Ty – tak wspaniała Mama podwórkowa – byłaś moja!

Pamiętam łzy, które wylewałam w dzieciństwie z tęsknoty za Tobą. Nie chciałam na początku chodzić do przedszkola, bo Ciebie w nim nie było (wreszcie zajęłaś się sobą, już koło pięćdziesiątki, i zaczęłaś robić bardzo udaną karierę w banku!). Szkoła okazała się koszmarem; pełna głośnych, dzikich dzieci, w niczym nie przypominała naszego cichego, uporządkowanego domu. Kiedy leżałam w szpitalu i odwiedzał mnie Tata, płakałam, że to nie Ty. Miałyśmy we dwie pojechać na wycieczkę do Drezna, niestety zachorowałam na anginę. Boże, jak ja wtedy płakałam. Nie dlatego, że bolało gardło albo że żałowałam tego Drezna, nie! Rozpaczałam, bo przeleciała mi koło nosa wycieczka sam na sam z Mamą!

Tęskniłam za Tobą jeszcze na studiach. Wracałam do domu pierwszym złapanym autobusem lub pociągiem, zawsze ciesząc się na Twój miły uśmiech, kiedy otworzysz drzwi mieszkania. Mogłam go być pewna jak najlepszej lokaty w banku.

Kiedy przedstawiłam Ci mojego przyszłego męża, bałam się Twojej reakcji. Sytuacja nie była… łatwa. Zostałaś z nim sama i już po chwili wiedziałam, że będzie dobrze. Posadziłaś go naprzeciw siebie w kuchni, w ferworze przygotowań wigilijnych, podałaś dziadka do orzechów i potoczyła się miła rozmowa z Twoim ukochanym Miłoszkiem.

Potem wiozłam w prezencie dla Ciebie z poznańskiego szpitala moją córeczkę. Podjęłaś niełatwą dla polskiej żony decyzję, aby w cztery lata po śmierci męża nie być obecna przy jego grobie w Święto Zmarłych. Wsiadłaś w pociąg i przyjechałaś do Poznania, powitać narodzoną dwa dni wcześniej wnuczkę. Wręczyłam Ci ją, niezmiernie dumna i szczęśliwa. Takich momentów nie zapomina się nigdy.

A potem nagle wyjechałam z Polski, ale Twoja miłość do mnie wytrzymała i tę ciężką próbę. Okazałaś się wspaniałą Mamą i Babunią na odległość. Moje dzieci nie siadywały Ci na kolanach częściej niż raz do roku, ale możesz być pewna, że kochają Cię nie mniej niż wnuki, które urodziły się w Polsce. Słałaś do nich piękne listy, całe prenumeraty „Misia”, mamby, czekolady, i to przez Ocean! Jakoś starczało skromnej renty, aby dokonać na odległość cudu kochania i rozpieszczania wnuków.

Dożyłaś pięknego wieku, Mamo. Niedawno celebrowaliśmy w gronie rodzinnym Twoje 90-te urodziny. Zachwalałaś imprezę, że udana. Powiedziałaś, że była „dziesięć razy lepsza od Twojego wesela”, organizowanego naprędce (powojenne przepisy mieszkaniowe). Wspaniale, że mogliśmy się wszyscy spotkać i cieszyć kolejny raz Twoim towarzystwem. Dałaś radę!

Nasze spotkania są teraz wyciszone, rozmowy telefoniczne nie tak długie jak kiedyś. Siaduję przy Twoim fotelu, trzymam Cię za rękę, często milczymy. Rozumiemy się bez słów. Patrzymy sobie w oczy. Twoje są troszkę smutne, bardzo zmęczone, ale niezmiennie mądre i dobre. Już nie umiesz być taka jak kiedyś, wesoła, otwarta na świat, rozmowna, zaradna. Oczywiście, że nie. Nie masz cierpliwości do życia, prawda? Czasami i do nas. A my nie znajdujemy jej dość wobec Ciebie. Trudne lata.

Ostatnio, kiedy przyjechałam do Ciebie, oparzyłaś się w dłoń. Poszukałam plasterka, nakleiłam go delikatnie na Twoją pomarszczoną skórę. Nie bardzo chciał się jej trzymać. Ale pocałowałam Cię w rękę i to jakby trochę pomogło. Po kilku dniach powiedziałaś mi przez telefon, że zachowałaś ten plasterek na pamiątkę. Rozpłakałyśmy się obie.

Płakałaś też, kiedy czytałaś „Pelunię”. Jesteś jedną z czytelniczek Hani Stecyszyn, a nawet korespondujecie ze sobą. Jakże mogłoby być inaczej! Kochasz dobre książki. Ja pewnie nigdy nie napiszę o Tobie dłuższego dzieła, nie potrafiłabym zrobić tego tak pięknie jak Hania. Ale piszę DZIĘKI Tobie, Mamo. Zawsze mnie do tego namawiałaś. Czytałaś wszystko, co napisałam. Zdążyłam na Twoje ostatnie urodziny zdobyć mój pierwszy ISBN. Malutka zasługa, jedno opowiadanie w antologii, ale zawsze coś. Teraz jesteś honorowym gościem na moim blogu. Patrzę na Twoje zdjęcie z ukochanego ogrodu w Janowie. Ten chochlik w oku… Spójrz na moją fotkę fejsbukową, tę w tle. Marcin Ci pokaże. Widzisz podobieństwo? Śmiech, radość życia, poczucie humoru. Za te dary dziękuję Ci najbardziej, Mamuś. I bardzo, bardzo Cię kocham.

Twoja Zuzanna

FullSizeRender(16)

4 Komentarze

4 thoughts on “Mamuś…

  1. Ależ mam mokre oczy, Zuz…

    Dziękuję Ci też za napomknienie o Peluni.
    POTRAFIŁABYŚ! Tak samo, a nawet lepiej. Jestem tego pewna.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ewa Jedrzejczak

    Piekne zyczenia i podziekowanie dla Mamuski, wzruszylam sie.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Basia

    Mimo że znam Panią Krysię od niedawna, wiem, że przez całe życie była właśnie taka jak w Twoim tekście. Piękny i wzruszający portret.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Przeczytałam to ponownie. I znów z wilgotnymi oczami – teraz nawet jeszcze bardziej.

    Żegnaj, Pani Krystyno.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: