Czy Bóg ma płeć?

God

Był upalny, sierpniowy dzień. Spacerowałam samotnie brzegiem Zatoki Gdańskiej. Miałam na sobie zwiewną sukienkę w kolorach tęczy. Moich opalonych ramion dotykały podmuchy ciepłej bryzy. Cieszyłam się chłodem mokrego piasku pod stopami. Robiłam zdjęcia.

Wokół pustka. Gdzieś w oddali miniaturki plażowiczów, przede mną jedna dyżurna mewa, zapatrzona w słoneczne plamki na srebrzystej tafli morza. Nagle dojrzałam ruch, pod wydmami. Plaża w Piaskach jest bardzo szeroka. Dwie niewielkie postaci biwakowały pod urwiskiem, daleko od wody. Od stóp do głów w bieli. Przystanęłam, aby wyostrzyć wzrok, zaciekawiona zarówno kolorem, jak i kompletnością ich odzienia. Termometry wskazywały rano ponad trzydzieści stopni w cieniu.

Zakonnice. Wyciągnęłam z worka smartfon, zrobiłam szybko jedno zdjęcie. Żadnego kadrowania ani sprawdzania, jak wyszło. Zaraz ruszyłam dalej.

Bałam się. Jak w dzieciństwie – siostry katechetki na zajęciach religii dla przedszkolaków, księdza w kościele. Boga.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że i one się boją. Dlatego nie odsłoniły głów, nie pozwoliły pięknym włosom zatańczyć na wietrze. Może były łyse, ale to wiem dopiero dziś. Podobno wiele z nich goli głowy, pocące się pod nakryciem przez okrągły rok.

Nie znałam książki „Zakonnice odchodzą po cichu”. Nie zastanawiałam się, skąd w nich tyle siły, determinacji, a zarazem rezygnacji z siebie, pozwalającej wytrwać w ślubach zakonnych. Nie wiedziałam, jak wielką rolę w tych procesach odgrywa lęk. Boją się – być nieposłuszne. Są łamane, czasem się nie poddają. Wtedy odchodzą, aby wierzyć poza klasztorem. I boją się jeszcze jednego: co powiedzą ludzie. Choć mówią, że odeszły od Kościoła, nie od Boga.

Boją się Boga, bo jest mężczyzną? Ciągle go kochają, nie potrafią przestać. Wszystkie kochamy naszych mężczyzn, lękając się ich zarazem. Taka nasza natura. Nasza wiara, że każdy mężczyzna to mały, osobisty bóg.

I oczywiście wierzymy gorąco, że Bóg jedyny, wszechmogący to mężczyzna.

Kiedy wspomniałam dwóm czy trzem znajomym, że chciałabym napisać o Boskiej płci na krótko przed Dniem Kobiet, tylko moja przyjaciółka była za. Trudny temat? Niezręczny, niebezpieczny? Nie mam tego rodzaju zahamowań. Nie jestem walczącą feministką. Przeciętną żoną z dwudziestopięcioletnim stażem małżeńskim. Katoliczką? Dawniej chodziłam, z czasem już tylko chadzałam do kościoła. Teraz wchodzę doń, kiedy jest pusty.

Na kursie literatury w USA musiałam napisać esej „Bóg jako postać literacka”. Nie sprawiło mi to większej trudności. Cieszyłam się z bardzo dobrej oceny. Kiedy podzieliłam się dobrą wiadomością z mamą w Polsce, zaniemówiła przy telefonie (sama byłam już wtedy mamą kilkuletniej córki). Potem mieszkaliśmy w Kanadzie – w polskim kościele w Ottawie kobiety pełniły posługę lektorską, czytając Słowo Boże. Coś dla nas naturalnego, opowiadane w Polsce było małą sensacją. W Niemczech działo się jeszcze więcej – kobiety nie tylko służyły do mszy, również udzielały komunii. Na to mama zareagowała ostro, podpierając się autorytetem koleżanki: „Irenka powiedziała, że niemożliwe, aby wasz kościół był katolicki. Sprawdź jeszcze raz, Zuzanko, czy przypadkiem to nie sekta.”

Dziś mama z Irenką siedzą sobie na chmurce, trzymając się za ręce, ubrane w nocne koszulki – taką wersję opowiadamy wnukom. Nie chcemy straszyć dzieciaków, nie zmuszamy do klepania paciorków za duszę świętej pamięci prababuni. Pozwalamy kłaść babeczkę na jej grobie przed Wielkanocą. Niech myślą – te, które chcą nas słuchać – że w Niebie panuje samo dobro i… matriarchat.

Strach przed Naturą, jej niepojętymi siłami, gwałtownością, przyczynił się do powstania w zamierzchłych czasach wierzeń w bóstwa kobiece. Matka Natura to Bóg Matka. Matko nasza, któraś jest w niebie… która dajesz i zabierasz życie. Dajesz zdrowie, dobrą pogodę, karmisz płodami. Matko Ziemio.

Idąc tym tokiem rozumowania, badacze religii nie widzą w Starym Testamencie zapędów mizoginistycznych. Nadanie biblijnemu Bogu płci męskiej to wyniesienie go ponad naturę (nieprzypadkowo napisaną już małą literą). Przeciwstawienie Boskiej transcendencji (Boga Ojca) immanencji (Bogini Matki) wobec natury. Nazywanie biblijnego Boga Ojcem nie ma na celu zbliżenia go do ojców ziemskich, naszych praojców, mężczyzn.

Ale to tylko jedna z teorii.

Przecież Bóg Ojciec ma Syna, we wcieleniu ludzkim staje się mężczyzną. Jest jeszcze teoria o nieprzypadkowości objawienia się w kulturze patriarchalnej. Gdyby Bóg zechciał uczynić inaczej, uczyniłby inaczej. A jednak objawił się w czasach biblijnych, kiedy kobiety nie tylko nie posiadały niczego, lecz były posiadane – przez mężczyzn.

Już długo milczałem, nie odzywałem się, powstrzymywałem się; lecz teraz jak rodząca będę krzyczeć, będę zawodzić i skomleć.

(Księga Izajasza 42, 14)

Tutaj możemy (my, kobiety, i ci z mężczyzn, którzy sprzyjają sprawie rozważania Boskiej płciowości) szukać pociechy – metaforyka biblijna, ta odnosząca się do Istoty Boskiej, czerpie zarówno z męskości, jak i kobiecości, czyni to wielokrotnie, konsekwentnie, nie pozwalając tym sposobem stwierdzić jednoznacznie, że Bóg jest mężczyzną.

Jest nim bardziej w krajach, których język wymaga nadania podmiotowi płci. Należy do nich Polska. Po angielsku powyższy fragment brzmiałby:

For a long time I [God] have kept silent, I have been quiet and held myself back. But now, like a woman in childbirth, I cry out, I gasp and pant.

(Isa. 42:14)

Rozważając język czy metaforykę używane do opisywania Istoty Boskiej, warto pamiętać, że to tylko narzędzia opisowe, mające przedstawić nasze jej doświadczanie, zrozumienie. Pamiętajmy, że mówimy o Bogu! Bóg stoi ponad zaimkami.

Poza tym Bóg to istota duchowa, pozbawiona cielesności, a co za tym idzie – płci. I my, jego dzieci, utracimy wymiar płciowy, seksualny, u progu wieczności. Tylko co z Boskim gender? Kogo widzimy, myśląc: Bóg? Mężczyznę, prawda? Brodatego starca? Bo Bóg ma w naszych oczach płeć kulturową.

Niemcy poświęcili temu tematowi wystawę „Bóg kobiecy”, z podtytułem „Ukryta strona biblijnego Boga”, zorganizowaną przez Muzeum Diecezjalne w Bambergu. Bogata kolekcja 250 eksponatów, przedstawiających wizerunki boskie na przestrzeni dziesięciu tysięcy lat mogła się cieszyć patronatem arcybiskupa archidiecezji bamberskiej. W jakim stanie ducha wychodzili odwiedzający muzeum? Pokazano im wizerunki bóstw kobiecych z ogromnej czasoprzestrzeni, uwieńczone współczesnym nam, Maryjnym. To wskazanie na ciągłą tęsknotę za Bożą kobiecością.

W modlitwie wyrażamy się co prawda poprawnie „Matko Boża, módl się za nami”, ale już w języku potocznym mówimy „Matka Boska”. W Polsce, kolebce kultu Maryjnego, ta tęsknota za opieką Matki Boskiej/Bożej jest bardzo silna; czy dziwi kogoś to zjawisko, umieszczone w samym centrum silnej patriarchalnej kultury?

Mieszkam obecnie w Anglii. Tutaj każdy wikariusz dostaje zadanie napisać esej: Bóg i feminizm. Debata na temat płci Boga w liczącym 27 milionów wiernych kościele anglikańskim trwa od dawna. W latach siedemdziesiątych dopuszczono ordynację kobiet; po gorącej debacie poprzedzającej to wydarzenie część wiernych opuściła kościół i przeszła na katolicyzm. Dziś kobiety-kapłanki odprawiają Liturgię „in persona Christi” – „w osobie Chrystusa”, a od przełomowego roku 2015 przybywa kobiet-biskupów i arcybiskupów.

W kościele katolickim przemilcza się najchętniej odejście od kapłaństwa kobiet(!!), które według historyków miało miejsce aż do średniowiecza (według różnych źródeł było praktykowane do XII lub XV wieku). Wskazują na to m.in. zapisy kronikarskie oraz malowidła kościelne. Zjawisko zaniknęło wraz z rozwojem mizoginii.

Dlaczego w polskich zakonach żeńskich panują do dziś średniowieczne obyczaje?

Bałam się książki Marty Abramowicz. Pożyczyła mi ją koleżanka z Londynu, praktykująca feministka. Spodziewałam się sensacyjnych opowieści o ciążach, gwałtach i Bóg wie czym. Mam i zawsze miałam duży szacunek dla dziewcząt, które decydowały się służyć Bogu w habicie. Ale „Zakonnice odchodzą po cichu” to mądra, wyważona lektura, w przejmujący sposób opowiadająca o losie tych, którym się nie udało. To studium zwątpienia i rezygnacji kobiet, które postanowiły ofiarować się Chrystusowi, tragedii i krzywd, jakich doznają w imię fałszywie rozumianego posłuszeństwa.

Dlaczego sytuacja tych dziewcząt, zagubionych, znieważanych, osamotnionych w swoich rozterkach kojarzy się z sytuacją małżeńską wielu z nas?! Kluczem do zrozumienia złego losu kobiet jest właśnie posłuszeństwo, którego jeszcze w XXI wieku nie śmie zastąpić dialog!

Świat poszedł do przodu, wiele się zmieniło po Soborze Watykańskim II, postulowano zakaz kar fizycznych w zakonach, zerwanie z obrazem zakonnicy śpiącej na wznak, bez poduszki, z rękoma na kocu, noszącej w pokucie za nieposłuszne myśli mokry ręcznik między nogami.

Marta Abramowicz poświęca jeden rozdział pracom Eugena Drewermanna, nazywanego Lutrem XX wieku. Reformatora uciszono, pozostały jego publikacje. Według tez Drewermanna Kościół zajął miejsce sumienia, posłuszeństwo wobec instytucji ma być rozumiane jako posłuszeństwo wobec Boga. Najbardziej skrzywdzonymi ofiarami władzy absolutnej Kościoła są zakonnice, które mają mniej wolności niż więźniowie – nie wolno im oglądać filmów, sztuk teatralnych, czytać książek czy gazet, których nie zaopiniowała przełożona. Również jednolity ubiór czy wielogodzinne odmawianie litanii czy różańców ma pozbawić „służebnice Chrystusa” własnej tożsamości. Śluby posłuszeństwa składane są z lęku, nie z ufności Bogu.

Czy pochwalałby to wszystko sam Bóg Ojciec? Na pewno wizerunek surowego, wymagającego Ojca łatwiej skojarzyć ze skutecznym mobbingiem w świecie za murami. Dlaczego idea maczoizmu, obecna dziś w korporacjach, zwalczana wewnętrznie przez samych mężczyzn uwikłanych w struktury patriarchalne, ciągle pokutuje w polskich zakonach żeńskich? O dramatach sióstr opowiadają zakonnicy, którzy między innymi jako spowiednicy mają dostęp do najsmutniejszych, najstraszniejszych historii. Zgromadzenia zakonne na całym świecie zreformowały się, a Polska to skansen cierpiętnictwa, wręcz niewolnictwa, poddawania się woli kleru męskiego, usługiwania księżom, żądającym skarpet sprasowanych w kant i osobnych, lepszych obiadów, wysłuchującym spowiedzi tylko w prywatnym pokoju, z siostrą na łóżku!

Czemu w świecie zakonnym, który mógłby przyjąć zupełnie inną, jakże piękną matriarchalną postać kobiecej komuny, konserwuje się strach przed Bogiem Ojcem? I przed surową matką przełożoną, która służy za prawą ręką Najwyższego w wymierzaniu sprawiedliwości.

Po lekturze „Zakonnic” (którą serdecznie polecam) nie mam najmniejszych wątpliwości, że spytać o płeć Boga to nie grzech. Wręcz przeciwnie, obowiązek nas wszystkich, a przede wszystkim kobiet.

Joanna (16 miesięcy w zakonie):

Kiedyś wierzyłam w Boga chrześcijańskiego, trójjedynego, żywego, miłosiernego, który jest miłością i dobrocią. Myślałam, że mogę z Nim nawiązać kontakt.

Teraz nie mam pewności, czy istnieje. Ale jeśli tak, to nie jest patriarchalnym Ojcem, który skazał Syna na śmierć. Nie uważam, że oddać za kogoś własne życie to szczyt miłości. Miłość, Bóg nie wymaga krwawych ofiar, nie ma płci, jest ponad moje wyobrażenie o Nim – niepojęty.

Abramowicz M., „Zakonnice odchodzą po cichu” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016, str. 208)

2018-03-11

 

Korzystałam z:

„The Telegraph”

„Die Welt”

„Tygodnik Powszechny”

„Abramowicz M., „Zakonnice odchodzą po cichu” (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016)

2 Komentarze

2 thoughts on “Czy Bóg ma płeć?

  1. Znam jedną dziewczynę, która wystąpiła z zakonu. To był jakiś zakon o surowej regule, nakazujący na wstępie wnieść opłatę i zakazujący kontaktów z rodziną (ale nie te betanki z afery w Kazimierzu, historia, do której nawiązuję, jest późniejsza).
    Nie odeszła od Boga, ale też nie odeszła od Kościoła (tzn. w sensie najpodstawowszym – nadal widywana jest na mszach). Odeszła z zakonu. Nie wiem, jakie były jej motywacje.

    Nie rozumiem też swoim rozumkiem człowieka małej wiary, dlaczego odchodzące boją się, co powiedzą ludzie. W dobie ujawniania afer w Kościele, pedofilskich, finansowych, mafijnych, myślę, że ludzie z większym zrozumieniem czy wręcz z aprobatą przyjmują odejście z zakonu niż wstąpienie doń.

    Dzięki za serdeczne polecenie, lecz – przepraszam – jakoś nie mam ochoty na lekturę.
    Więc mądrzę się, nie znając książki „Zakonnice odchodzą po cichu”. 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Myślę, Haniu, że ci sami ludzie, którzy mają w sobie dość hipokryzji, aby przemilczać wspomniane przez Ciebie afery lub traktować je jako antykościelny spisek, będą z takim samym zapałem hipokryty stawiać siebie wyżej od dziewczyny, która spróbowała życia zakonnego i poddała się.

    Ja nie znam żadnych byłych zakonnic. Opieram się wyłącznie na tekście. Nie sięgnęłabym po niego z własnej woli, gdyby koleżanka nie wsadziła mi książki dosłownie do ręki. Ale nie żałuję, że czytałam. I absolutnie nie nakłaniam do lektury. Mnie dała do myślenia, wypisałam się tutaj, więcej nie mam potrzeby roztrząsać tematu. Dzięki, że się odniosłaś. 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: