Kiedy w Londynie pada

deszcz

Kiedy pada w Londynie, słyszę bezustanne tap, tap… tap, tap.

Słyszę tap, tap, leżąc na dużym, miękkim łóżku, nakrytym kremowym, miękkim kocem. W jasnej – od najbielszej bieli do beżu, kremu i innych jasności – sypialni. Czytam ‘Amsterdam’ McEwana. Wczuwam się. Tonę w łóżku, wygodzie, samotności, myślach. I to cholerne tap, tap, tap.

Cisza… dwie linijki tekstu, tap. Ciiiiiiiisza, i tap. Tap, tap. Cholera. Ten Londyn. Ten deszcz.
Przecież kocham deszcz. Rozkwitam, kiedy pada. Poprawia mi się humor. Więc czemu, czemu? Czemu nie mogę znieść bezustannego tap, tap, tap?

Żeby to był miarodajny szum, do którego moje zmysły słuchowe mogłyby po paru chwilach przywyknąć. Nie. To musi być zaskakujące tap, cisza, tap, tap, ciiiiiiiiiiszzzzzzzzaaa, tap. I tap!

Jak to było w naszym niemieckim domu? Tam był skośny, solidny, niemiecki dach, który wystawał dobre pół metra poza linię muru. Deszcz szumiał, nie tapał. Były inne buczenia, rzężenia – pieców grzewczych na strychu, wielkiej lodówy na parterze. Ale wszystkie te odgłosy potrafiły ukołysać mnie do snu lub do przyjemnego zamyślenia. Nie było tego złośliwego, zaskakującego tap, tap, tap!

Blok jest tutaj prosty, nowoczesny, brązowa cegła, szkło. Duże, proste okna. Żadnych wystających dachów, daszków. Pada sobie ten londyński, majowy, słynny deszcz na framugę okna, na parapet, to tu, to tam. Dopada mnie, bo tu jestem, spragniona ciszy, zera dźwięków. Jest moim wrogiem numer jeden. Czytam, jak ma się okazać (to tylko domysły), o eutanazji… I tak sobie myślę, że gdybym ja kogoś zabiła (człowieka, nie deszcz!!) i siedziała w ciupie, na celi, z wytatuowanymi koleżankami, to nie powiesiłabym się  z powodu strachu, żalu za bliskimi, wyrzutów sumienia, nienawiści do koleżanek, morderczyń i gwałcicielek (może..). Tylko z powodu umywalkowego tap, tap. Bo przecież w takiej celi, jak to w filmach widać, byłaby mała, odrapana umywalka. I kapałoby z kranu. Dzień i noc. W więzieniach na pewno nie zmieniają uszczelek. Leżałbym smutna, zatopiona w bezmiarze więziennego czasu, może zgwałcona (ojej!). I słuchała bezustannego tap, tap…tap, tap. Nie wytrzymałabym długo. Ukręciłabym sobie sznur z prześcieradła, znalazła mocny hak i sru! Wreszcie wolność! Od miarowego, morderczego tap, tap, tap, tap.

(Aż odetchnęłam z ulgą, pisząc te słowa.)

U Miłosza na zurychskim poddaszu też było, bywało takie nocne, poburzowe, podeszczowe tapanie. Pokoik malutki, duszny, jeździliśmy tam z Mieciem latem czy zimą, odwiedzić ukochanego tatę. Spałam na podłodze, obok mnie syn. Wiedziałam, z dziennych godzin miałam zapamiętane, że otacza nas miasto przyjazne i piękne. W pokoju były dwa okienka dachowe, w gaubach. Jedno na wschód, widok prosto na wielki zegar na wieży St. Anton Kirche. Więcej światła wpadało w dzień przez to okienko do malutkiego pokoiku. I zegar wybijał, niewątpliwie bardzo dokładnie, po szwajcarsku, kolejne godziny naszej gościny w Zurychu. Drugie okienko – na północ, z panoramicznym widokiem na olbrzymią, wspartą na kolumnach, kopułę Kreuzkirche i na luksusowe wzgórze Dolder – stare wille, zieleń, słynny hotel udający zamek. Mój ukochany, zurychski świat.

I deszczyk tam też tapał radośnie, po zurychsku. Nie spało się dobrze przy tym tapaniu, oj nie. Ale wracało się potem do niemieckiego domu i wszystko było znowu jak należy. Czysto i cicho.

Co będzie z tym tapaniem? Uciekłam, jak zwykle, do living roomu. Otoczony balkonem, dobre dziesięć metrów kwadratowych za wielkimi szybami, chroni mnie przed niepożądanym intruzem. Mam tutaj ładny widok na strugi deszczu, które spływają po balkonowych, szklanych balustradach. Tapanie ginie gdzieś w oddali, może wchłonięte przez szum fontanny na dole, a może przez uliczny gwar?

Nie słyszę już tego okrutnego tap, tap, cisza…………… tap, ciszaaaaaaaaaaaaaaaaa, tap, tap. Cisza.

(Cisza i jakby… samotność? Czyżby brakowało mi jednak owego nieznośnego, nieustannego tap, tap, tap?!)

 

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: