Maj bez konwalii

konwalie

 

Przedostatni tydzień maja – czas konwalii. Za kilka dni moje imieniny – Zuzanny. Kiedyś, w Polsce, majowe imieniny pachniały konwaliami. Tani bukiecik kupiony na targu albo przyniesiony z własnego ogródka przez miłego gościa. Ile radości. Nie jestem pewna, ale chyba już jako dziewczynka lubiłam te niepozorne dzwoneczki o zabójczo słodkiej woni.
Niedawno oglądaliśmy serial ‘Breaking Bad’, dla mnie dzieło wszechczasów. Owszem, z delikatnością i niepozornością konwalii mający niewiele wspólnego. A może właśnie bardzo wiele? Walter White – tak jak ta niepozorna roślinka, rosnąca czasami w zacienionym kącie ogrodu, półdziko, z drobnym kwieciem zdominowanym przez duże, mało atrakcyjne liście – okazał się być o tyle nudny, o ile zaskakująco śmiercionośny. Lily of the Valley to trucizna przecież. I też Walt podał ją jednemu z bohaterów, Bogu ducha winnemu dziecku, żeby posunąć bieg wydarzeń na swoją korzyść. Kto by pomyślał?

W Polsce miało się konwalie w ogródku, na działce. W blokowym mieszkaniu pachniało nimi słodko na Zuzanny. W Ameryce rosły gdzieś w kącie mojego wynajętego, podnowojorskiego domu, ale zdziczałe i słabo pachnące, mało atrakcyjna odmiana. W Niemczech posadziłam w swoim ogrodzie takie o ozdobnych liściach, ładnie wyglądajáce na tle pergoli obrośniętej dzikim winem. Na średniowiecznym rynku miastreczka odbywał się co środę targ (od kilkuset lat!) i tam mogłam kupić bukiecik konwalii takich jak w Polsce – skromnych, ale wonnych. Rzadko to robiłam, bo zajęta byłam moim szalonym ogrodem, który ledwie dawałam radę okiełznać.

W Londynie nie mam konwalii. Nie mam ogrodu, tylko wielki, nowoczesny, oszklony balkon. Na stole metalowym stoi pudło po piernikach, wypełnione ziemią i bratkami. Mój jedyny ogrodowy projekt AD 2014. Na targowisko musiałabym pojechać gdzieś do centrum. Za dużo zachodu.

Patrzę na zdjęcie kwiatów na ekranie laptopa – jeszcze nie pachną, ale kiedyś pewnie będą. Może tego dożyjemy.

Póki co, tęsknię za moimi imieninowymi konwaliami w Polsce. Dużo bym dała, żeby dostać jeden bukiecik, taki prosto z ogródka.

P.S.
Do napisania o konwaliach skłonił mnie tekst zaprzyjaźnionej bloggerki – Hani. O szparagach! Zimny maj – szparagów jak na lekarstwo. Polecam! http://kobietadomowa.wordpress.com/

 

2 komentarze

2 thoughts on “Maj bez konwalii

  1. Hania

    Zuzanno, mam konwalie koło domu. Przekopane kiedyś od znajomej, panoszą się coraz bardziej, anektują pomału trawnik – ale głównie liśćmi się pysznią, kwiatów jak na tę ilość liści mogłyby mieć więcej. No, jeden malutki bukiecik by się uskładał… Nie chwalę się nimi, by Ci rozkrwawiać stęsknione serce, lecz by Ci ten bukiecik przesłać wirtualnie na imieniny. Wszystkiego dobrego, zaprzyjaźniona blogerko! 🙂

    Lubię to

  2. Ewa Jedrzejczak

    Kocham kwiaty. Z roz , podarowanych mi od Mirka, przyslonilabym morze, moze? jednak uwielbiam konwalie, zawsze byly obecne w majowy czas zywe, albo , pozniej ususzone , jako zakladka w ksiazkach. konwalie byly takze w moich dloniach , jako bukiecik w dniu slubu cywilnego w majowe , cieple poludnie. Dzisiaj , tez je mam. Mam konwalie w lesnym ogrodku, i co rok mnoza sie ich klacza , dajac mi olbrzymia radosc podziwiania dzwoneczkow, wachania i spogladania na nie z bliska, cudo natury. Do uslyszenia, caluje, Ewa.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: