Diamenty są wieczne. I mafia, i Berlusconi też!

IMG-3080

4 marca 2018 Włosi wybiorą 64-ty powojenny rząd.

Berlusconi (81), czterokrotny premier, odsunięty od sprawowania funkcji publicznych do 2019 roku (wcześniej dożywotnio, ale udało mu się wywalczyć rewizję wyroku), zapowiada rewolucję. Jego Forza Italia ustępuje co prawda w sondażach Pięciu Gwiazdom, ale te bez koalicjanta rządzić nie mogą, a dogadywać się nie chcą. Ich założyciel i ex-przywódca Beppe Grillo obwieszał się niedawno dmuchanymi łańcuchami, które zamierzał zerwać, wyprowadzając Włochy ze strefy Euro. Zapowiadał referendum w tej sprawie. Obecnie nie stoi już na czele partii.

Jeśli Forza Italia wejdzie w koalicję z Ligą Północną, która jest przeciwko Euro, prym będzie wiodła ta pierwsza. Znów rządzić będzie Berlusconi, choć tym razem z tylnego fotela. A on nie chce wojny z Unią. Według obserwatorów Italexit jest coraz bardziej prawdopodobny, ale nie wcześniej niż za dekadę. Przywódcy europejscy mogą więc spać spokojnie.

Naprawdę? Czy come back Berlusconiego, śnieżnozębego, wypomadowanego dziada to nie katastrofa? W skorumpowanym kraju mafia rozpanoszy się na dobre, co gorsza, jej macki zdają się sięgać do wielu miejsc w Europie. Warto sobie o tym przypomnieć.

>>><<<

Po zamordowaniu Jana Kuciaka zaczęłam grzebać w materiałach dotyczących działalności mafii na terenie byłych demoludów i krajów ościennych wobec Włoch. Najpierw trafiłam na zeznania bosa neapolitańskiej Camorry. Maurizio Prestieri przebywa pod ochroną na północy kraju i sypie.

Szmaragdy, topazy, rubiny, lazuryty, a przede wszystkim diamenty ukryto gdzieś na północy miasta. Gdzie? To wie tylko ich właściciel – szef Camorry w Secondigliano, najgroźniejszej dzielnicy Neapolu, skazany na 30 lat więzienia Paolo di Lauro. Wiadomość dla łowców skarbów – nie szukajcie kufra pełnego błyszczących kamieni, lecz butelek po coca-coli. Niektóre szlachetne okazy były ponoć tak wielkie, że nie chciały przejść przez szyjkę, opowiada Prestieri.

Dlaczego diamenty? Bo są wieczne. Gdy jedna grupa przestępcza zarabia na handlu kokainą trzy miliony Euro (dziennie), coś trzeba z tą forsą robić. Nieruchomości, auta, wille – to można łatwo stracić, mówi Prestieri. Banknoty zakopane w ziemi – zgniją. Diamenty, dobrze ukryte – są na wieki.

>>><<<

Prestieri ponoć nigdy nikogo własnoręcznie nie zabił, oskarża się go jedynie o zlecenie trzydziestu morderstw. Przesiedział w więzieniu lata 2003-2007, po czym postanowił zacząć sypać. Camorra proponowała mu po milionie Euro za każde odwołane zeznanie. Gdyby przystał na te propozycje, świat nie dowiedziałby się o butelkach pełnych diamentów.

Prestieri najbardziej przeklina dziennikarzy. Gdyby nie wścibskie „pisarzyny”, żyłoby się po staremu. Pracowało po staremu, działało lokalnie, gdzie bogactwo niewiadomego pochodzenia nie kłuje w oczy. Gdzie kobiety ślepo kochają, dosłownie. Ślepe i głuche na to, co robią ich mężczyźni, wierne żony i kochanki.

Władze miasta? Przecież informację, że północą Neapolu rządzi mafia, można przeczytać w przewodnikach turystycznych. „Zero przecinek zero czasu potrzeba nam było, aby zdobyć bogactwo i władzę” – opowiada Prestieri. Jemu i jego kumplom z dzielnicy,  działającym na oczach miasta, którego legalny biznes przestałby istnieć bez inwestycji pochodzących z nielegalnych dochodów mafii. Ot, szczere wyznanie. To w Neapolu, nie w Nowym Jorku można zrobić na przełomie wieków karierę pucybyta. Jeden udany deal narkotykowy i chłopak, który nie wie, co to czek bankowy, staje na właściwej ścieżce. Po kilku, najdalej kilkunastu latach rozmawia wyłącznie o rynkach inwestycyjnych, cenie złota i ropy.

>>><<<

Im więcej pieniędzy, tym więcej okrucieństwa. Jedno pociąga za sobą drugie. Nawet syn bosa Camorry musi przejść test – własnoręcznie kogoś zabić. W takich sytuacjach wystawia się niczym zwierzynę bezbronnego, aczkolwiek nie niewinnego dilera, napuszcza na niego młodego „myśliwego”. Gdy ktoś zmienia strony, chce przystąpić do konkurencji, tylko w jeden sposób może udowodnić lolajność wobec nowej rodziny – zabić członka swojej własnej.

Prestieri zarabiał miesięcznie do pięciu milionów Euro. Sam koki nigdy nie brał. Tu również panują jasne zasady. Dilerów się testuje: sadza po akcji przed talerzem makaronu. Kokserzy nigdy nie są głodni, czasem wręcz wymiotują na widok jedzenia. A na akcje chodzi się na czczo – przy postrzale w brzuch ma się wtedy szansę, by przeżyć – i po powrocie umiera się z głodu.

Prestieri wylicza jednym ciągiem wszystko, co było do kupienia, kiedy dostał się na sam szczyt Camorry – restauracje, bary, hotele, domy, fabryki, sklepy, kontrakty budowlane, politycy. Tak, kokaina, budowlanka i politycy – w tych zakupach była i dalej jest bardzo aktywna neapolitańska mafia.

>>><<<

Mafioso to naturalnie zwyczajny człowiek, który mocno kocha, czasem płacze – na przykład na wspomnienie przyjaciela, również mordercy. Spacerując po Barcelonie w promieniach zachodzącego słońca, leje łzy przez czterdzieści minut.

Z żoną nie wolno się rozwieść. Kochanek należy mieć wiele. Jedno i drugie świadczy o męskości. Rodzinę można wywieźć w bezpieczne miejsce lub zostawić we Włoszech. Wyjeżdżając bez niej, ma się więcej wolności i, na przykład, rosyjskie kochanki. Słowenia  to istny raj, opowiada Prestieri. Tam jest ich sporo, a żyć można nawet pod własnym nazwiskiem! Urzędy siedzą mafii w kieszeni – rosyjskiej, serbskiej, tureckiej. Spotykają się tam „przyjaciele” z całego świata. No, po prostu raj.

Inne ważne adresy? Barcelona – światowa stolica narkotykowa, gdzie „wszystko się kręci”. Szok. Albo Marbella, port hiszpański, pełen mafijnych rodzin. Baskijska ETA, do której idzie się, gdy jest coś do załatwienia w Kolumbii. Z kartelem Cali nie ma żartów. Tam nikt nie jeździ chętnie. Połowę dostawy koki opłaca się od razu, na drugą biorą zakładnika. Ten, gdy nie wpłynie kasa, ginie. Proste zasady ze świata największych twardzieli.

>>><<<

W pobliskich Albanii, Grecji, Słowenii, Chorwacji inwestuje się lub, inaczej mówiąc, pierze brudne pieniądze. W hotelach, restauracjach. My też w nich bywamy, nie łudźmy się.

Niemcy to może nie raj – snuje opowieść Prestieri – ale da się tam robić świetne interesy. Sprzedawać narkotyki. O ile nie zabija się Niemców i w ogóle nie zabija ludzi, można – z pomocą Turków – handlować heroiną i koksem. Również handel bronią kwitnie.

Mafioso musi pachnieć pieniądzem. Garnitur nie może kosztować mniej niż 10 tysięcy Euro. Obiad z szampanem nawet więcej. Kiedy handluje się koksem, ma się do czynienia z aktorami, piosenkarzami, piłkarzami. To zobowiązuje. Przegrane w kasynach idą w miliony, dług można ewentualnie spłacić kilkoma Ferrari zamiast gotówki.

>>><<<

Najciekawiej robi się jednak, gdy Prestieri zaczyna opowiadać o kupowaniu głosów wyborczych. Mówi, że najłatwiej jest tam, gdzie dużo kwasu w polityce i zniechęcenie wśród wyborców.

Camorra w czasie kampanii staje się niezwykle ważną instytucją – dla kandydatów. Prestieri zorganizował sobie na ten czas lokal quasi-wyborczy. Przychodzili zarówno politycy, prosić o wsparcie (czytaj: kupować głosy), jak i wyborcy (sprzedać głos za określoną sumę lub usługę). Prestieri pochodzi z „czerownej” rodziny, ale jego klan od zawsze popierał wiadomo kogo. Berlusconiści z krwi i kości. Najpierw stali murem za Forza Italia, potem Popolo della Liberta. Za takimi, którzy mają słabość do pieniędzy, za to ułatwiają życie. Walka wyborcza to twarda sprawa, rządzi ten, kto wie, kiedy zastraszać, a kiedy rozdawać drobne łaski. Prestieri chełpi się tym, że osobiście pilnował każdego głosu wyborczego. Woził prosto z łóżka do lokalu wyborczego wiekowe „mamuśki”, organizował lokale w szpitalach, spłacał długi biednym rodzinom, rencistom rachunki za prąd, a młodym parom dawał na pierwszy czynsz. Załatwiał transport autobusami w dzień wyborów, a jak trzeba było – płacił 50 Euro za głos. Dodatkowo przekupni urzędnicy wyborczy donosili, kto zagłosował na konkurencję. Podobno politycy zostają rozdzieleni pomiędzy rewiry działań mafii i tych podziałów należy przestrzegać.

Spotkania z politykami, wspólne wystąpienia na wiecach wyborczych – wszystko uchodzi. Jakim cudem?! Kiedyś przez jedno zdjęcie Andreottiego z bosem Cosa Nostry, Nino Silvą, posypały się głowy (pisałam o tym tutaj). Dziś wszyscy tacy nieogarnięci? Nie, po prostu czasy się zmieniły. Nie patrzymy już tym, którzy nami rządzą, na ręce.

Co mafia dostaje w zamian? Zlecenia, kontrakty, między innymi budowlane. W polityce komunalnej obsadza się stanowiska z mafijnego klucza. I wiele, wiele małych, a jakże miłych gestów, jak na przykład legitymacja inwalidzka, dzięki której Prestieri jeździł swoim Ferrari po puściutkim Neapolu w niedziele wolne od ruchu.

Wydawałoby się, że jedyny kłopot to pieniądze. Za dużo pieniędzy. Trzeba je bezustannie prać, wyprane – inwestować. „Co my byśmy poczęli bez banków szwajcarskich” – wzdycha Prestieri. Nieco niżej będzie jeszcze o bankach kanadyjskich.

I te cholerne pisarzyny, powtarza w kółko. Dziennikarze, którzy wyciągają na światło dzienne mafijne interesy, układy i układziki. Nagle jest się na oczach całego kraju, ma się na gardle policję.

>>><<<

Czasem bywa odwrotnie. Mathias Döpfner, szef koncernu Axel Springer, który jest właścicielem portalu aktuality.sk, przytacza fakty: w 2018 roku zginęło już czterech dziennikarzy i dwóch blogerów. Rocznie jest to kilkadziesiąt osób. 307 dziennikarzy i blogerów znajduje się obecnie w więzieniach. Kiedy wchodzi się na stronę Reporterów bez Granic, rzuca się w oczy wielki hashtag #SaveTurkishJournalists. Döpfner mówi o niedawnym uwolnieniu Deniza Yücela. Nasz Tomasz Piątek po publikacji „Macierewicza i jego tajemnic” (Arbitror, Warszawa 2017) wydaje się być bezpieczny, choć były minister obrony wytoczył mu proces.

Do dziś nie rozwikłano sprawy mojego kolegi, Jarka Ziętary, dziennikarza śledczego zaginionego 1 września 1992 roku w Poznaniu.

Polska spadła na 59. miejsce w rankingu „2017 World Press Freedom Index” (szczytowała w 2015, za starych rządów, na 18. miejscu). Królową wolności prasy jest Norwegia, zaraz za nią pozostałe kraje skandynawskie.

>>><<<

Na Słowacji działa ‘Ndrangheta. Kiedy pisałam o sycylijskiej Cosa Nostrze, natknęłam się kilka razy na jeden z mafijnych „modeli biznesowych”, mianowicie wyłudzenia odszkodowań tudzież dotacji unijnych dla rolników. „Ktoś” podpalał lasy na zboczach Wezuwiusza. Wpłaty unijne na rewitalizację tych terenów płynęły na konta firm, za którymi prawdopodobnie kryła się mafia. Podobnie dzieje się na Etnie. Widziałam na własne oczy piękne plantacje winorośli na jej zboczach. Strzegą ich kamery, betonowe płoty. Mafia wbija czasem wokół terenu małe, białe słupki, dając znak: „tu my stanowimy prawo”.

W raporcie Jana Kuciaka pojawiają się nazwiska z czterech kalabryjskich rodzin – Vadala, Cinnante, Roda i Catropave. Włosi dostają wielomilionowe subsydia na setki tysięcy hektarów ziemi. Zajęli popegeerowskie gospodarstwa na wschodzie kraju. Typowe praktyki mafijne, opisane przez aktuality.sk, to ubieganie się o dopłaty do użytkowania terenów, do których nie posiada się żadnych praw, lub zawyżanie obszaru tych, do których prawa się posiada. Koszyce-Trebisov-Michalovce to czarny trójkąt, w którym dochodzi do wyłudzeń, zastraszeń w branży rolnej.

Cinnante, Vadala – to włoscy obywatele ścigani przez prawo w swojej ojczyźnie, w Słowacji współpracujący z biznesmenami i politykami wysokich szczebli – na przykład byłym ministrem gospodarki, obecnie oskarżonym o morderstwo.

W tekstach Kuciaka pojawia się piękna Maria Troszkowa, finalistka konkursu Miss Universe, współpracowniczka obecnego premiera Roberta Fico. Była odbijana jak piłeczka pomiędzy mafijnymi przedsiębiorcami a członkami władz. Niewiele wiadomo o jej kompetencjach. Premier Fico przyjął ją do grona swoich współpracowników razem z Viliamem Jasanem, którego mianował sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Państwa. W ten sposób człowiek związany z włoską mafią uzyskał dostęp do tajemnic państwowych. Zarówno Jasan, jak i jego syn, współpracowali z Vadalą.

Vadala oczywiście udzielał się w kampaniach wyborczych na rzecz partii rządzącej SMER-SD. Premier Fico mógł liczyć na mafijne plecy.

Jan Kuciak opisał inne metody wyłudzeń – zwrotu VAT przy fikcyjnym obrocie nieruchomościami, co w przypadku mieszkania nie przekracza kilkudziesięciu tysięcy, ale już przy sprzedaży hotelu w górskim kurorcie to kilka milionów Euro, przy czym nieruchomość wraca do właściciela, przepchnięta przez łańcuch powiązanych spółek.

Janowi Kuciakowi przestrzelono serce, jego dziewczynie głowę. Sądząc po pozostawionych na miejscu zbrodni łuskach śmiercionośnych kul – to mord mafijny; następców Kuciaka spotka podobny los.

Efekty śledztwa Jana Kuciaka przetrwały dzięki cyfryzacji danych. Przezornie zostawił je w kilku miejscach, z hasłami dostępu dla większej liczby osób, które uruchomiono po jego zamordowaniu. Dziś owoce jego pracy obiegają cały świat. Być może upadnie słowacki rząd. Na razie podał się do dymisji minister kultury – całkiem kulturalnie twierdząc, że nie może pozostać na stanowisku, gdy za jego kadencji giną dziennikarze.

W pierwszym tygodniu od zbrodni aresztowano siedmiu podejrzanych Włochów, ale już ich zwolniono.

>>><<<

Przypominają mi się zachwyty znajomych (sama byłam tylko w Bratysławie) – jak przepięknie na południe od naszej granicy, jacy gospodarni ci Słowacy! Jak Niemcy. A jeszcze w latach 90-tych, za rządów Mecziara, który izolował kraj od świata zachodniego, przyzwalał na łamanie prawa i konstytucji, Słowacja ciągnęła się w ogonie byłych demoludów. Za to przez ostatnie 20 lat kraj pięknie się rozwinął. Mały kraj, w którym funkcjonuje duża włoska komuna.

Byłam niedawno na sporej imprezie urodzinowej w malutkiej knajpce, w Bydgoszczy. Beznadziejna lokalizacja, za to jedzenie pyszne, ceny wysokie. Numer jeden na liście bydgoskich pizzożerców. Właściciel, prawdziwy Włoch, przysiadł na schodkach i pobrzdąkał dla nas na gitarze. Spytałam go później, skąd jest i czemu akurat Bydgoszcz. Okazało się, że pochodzi z Turynu, knajpkę założył dwa lata temu. O. Burmistrz Turynu postanowił dwa lata temu, równolegle z Mediolanem, wyprowadzić na ulice wojsko – do walki z mafią, w ramach akcji popieranej przez panią minister obrony. W efekcie „Strade sicure” („bezpieczne ulice”) w Rzymie liczba przestępstw miała zmaleć o 30% (!).

Roberto opowiedział mi, że zakochał się w bydgoszczance jeszcze w Turynie. Przyjechali razem do jej rodzinnego miasta, aby córeczka miała kontakt z dziadkami. Nauczyciel religii z zawodu (to wiem z prywatnego śledztwa), szybko znika z mojej listy podejrzanych.

>>><<<

‘Ndrangheta działa międzynarodowo od dawna. Na początku poprzedniego stulecia zadomowiła się w USA. W Kanadzie operuje głównie w Toronto, bo tamtejsze banki są bardzo wygodne do wpłacania lokat niewiadomego pochodzenia (przepisy dotyczące tajemnicy bankowej). W Szwajcarii działa kilkuset członków ‘Ndranghety, kilkunastu aresztowano dwa lata temu wskutek m.in. podsłuchów założonych w klubie miłośników boccia. Syn premiera Malty był zamieszany w aferę nielegalnych gier hazardowych, której nitki prowadziły do włoskich komórek ‘Ndranghety. Kolejny raj w byłych demoludach to Niemcy – na wschodzie, nad Bałtykiem, w Turyngii i Saksonii działają hotele, restaruacje pozakładane przez włoskie rodziny. Sieć ‘Ndranghety w Niemczech jest podobno zadziwiająco gęsta, dobrze rozwinięta.

Jeszcze Holandia, Belgia, no i oczywiście Ameryka Południowa.

Wszędzie podobny schemat: firmy-atrapy, byle przepuścić przez jakąkolwiek legalną strukturę strumień gotówki płynącej z Włoch. W śledztwach słyszy się uzasadnienie, że „przyjęto gotówkę, bo tak było wszystkim wygodniej”.

Jeszcze raz: restauracje, bary, kluby, hotele. Kochamy Włochy i Włochów. Czyż nie?

>>><<<

W 2011 włoska łajba utrzymała się na powierzchni, zatonął natomiast będący u steru Berlusconi. Czy raczej zanurkował. Niestety, znów wypłynął na powierzchnię.

Przestępstwa podatkowe, bunga bunga z nieletnimi i wiele innych przewinień nie były w stanie pogrążyć polityka jego kalibru. W przypadku Ignazio Marino, burmistrza Rzymu, wystarczyły wysokie rachunki na kartach kredytowych. Odsłużył dwa z pięciu lat kadencji i poleciał. A przecież ścigał rzymską mafię. Zbyt skutecznie? Jego goście zadziwiająco zgodnie twierdzili, że nie brali udziału w obiadach służbowych.

>>><<<

Włosi dwukrotnie rzadziej niż Polacy wyrażają zadowolenie z przystąpienia do UE. A przecież należą do jej współtwórców i są ciągle w ścisłej gospodarczej czołówce – po Brexicie będą numerem trzy.

Więcej niż połowa młodych Włochów mieszka u mamy. Cóż – za lajki z fejsbuka nie da się wynająć mieszkania.

W mojej niewydanej książce była premier Szydło siada pewnej czarnej niedzieli przed kamerami (do wykonania tej właśnie czarnej roboty trzymano ją tak długo blisko centrum wydarzeń). Przemawia do narodu, po czym wstaje i składa w kostkę unijną flagę. We Włoszech zrobił coś podobnego dwa lata temu ówczesny premier Renzi – w realu. Polecił usunąć symbol unijny z sali konferencyjnej. Premier z Partii Demokratycznej, która wcale nie gra przeciwko Unii.

Najlepsze, że Berlusconi w obecnym układzie sił jest dla Brukseli najpewnejszym partnerem. A czym jest Unia dla niego?

Otóż… Berlusconi zamierza ściągnąć z powrotem do Rzymu na stanowisko premiera Antoniego Tajaniego, szefa europarlamentu, mało wyrazistego następcę Martina Schulza. Zakładali razem, Berlusconi i Tajani, Forza Italia w latach 90-tych. Nazywaną „partią osobowości”, szczególnie telewizyjnych, bardziej niż wartości czy idei programowych. Tajani, chadek z krwi i kości, od lat usiłuje zabłysnąć na brukselskich salonach (wcześniej aktywny jako komisarz) – szczególnie przed kamerami. Ma robić dobry PR swojemu partnerowi w interesach, Berlusconiemu. Jest jego człowiekiem – w Brukseli. „Bella figura”, mówią o nim, nic więcej. Albo „typowy partyjny aparatczyk”.

W sporze między Ryszardem Czarneckim a Różą Thun próbował Tajani swoich talentów negocjacyjnych – spotkał się z obojgiem za zamkniętymi drzwiami, pragnął bardzo wyciszyć konfilkt. Nie udało się. Tym razem europarlamentarzyści nie posłuchali szefa i zagłosowali za usunięciem wiceprezydenta Czarneckiego ze stanowiska.

Innym przykładem zrywu Tajaniego do walki był sprzeciw wobec decyzji, aby po Brexicie przenieść European Medicines Agency z Londynu do Amsterdamu zamiast Mediolanu (rodzinnego miasta Berlusconiego). Nagły poziom aktywności, list do Junckera, spotkanie w sześcioro oczu z Berlusconim. No, no, no. Ile starań.

Duet Berlusconi-Tajani porównywany jest do par Kaczyński-Duda (politico.eu) czy Putin-Miedwiediew.

Podobno Tajani preferowałby urząd prezydencki, jeśli już ma opuścić Brukselę. Gdyby miał coś do powiedzenia.

>>><<<

Co na to ci, którzy wieszczyli w 2012 „koniec ery Berlusconiego”? Mówili „Berlusconi, game over”? Cóż, można im odpowiedzieć pewną zgrabną metaforą: ktoś zauważył, że Silvio ma dziś więcej włosów niż w latach 90-tych, kiedy wkraczał na polityczną scenę.

Berlusconi ewidentnie dojrzał swoją szansę w układaniu się z Brukselą i „wyrósł” na sprawnego mediatora pomiędzy unijną biurokracją a włoską sceną polityczną (i mafijną?). Nie mówi nie unijnej walucie, uchodźcom, nawet zabiera głos w gorącym ostatnio we Włoszech sporze o szczepionki.

Zresztą na uchodźcach można zbić niezły interes. Dopłaty unijne niekoniecznie trafiają do rąk uciekinierów z Afryki Północnej, w każdym razie nie w całości. Tak jak inne subwencje, na dowolnym szczeblu. Włochy to przecież kraj niezliczonych pośredników.

Na Sycylię jeździ regularnie mój kolega, Mariusz Śmiejek. Przygotowuje fotoreportaże o faktycznej sytuacji uchodźców. https://www.socialdocumentary.net/exhibit/Mariusz_Smiejek/4298

>>><<<

Mafia to męska sprawa.

Władza to męska sprawa?

Przecież rządzą nami coraz częściej kobiety. Merkel, May. Szydło.

Czy może umalowane panie przy mikrofonie, ubrane w korale i broszki, to… kukły? A panowie w lepiej lub gorzej skrojonych garniturach? Też kukły?

Bo w telewizorach rzadko widzimy tych, którzy naprawdę rządzą światem. Ale poczekajcie. Przyjdzie Berlusconi i to się zmieni.

 

 

Korzystałam z materiałów:

Die Zeit” – „Der Deserteur” von Roberto Saviano (17/03/2011, 12/2011)

Die Welt” – „Wo die Mafia täglich Zugang zum Regierungschef hat” (1/03/2018, online)

oraz

politico.eu

Tygodnik Powszechny”, „Newsweek”, onet.pl

Money Week” (16/02/2018, 883)

3 Komentarze

3 thoughts on “Diamenty są wieczne. I mafia, i Berlusconi też!

  1. Taki traf – wczoraj, gdy czekałam przy kompie na Twój tekst, a Trójka mi grała, słowa włoskiej korespondentki w audycji „Raport o stanie świata” (w związku z tym, co się stało/dzieje na Słowacji):
    „Mafia wyciągnęła naukę z lat 90. Po co ma walczyć z państwem, skoro może je kupić. Włoska polityka jest najtańsza na świecie.”

    Zuza, a Ty gdzie się pchasz? 😉 Cały świat w mafijnych mackach. Janek kazał Ci uważać.

    Polubione przez 1 osoba

    • Hanuś, inaczej nie potrafię. 🙂 Tak jak kocham Włochy, kulturę, język i ludzi, tak muszę o nich czytać, poznawać głębiej, wyciągać z rozmówców co nieco. Odkrywanie ciemniejszej strony Italii jest smutne, tak. Ale organizacje przestępcze to historia stara jak cały nasz świat.

      Wczoraj w czasie eventu, który odbywał się w pubie, spytałam mojego ulubionego barmana, Włocha, czy już głosował. Chłopak ma trzykolorowe włosy i kolczyki w tylu miejscach, że nie sposób spamiętać. „Ja? Głosować? Nigdy!” – powiedział. „Ale gdybyś miał wybierać, to co? Chyba nie Berlusconi?!” – indagowałam cierpliwie. „Berlusconi! Pff! Mafia.” – obruszył się. O mało nie ulał piwa ze szklanicy (dla męża, ja piłam colę, bez diamentów 😉 ).

      Takie to są te moje „włoskie” historie. 🙂

      P.S.
      Miłosz powiedział, że gorzej mi wychodzą teksty, kiedy piszę bardzo emocjonalnie. 😦

      Polubienie

      • Fajne są Twoje włoskie (i nie tylko) historie. Pisz, Zuza, pisz. Emocjonalnie też możesz. Nie jestem pewna, czy Miłosz ma rację. ❤

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: