Historia wielopokoleniowa z dzikiem w tle

 

Sierpień 2016

Dostaję codzienne raporty z rodzinnych wakacji na działce, wklepywane w komórkę dłonią mojego siostrzeńca. Nadaję im roboczą nazwę „Gazety Janowskiej”.

W nocy odwiedziły nas dziki. Zrobiły dziurę w płocie, pożarły jabłka. Zostawiły po sobie niesamowity smród odchodów. Michalinka zachwycona – mamy działkowe zoo. Obdzwania babcie i informuje, że chciałaby być dzikiem.

Albo:

W nocy podchody. Znaleźliśmy się w grupie uciekającej, ja, Michalinka i jej równolatka, Jagoda. Było rysowanie strzałek na piasku (…) A na koniec dyplom.

Działkę pracowniczą w Janowie pod Bydgoszczą rodzice otrzymali w prezencie od państwa czterdzieści lat temu. Dla mnie oznaczała koniec wakacji nad morzem czy w górach. Zagraniczne, w Turyngii, odbyliśmy tylko raz jako rodzina „małozamożna” – tak opisywał nasz stan majątkowy oszczędny tata.

Szkoda. Uwielbiałam podróże pociągiem, letnią rekompensatę braku samochodu, nad czym ubolewałam przez resztę roku. Smak chlorowanej wody w basenach Weisensee am Bad też kojarzył się pozytywnie, mimo że w jednym z nich młodszy o rok, siedmioletni Uwe usiłował mnie podtopić i ściągnąć kolorowe majteczki. Nie załamałam się nawet, gdy mama przykazała bawić się z nim po incydencie i dalej ćwiczyć język niemiecki. Rodzice w pocie czoła uprawiali urlopową działalność dydaktyczną – byłam wysyłana regularnie po Würstchen i Sahnequark do lokalnego sklepu, przy zakupie których miałam ćwiczyć nowe słówka.

Działka nie kojarzyła się początkowo z przygodą. Raczej z samotnością – wokół dopiero budowano domki, wprowadzali się sąsiedzi.  Nudą – zawsze była robota w ogródku, po śniadaniu spożywanym obowiązkowo na werandzie padało sakramentalne: „Zuzanko, wypielisz truskawki?”. Znałam jedyną słuszną odpowiedź. Zerkałam z żalem na bezchmurne niebo, po czym brałam pod pachę starą gąbkę. Nie pozostawało nic innego jak klęknąć na niej między grządkami i rzucić moje nastoletnie członki na pożarcie dżdżownicom. Mama tymczasem stawała bohatersko przy kuchence polowej i pociła się nad wielowarzywną zupą, która w jej wykonaniu stawała się arią operową na cześć wypielęgnowanych grządek. Tudzież zaprawiała, co tam udało się zerwać poprzedniego dnia w ogrodzie. Tata, przyodziany w seksowne kąpielówki, biegał z młotkiem od szopki do domku i z powrotem. Nie wiem, czy zawsze miał tyle pilnej roboty, czy raczej uciekał w męski świat śrubokrętów, gwoździ i przerdzewiałego imadła, które nawiedzałam czasami, nudząc się, i sprawdzałam, jak zachowa się w jego uścisku śliwka czy jabłko.

Gdy uporałam się z zielskiem, wskakiwałam na składak i uciekałam nad Brdę. Przez janowskie łąki, górki, ku zielonej rzece. Kąpaliśmy się na dzikiej plaży, wylegując się przed i po na soczystej trawie. Dzieciaków na działkach przybywało, z czasem pędziła nas na rowerach cała banda.

Takie były początki.

Potem zrobiło się cudniej. A może to ja dorosłam do powagi sytuacji. Czytało się Leśmiana, ten czy inny kawaler, zaczarowany poezją, śmiał wyjrzeć z pobliskiego zagajnika, pełnego poziomek.

Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru,

Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru?

Zawołana po imieniu

Raz przejrzałam się w strumieniu –

I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu.

 

Przyszły do mnie motyle, utrudzone lotem,

Przyszły pszczoły z kadzidłem i mirrą i złotem,

Przyszła sama Nieskończoność,

By popatrzeć w mą zieloność –

Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem…

 

 Bolesław Leśmian „Łąka” (1920)

 

Na pyszne wypieki mamowe, drożdżowe placki i babeczki, zjeżdżali goście z Bydgoszczy. Działka stawała się powoli centrum życia dla szeroko rozumianej familii i znajomych. Tata przeganiał mamę po kątach z jej maciejką, floksami i poletkami rudbekii, ale i tak pachniało pięknie z wyznaczonych surową ojcowską ręką kwietnych zakątków.

Rodziły się wnuki, zupki warzywne nabrały sensu, a ja, kochająca ciocia-licealistka, z radością buszowałam wśród krzewów agrestu i porzeczek, aby uzbierać dla milusińskich kubek owoców na deser. Dzieciaczki odbywały poobiednie drzemki na hamaku tudzież gąbce w cieniu domku, popołudniami pluskały się w plastikowym basenie na trawie, przy uciesze sporej rodzinnej publiki. Większe zabierałam nad rzekę, uczyłam pływać.

Rodzice niestety bardzo rzadko korzystali z dobrodziejstw innej niż działkowa natury. Ich wizyty na kąpielisku można było policzyć na palcach jednej ręki. Czasem robili wyjątek dla gości i zgadzali się na wspólną wyprawę. Pamiętam, jak moja kuzynka-idolka wybrała się na drugi brzeg Brdy.

– Kasiuta, ale musisz cały czas śpiewać, żebym wiedziała, że nic ci się nie stało – poprosiła ukochaną bratanicę moja mama.

Żaden problem dla szalonej studentki z Torunia. Po chwili dobiegł naszych uszu piękny, aczkolwiek lekko zdyszany głos:

– A planety, szaleją, szaleją, szaleją, i śmieją, się śmieją, się śmiejąąąąąą…

To wersja dla grzecznych dzieci. Gdyby rodzice widzieli, co wyprawialiśmy bliżej górnego biegu Brdy, gdzie kumple z klasy licealnej odkryli idealne miejsce na „spływy”. Ekstremalność naszych popisów polegała na konieczności złapania się sterczącej nad wodą gałęzi w odpowiednim momencie, aby opuścić rwący nurt rzeki. Do dziś pamiętam, jak dyszałam z wrażenia, leżąc po takim wyczynie na nadbrzeżnej łące…

Po mnie, najmłodszej z rodzeństwa, przyszła kolej na letnie rezydentury siostrzeńca i bratanic – wakacje u babci, działkowe przyjaźnie, nocne podchody, wspólne kąpiele. Historia lubi się przecież powtarzać.

Tata zmarł przedwcześnie, działka straciła gospodarza. Mama radziła sobie świetnie przez następne dwadzieścia kilka lat, zawsze mogła liczyć na pomoc rodziny. Janowo stało się wielopokoleniowym dobrem nas wszystkich.

Również moje dzieci skorzystały z dobrodziejstw janowskiego ogródka. Kiedy przylatywaliśmy zza Oceanu, obowiązkowo zapraszaliśmy na działkę naszych gości, tylko ciasta nie piekło się już własnego, zastąpiły je smakołyki od bydgoskiego Sowy. Nasze samochody nie chciały się zmieścić na wąskich drogach pomiędzy ogródkami.

Lata mijały, coraz to docierały do nas smutne wieści, że ten czy tamten sąsiad działkowy zachorował… zmarł. A były to przyjaźnie na całe życie, szczególnie dla mamy.

I ona przestała wyjeżdżać poza miasto. Nadszedł nieuchronny moment przekazania ogrodu w ręce młodych. Najpierw w prezencie ślubnym jednej z wnuczek, a potem młodzi dobili targu między sobą i tak działka zyskała wspaniałego gospodarza.

To on, Kuba, pisze do mnie relacje z pierwszego janowskiego pobytu z żoną, córeczką i psem. Nie Egipt, nie Jurata, tylko Janowo. Bardzo świadomy wybór. Pięknie to uzasadnił:

– Bo za dużo tam naszych wspomnień. Nie wyobrażam sobie, żeby działka mogła pójść w obce ręce.

Remontuje domek. Przycina, oczyszcza, wyrzuca stare śmieci. Mógłby się opalać nad Adriatykiem. Woli chwycić rączkę swojej czteroletniej córki i pójść na plac zabaw albo nocne podchody.

No i ktoś musi załatać dziurę po dzikach.

 

Sierpień 2017

Ostatnie popołudnie z mojego dwutygodniowego pobytu w Polsce mogę spędzić, dzięki gościnności Kuby, na janowskiej działce. Michalinka ma już pięć lat, braci bliźniaków, którzy niedługo dołączą do zabaw. Ogród jest jej ulubionym miejscem obserwacji przyrody. Z babcią Anią, a tego dnia również ze mną, wędruje po na wpół dzikiej działce, śledząc żuczki, cytrynki i osówki.

Działka nie przypomina wypielęgnowanego ogródka pracowniczego, w  którym dziesięciolecia temu gospodarny tata prowadził rejestr zbiorów. Zapisywał w notesiku kilogramy zebranych owoców i warzyw, śledził przez zimę ich ceny na targowisku i cieszył się z oszczędności.

Dzisiaj jest tutaj dziko, pięknie. Pełen luz. Wszystko po nowemu, a nie zmieniło się nic. W sercach ta sama, niezmienna miłość do przyrody. I wspomnienia, całe hektary wspomnień.

2 Komentarze

2 thoughts on “Historia wielopokoleniowa z dzikiem w tle

  1. Kasia Szymankiewicz

    cudo, działeczka jako żywa stanęła mi przed oczyma. Ale ten numer ze śpiewaniem podczas pływania?? za cholerę nie pamiętem. Ale wierzę na słowo. Pisane, hahaha

    Polubienie

  2. Cudne,naprawdę !!! dzisiejszy , pochmurny i deszczowy dzień bydgoski zaraz nam pojaśniał !!! Ania .

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: