Cudze kradniecie, swego nie znacie

chr

 

 

To ja kradnę cudze – fragment artykułu Ziemowita Szczerka.  Sięgam po pomoc, pisząc o Chrystusie Królu Wszechświata ze Świebodzina, bo nigdy tam (przy nim? pod nim? u jego stóp?) nie byłam. Czyli nie znam swego – polskiego, katolickiego folkloru. Ale planuję poznać niebawem.

Migał nam na ekranach telewizorów w czasie Mundialu Chrystus Odkupiciel z Rio de Janeiro. W Rio też (jeszcze!) nie byłam, ale kto by nie znał „szybującego” nad miastem pomnika. Góry, morze i Chrystus. Od 1931 do 2010 roku był najwyższy na świecie. Dopóki mu świebodzianie tej chwały nie ukradli! Cristo Redentor to rzeźba w stylu Art Deco, do której powstania również przyczynił się Polak – francuski rzeźbiarz polskiego pochodzenia, Paul Landowski. Złożył się na nią cały brazylijski naród i też stała się z czasem symbolem całej Brazylii, nie tylko brazylijskich chrześcijan. Typowy landmark, odwiedzany przez miliony turystów. Genialnie usytuowany, pięknie korespondujący z położonym u jego stóp Rio. Gdzieś pomiędzy niebem a ziemią.

Ten świebodziński odpowiednik stanął sobie ot tak, jak to mówią, w szczyrym polu. A i tak zyskał sławę na całym świecie, właściwie dzięki swojej koronie, bo bez niej byłby za niski, żeby z innymi gigantami konkurować (bez – 33m, z – 36m; brazyliska statua – 30m; peruwiańska – niestety tylko 22m, reszta, 15m, to cokół).

Znów jestem niepoprawna politycznie? No tak. Ale ja nie kpię z takich przedsięwzięć, raczej się ich boję. Bo boję się tego, czego nie rozumiem. Rozumiem piękne kościoły. Może z wiekiem bywam w nich o mniej typowych porach, mam odwagę udawać się wtedy, kiedy są pustawe, na cichą rozmowę z panem B. Kiedy otaczają mnie mury na przykład strzelistej, gotyckiej świątyni, nie zadaję sobie pytań, kto i dlaczego ją zbudował. Za czyje pieniądze i czy było warto. Ale takie „pomniki wiary” jak ten świebodziński nie są dla mnie jasne. Nie inspirują do zamyślenia nad czymkolwiek. Ani nad sobą, ani nad światem… No chyba że?

 

Ale o tym już Ziemowit Szczerek:

 

Chrystus świebodziński, jak gigantyczny biały upiór z siatkobetonu, zawisł nad całą okolicą, nad polami zielonymi i łąkami umajonymi, nad kolorowo malowanymi blokami i obrzępolonymi kamienicami. Koło Tesco. Do Tesco trzeba skręcić w lewo, na prawo – do Jezusa. Lokalny dowcip brzmi: Kiedy w Świebodzinie wybudowano Tesco? Pięć lat przed Chrystusem.

Sam Świebodzin: zaszyldzone, przyszarzałe miasteczko, z pomniczkiem Czesława Niemena siedzącego na ławce w rynku. Gdyby żył i naprawdę tak usiadł, z tymi długimi włosami, w tym kapeluszu i w dzwonach, to lokalne dresy mogłyby się nim zająć. Kręcili się tutaj, w okolicy, jak młode drapieżniki: to przeciągali się leniwie w słońcu, rozwaleni na ławkach, to śmigali, napięci i czujni, od pierzei do pierzei, pokrzykiwali na „frajerów” i na „dupy”. Byli podpici mimo wczesnej pory.

Niedaleko stąd stoi bar Havana, z tarasem desperacko doklejonym do ciągu handlowych bud, wychodzącym na miks klepiska i polbruku. Ten bar jest jak pomnik kultu cargo mający przyzwać tutaj, do Świebodzina, radosną karaibskość. Ale nie przyzwał. Tu jest ciężki wschód. Niemiecka architektura i urbanistyka, którą przywaliły polska szyldoza, kiczoza i nieogarnięcie, wyglądają jak dawno zapomniany ślad po zaginionej cywilizacji. A za symbol nowej cywilizacji, tej, która przyszła, robi właśnie sterczący nad miastem Jezus. Biały niczym Pałac Kultury zaraz po zbudowaniu; symbol nie tyle polskiej mocy, ile niemocy właśnie. Wielki symbol polskiej klęski, polski wrzask, że w porządku, może i nie możemy poradzić sobie z tym, co pozostawili Niemcy, ale za to wbijemy w błoto taki totem, jakiego świat nie widział.

(Szczerek, Szymon, Chrystus nad Zigarettenlandem, „Polityka”, 2014, numer 28, s.58-59)

No cóż. Pisać tak dobrze jak Ziemowit Szczerek nigdy nie będę (choć szczera raczej jestem, czasami do bólu). Ale do Świebodzina pojadę, żeby się przekonać na własne oczy! Za kilka tygodni mam zamiar odwiedzić koleżankę z Lubniewic, więc skoczymy i do Świebodzina. Przy okazji zrobimy zakupy w Tesco, bo będziemy już na wylocie z Polski. Ciekawe, czy znajdę malutkie chrystuski do kupienia?

Nie, poważnie, spróbuję to zrozumieć. Bo boję się tego, czego nie daję rady pojąć.

chrystus rio chrystus swiebodzin

 

P.S.

Zdjęcia też kradzione 🙂

4 Komentarze

4 thoughts on “Cudze kradniecie, swego nie znacie

  1. Hania

    O ja cie!!! Dlaczego dopiero teraz to widzę? A Ty mi ani słówkiem nie bąknęłaś…
    Otóż:
    1. Janek to świebodzinianin! Oczywiście w przeszłości, z urodzenia i długich lat tam mieszkania. Zawsze żartował, że pochodzi z miejsca przecięcia się tras Lizbona-Władywostok i Sztokholm-Praga. A teraz jest spod Króla Wszechświata… Który to kolos z początku zatwierdzony był architektonicznie jako… mała architektura ogrodowa. Ale jego pomysłodawca (oszczędzę Ci opinii mojego męża) był skuteczny i dopiął swego. Owszem, to jest promocja Świebodzina. Owszem, już zaczyna być miejscem kultu, przybywają tam pielgrzymki etc. Ale nic to wspólnego nie ma z prawdziwym, duchowym kontaktem z panem B. Absolutnie masz rację. Jest wręcz przeciwnie – to przejaw ludzkiej pychy. Tyle że w przeszłości wielkie katedry też czasem fundowali pyszni wielmoże, załatwiając sobie w ten sposób odpust i spokój duszy. A służyły i służą maluczkim. Więc też rozdarta jestem w ocenie jak Ty.
    2. Ziemowit Szczerek. Czytaliśmy ten jego reportaż z Ziemi Lubuskiej, zżymając się z lekka. Ma świetne pióro, fakt, ma prawo do swojego oglądu, ale… Młody jest. Skąd np. mógł wiedzieć, że Czesław Niemen wielokrotnie w Świebodzinie bywał, bo tam mieszka jego bliska rodzina (kuzyni), i dzięki temu miejscowy dom kultury i miasto zyskały parę fajnych koncertów znanego artysty? I „lokalne dresy” co najwyżej okazałyby mu szacun. Zresztą w tamtych czasach Świebodzin bardziej był miastem kontaktów z wysoką kulturą niż „dresów”. Więc ławeczka Niemena w Świebodzinie uzasadnienie ma jak najbardziej. A że jest w naszych stronach także szyldoza, kiczoza i Zigarettenland? A gdzież ich nie ma? Najbardziej nie podobały nam się słowa o przywalonej kiczem niemieckiej architekturze. Na wschodzie Polski kicz przywala chaty kryte gontem. Skoro ktoś koniecznie chce widzieć tylko kicz… Szczerek pisząc reportaż chciał udowodnić zamierzoną tezę i to mu się, owszem, udało. Jak na kogoś, który to spenetrował ptakiem przelotnym tu goszcząc…. Tubylcy mają nieco inne zadnie. 😉
    Po przeczytaniu tego tekstu mieliśmy nawet ochotę napisać do autora, ale to akurat podczas spływu litewskiego było, co sobie nastrój psuć! Machnęliśmy ręką, zresztą raczej nie piszemy do gazet. I nagle bolesna struna znów została potrąconą. 😉
    No. To tu się wypisałam 🙂

    Polubienie

  2. Haniu! Twoje wyjaśnienie na temat Niemena arcyciekawe. I faktycznie, dopełnia obrazu. Ale.. tak to już jest, widzisz. Młodziki, laicy, debiutanci i kto tam jeszcze naciągają rzeczywistość do swojej koncepcji tematycznej. Ja też tak grzeszę, i to nie raz. Choć Szczerek to teraz pierwsza liga! Mógłby może bardziej uważać, bo jak nie, to trafi na Hanię! 🙂
    Co do jego opinii o Zigarettenland… Ano, naciąga strunę pod czytelnika. Chyba postaram się o jego książkę o Ukrainie, wtedy dowiem się, co myśli o tamtych stronach.
    Wyobraź sobie, że pod Chrystusem Królem Wszechświata spędziłam TO popołudnie, które miało być poświęcone Lubniewicom. Już po napisaniu tekstu na bloga, i co? Nie zmieniłabym ani linijki. Potwierdziły się moje obawy. Miejsce upiorne pod każdym względem. Architektonicznie i spirytualnie – dno. Zresztą inni „pielgrzymi” byli tego samego zdania. Masowo się fotografowali, co wcale nie jest łatwe, bo objąć kamerą takiego olbrzyma..? 🙂
    No ale temat do pisania jest. Jak znalazł 🙂

    Polubienie

  3. Hania

    Na temat TEGO popołudnia wypowiem się na priv, bo tu nie miejsce na wymówki. 😉
    Co do kolosa zaś – jeszcze parę słów. Projekt był zupełnie inny, ale nie spodobał się pomysłodawcy. Pisze o tym Kazimierz Gancewski w swoich książkach o Świebodzinie. Może byłby ów Król mniej toporny i socrealistyczny…
    Mniejsza o architekturę. Wieźliśmy wiosną parę młodych autostopowiczów i specjalnie dla nich podjechaliśmy pod pomnik, bo młodzi ludzie byli ciekawi onego, a my przy okazji chcieliśmy się przyjrzeć się z bliska (wcześniej nie czując żadnej potrzeby).
    Młodzi porobili parę fotek, Janek wyszedł na papierosa, a ja, u stóp pomnika się znalazłszy, nawet nie wysiadłam z samochodu, bo z głośników dudniło tam radio Maryja albo jakieś takie, i kicz, komercja oraz brak duchowości aż wyły.
    Tyle. 🙂

    Polubienie

  4. Hania

    P.S. Książka Szczerka „Przyjdzie Mordor…” (bo zapewne tę masz na myśli) prezentowana była w audycji red. Nogasia w trójce, słyszałam fragmenty, za mało, by się dowiedzieć, jak autor widzi Ukrainę, ale wystarczająco, by się zachwycić – ma facet talent. Kudy mi. 😦

    Ale się rozpisałam! Grafomania moje drugie imię. 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: