Spotkanie z gwiazdą, czyli Max Keiser, bitcoin i crowdfunding.

Max

 

23 czerwca 2014 zostałam dziennikarką! M namówił mnie do udziału w spotkaniu z jego ulubionym gwiazdorem RT – Maxem Keiserem. Emitowany w Russia Today „The Keiser Report” istnieje od 2009 roku, tygodniowo ma 3×30 minut czasu antenowego i 20 milionów widzów. Tematyka: analiza rynków finansowych.

 

Potencjalnie wielka nuda. Ale lubię czasem rzucić okiem, nie tylko, aby sprawić radość mojemu M. Max ma charyzmę, talent aktorski, jest urodzonym i szkolonym showmanem (ukończone studia teatralne na NYU, kariera stand-up komika, radiowca, filmowca etc. w USA). Do tego doświadczenie brokerskie. Ciekawa kombinacja. Nie jestem wielką fanką, ale lubię go. Więc poszłam.

 

Przygotowałam się starannie – arcywygodne, niemieckie mokasyny, bom uparta jak osioł i ze stacji London Bridge zrobiłam sobie długi spacerek do klubu na Hatfields, gdzie odbywało się spotkanie, w ramach zwiedzania nowych zakątków miasta. A że pociąg miał, jak zwykle w godzinach szczytu, lekkie opóźnienie, spacerek zamienił się w sprint i mokasyny kolejny raz musiały zdać trudny egzamin. Na miejsce dotarłam rumiana, spocona i zestresowana. Jak na prawdziwą dziennikarkę przystało. Przytargałam też ze sobą porządny aparat, ale nie udało mi się zrobić żadnego dobrego zdjęcia, bo jestem zbyt nieśmiała, żeby wyjść na środek sali i pstrykać. Wzięłam długopis, ale zapomniałam notesu. Przede mną jeszcze długie lata dziennikarskiej nauki.

 

M siedział już w pierwszym rzędzie, nie dalej niż trzy metry od gwiazd – Keisera i jego żony, Stacey Herbert, też dziennikarki RT. Wokół nas pusto, jakoś nikt nie pchał się do przodu. Tłumek raczej młodych technokratów, głównie płci męskiej, kłębił się przy barku. Oprócz siebie samej naliczyłam tylko trzy kobiety, z tego jedna w wieku iście matuzalemowym i to bardzo aktywna, zadająca mnóstwo pytań – londyńska „pani inwestor”, żądna wiedzy o bitcoinach. Był też dudziarz w kraciastej spódniczce, mocno pod wpływem szkockich lub innych napojów wyskokowych. Ale o jego wyskokach później.

 

Spotkanie zorganizowały UK Digital Currency Association i BankToTheFuture pod wodzą Simona Dixona. On sam i grupa kolegów to zbuntowani bankierzy, byli pracownicy giełdy, funduszy inwestycyjnych, którzy po kryzysie finansowym w 2008 roku nie wrócili do branży na starych zasadach, ale zaczęli szukać alternatywnych ścieżek karierowych i popierać nowe modele finansowe, takie jak bitcoin. Co robi wśród nich Max Keiser?

 

Ale chwileczkę, najpierw muszę opisać, jak WYGLĄDA na żywo nasza gwiazda. Otóż wygląda jak klasyczny, londyński „cool guy”. Niedbała elegancja, wymięty, pasiasty garniturek, tenisówki. Szalona fryzura, stworzona na potrzeby kamer, i te brwi. Są faktycznie odjechane, w realu nawet bardziej niż na telewizyjnym ekranie. Stacey natomiast (mój rocznik!) jest przeurocza! A do tego tak fantastycznie przygotowana do rozmów z Maxem i zapraszanymi do studia gośćmi. Rzetelna, dowcipna, ładna, super-kobieta po prostu.

 

Keiser trafił na Wall Street w czasach, kiedy entuzjazm i kreatywność adeptów giełdowych ceniono bardziej niż uczelniane papierki. Od 25 lat nie rozstaje się ze światem finansów. Jego pierwsze osiągnięcie to współtworzenie systemu do spekulacji w branży filmowej. Dolar hollywoodzki, obstawianie akcji poszczególnych filmów, jak i zwycięzców Oskarów – te i inne elementy składają się na HSE (Hollywood Stock Exchange). Wiem, brzmi równie niepoważnie jak wszystko inne, co wywodzi się z fabryki snów. Ale wbrew pozorom takie zabawy kilkanaście lat temu doprowadziły w czasach późniejszego kryzysu finansowego do ciekawych koncepcji: kryptowalut i crowdfundingu.

 

W podobnym czasie, w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych, miał miejsce pierwszy znany incydent finansowania społecznościowego (crowdfunding). Brytyjski zespół Marillion uzbierał wśród swoich amerykańskich fanów 60 tysięcy dolarów na trasę koncertową. Nie należy mylić tej akcji ze zbiórką publiczną. Fani po prostu zapłacili dużo wcześniej za bilety i w ten sposób umożliwili wystartowanie całej trasy.

 

Chwileczkę, słyszycie…?

 

„Do you remember chalk hearts melting on a playground wall

Do you remember dawn escapes from moon washed college halls”

 

Czyli, gdyby nie pierwsza crowdfundingowa akcja, nie usłyszelibyśmy nigdy pięknej „Kayleigh”?

 

Ach, rozmarzyłam się.. Jednak „Kayleigh” to nasza młodość, połowa lat osiemdziesiątych. W 1997 roku w Marillion brakowało już Fisha i zespół walczył o przetrwanie, stąd potrzeba większego finansowego wsparcia, którego odmawiała im firma fonograficzna.

 

Wracając do Maxa. W ostatnich latach pracował w mediach brytyjskich, ale największą popularność przyniosła mu zawrotna kariera w kontrowersyjnej RT. Telewizji putinowskiej można wiele zarzucić, ale ja ją lubię za to, że, aby wzbogacić swój wizerunek i przyciągnąć liczną międzynarodową publikę, oddaje czas antenowy takim facetom jak Max Keiser czy Julian Assange (twórca Wikileaks, ukrywający się od sierpnia 2012 w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, rzut kamieniem od luksusowego domu towarowego Harrodsa).

 

Max ma na koncie inne, może i szalone, projekty, na przykład powołanie do życia Karmabanque – fundusz hedgingowy, który, zamiast wykańczać słabe, upadające firmy swoją agresywną, spekulacyjną działalnością, zabrał się za stworzoną przez siebie czarną listę rynkowych „szkodników”, takich jak Coca-Cola czy McDonald’s. Wykorzystując moc internetu i możliwość masowych ataków, aktywiści organizują się, aby uderzyć w korporacyjnych gigantów tam, gdzie boli najbardziej: w ceny akcji. Spadają one gwałtownie w wyniku organizowanej masowo tak zwanej „krótkiej sprzedaży”. Uzyskane w ten sposób profity Karmabanque inwestuje w działalność organizacji ekologicznych, które wskazują wcześniej „ofiary” ataku.

 

Innym osiągnięciem Maxa było nakręcenie dla Al-Jazeery filmu o nielegalnych praktykach CIA – o porwaniu z Włoch Egipcjanina, który otrzymał w tym kraju azyl, i przetransportowaniu go do Kairu, gdzie był więziony i torturowany. Akcja finansowana z pieniędzy amerykańskich podatników. Nagłośnienie sprawy skutkowało tym, że oficera CIA skazano we Włoszech na dziewięć lat więzienia, ale oczywiście USA odmówiły ekstradycji. Niemniej – Max Keiser przyczynił się do prób zadośćuczynienia sprawiedliwości!

 

Obecnie Max koncentruje się na popularyzacji kryptowalut i walce z ideą przestarzałej jego zdaniem koncepcji bankowości centralnej. Tym tematom było poświęcone klubowe spotkanie.

 

Co to jest bitcoin, dlaczego Max wspiera tę ideę, dlaczego zgodził się na emisję MaxCoin i co dzieje się w Londynie wokół kryptowalut? Keiser stwierdził w jednym ze swoich programów, że gdyby miał wpływ na zarządzanie finansami Londynu, to przerzuciłby się całkowicie na bitcoin. Londyn bez funta? Czy bitcoin to w ogóle pieniądz? Czemu miałby być lepszy od starych, zaufanych jednostek monetarnych? Takie pytania padały z sali, zamieniłam się więc w słuch.

 

Idea reformatorów systemu finansowego wywodzi sie z przekonania o zestarzeniu się modelu bankowości centralnej,  który ukonstytuował się w Anglii w czasach wiktoriańskich, poprzez Bank Charter Act 1844. Dolar amerykański jako pieniądz fiducjarny („fiat money”), banki centralne operujące poza kontrolą rządów, kryzys 2008 roku – te hasła przewijały się w wypowiedziach Keisera i spółki.

 

Czyżby w Londynie miał szansę narodzić się nowy, bardziej demokratyczny system bankowy, na gruzach mocno skompromitowango w ostatnich latach modelu? Keiser, Dixon i spółka już działają w tym kierunku, na razie małymi krokami – lobbują ustawodawców, wspierają start-upy gotowe bazować na kryptowalutach, organizują spotkania dla entuzjastów bicoinów. Nie żałuję, że mogłam wziąć udział w jednym z nich i poznać bliżej to środowisko.

 

Chciałam w Niemczech założyć biznes. Dzieci odchowane, w moje życie zaczęła zakradać się nuda. Na pracę w swoim – zaniedbanym karierowo przez lata bycia kurą domową – zawodzie nie miałam w małym, niemieckim miasteczku szans. Pomyślałam tak: lubię robić zakupy w internecie. Nie jestem jedyna, sklepy internetowe przeżywają prawdziwy boom. Znam się trochę na informatyce, założę sklep, zrobię fajną witrynę (M pomoże!), mówię po polsku i po włosku, będę sprowadzać jedwabne apaszki z Como we Włoszech i z Milanówka w Warszawie. Genialne? Może. Ja w to wierzyłam. Zabrałam się ostro za planowanie, zgłębianie tajników działania takiego sklepu, napisałam solidny plan biznesowy, porobiłam kursy potrzebne do tego, aby zacząć pierwszą samodzielną działalność gospodarczą. Wiedziałam, że czeka mnie jeszcze wizyta w banku. Nieważne, że M miał zamiar sfinansować całe przedsięwzięcie. Według niemieckich przepisów byłam zobowiązana złożyć w banku plan biznesowy i czekać. Poddać się skrupulatnej kontroli, mimo że nie zamierzałam niczego od nikogo pożyczać. Potrzebowałam tylko konta firmowego. Ten krok na tyle zniechęcił mnie do całej sprawy, że pomysł nigdy nie doczekał się realizacji. Wahałam się długo, aż w końcu wyjechaliśmy. A w Londynie zostałam pisarką.

 

Ale ja tak czy tak zamierzałam stworzyć, na początek przynajmniej, miejsce pracy tylko dla siebie. To nawet nie jest mikroekonomia, to po prostu zabawa w sklep z szaliczkami dla nudzącej się żony. Miałam jednak okazję wczuć sie w to, co czeka małego i średniego inwestora, pomysłodawcę biznesu, który chce rozwinąć skrzydła, zaryzykować, dać pracę innym. Czeka go nieprzyjemny, poniżający czasami proces ubiegania się o błogosławieństwo tłustych bankierów.

 

I dlatego właśnie wymyślono już prawie 20 lat temu crowdfunding. Aby ominąć skostniałe struktury i dać szansę zwykłym ludziom, odbiorcom decydować, czy produkt ma powstać. Sprawdza się to świetnie w przemyśle rozrywkowym. Jeśli artysta ma duże grono wielbicieli, nie musi prosić wytwórni o sfinansowanie kolejnej płyty – nagrywa tak, jak chce, za fundusze pochodzące od fanów. To uproszczone wyjaśnienie crowdfundingu. Stworzono do tego celu specjalne platformy, takie jak IndieGoGo czy Kickstarter. Znajdują się na nich liczne propozycje –   inżynierów , muzyków, plastyków itd. Jeśli przekonają oni „tłum” do swojej idei i zdołają skusić formą zwrotu inwestycji (gotowy produkt, na przykład płyta CD czy akcje nowo powstałej firmy czy inny udział w zyskach) – uzbiera się oczekiwana pula finansowa i projekt może ruszać. Osobiście muszę przyznać, że po przejrzeniu najbardziej popularnych projektów crowdfundingowych nie nabrałam do nich takiego przekonania jak do mikrokredytów („P2P lending”,) popularnych w Indiach, dających wolność ekonomiczną ubogim.

 

Kryptowaluty i platformy z nimi związane posuwają się dalej, konkurując z tradycyjnym finansowaniem społecznościowem – nie pobiera się na nich żadnych opłat operacyjnych, każdy cent jest inwestowany w projekt. Właściciele platformy, aby autentycznie wesprzeć podejmujących ryzyko start-upowe pomysłodawców, dorzucają pod koniec akcji ostatnie potrzebne fundusze, aby przyśpieszyć rozpoczęcie działania.

 

Wszystko to jest możliwe między innymi dzięki kryptowalutom, które przemieszczają się po świecie błyskawicznie za pomocą internetu, bez opłat za transfery (jeśli już, to minimalnych). Max Keiser jest wielkim zwolennikiem ekonomii opartej na tych walutach.

 

A więc jak – jak działa bitcoin i czy jest to forma pieniądza?

Według Arystotelesa pieniądz musi spełniać cztery warunki:

1)    Być trwałym. Bitcoin to waluta „internetowa”, generowana przez siłę komputerów, nie istniejąca w realu (nie istnieje tak naprawdę moneta ze znakiem podwójnie przekreślonego B) – a internet to z założenia globalna sieć niezniszczalna, stworzona tak, aby nigdy nie „padła”, to jedna z jej podstawowych cech. A więc i bitcoin jest niezniszczalny

2)    Być przenośnym. W Afryce bitcoin bije rekordy popularności, bo o wiele łatwiej jest w krajach nisko rozwiniętych wyjąć smartfon i zapłacić za benzynę na stacji pieniądzem z porfetla bitcoinowego niż założyć konto w banku i posłużyć się kartą kredytową. Bitcoin jest wszędzie tam, gdzie nasza komórka, komputer, lub zapamiętany kod dostępu do waluty. Czyli praktycznie wszędzie.

3)    Być podzielnym. Jeśli jeden bitcoin kosztuje obecnie około 650 dolarów, za kawę zapłacimy (dopiero w kilku kawiarniach w Londynie) mały ułamek jednostki bitcoinowej. To żaden problem. Ja zamierzam sobie kupić na początek, w ramach eksperymentu (oraz aby małpować z upodobaniem M), pół bitcoina.

4)    Być wartościowym. Za niepodważalną, największą wartość bitcoina uważa się, obok decentralizacji, jego anonimowość. Posiadacz odbywa transakcje w systemie P2P (peer-to-peer), z pominięciem wszelkich kontrolujących transakcje instytucji, i to przyciąga do tej waluty wielu zwolenników.

 

Bitcoiny zostały wymyślone przez tajemniczego Satoshi Nakamoto, który w 2008 roku opublikował białą księgę (ang. „white paper”) na temat projektu waluty cyfrowej. Do dziś nie wiadomo, kim jest Nakamoto. Sądząc po doskonałości technicznej jego dzieła, mówi się, że to jeden geniusz albo grupa bardzo mądrych ludzi. Dziennikarze, naukowcy, szpiedzy podążają jego tropem od lat. Prawdopodobnie wcale nie jest Japończykiem. Istnieją też teorie, że to FBI stoi za bitcoinem. Mnie najbardziej podoba się pomysł, że międzynarodowe koncerny  SamsungToshibaNakamichiMotorola zaprojektowały tę walutę. Faktem jest, że jej twórca (osoba/grupa) posiada około miliona bitcoinów.

 

Na spotkaniu z Maxem Keiserem mieliśmy przyjemność bawić się z pewnym panem w czarnym kapeluszu, z długą do pasa, czarną brodą, który wstał i wygłosił krótką przemowę. Wynikało z niej, że to ON jest Satoshi Nakamoto, a bitcoin to nie pieniądz. Max z właściwym sobie poczuciem humoru dał odpowiedni czas antenowy temu fantaście, a potem rzetelnie odpowiedział na kilka jego pytań.

 

BTC weszły w obieg w 2009. Wtedy za dwie pizze trzeba było zapłacić 1000 jednostek. Dziś jeden bitcoin to okolo 650 dolarów, czyli… sto pizz? W pewnym momencie bitcoin kosztował ponad 1200 dolarów. Marzyciele (pewnie posiadacze największej liczby bitcoinów) twierdzą, że BTC osiągnie wartość okolo 100 tysięcy dolarów za sztukę. Obecnie co 10 minut generuje się w procesie tak zwanego „wykopywania” (z angielskiego „mining”) 25 bitcoinów. Około 2020 roku liczba bitcoinów wyniesie 20 milionów i będzie rosła do finalnych 21 milionów bardzo powoli.

 

Kto może „wykopywać” bitcoiny? Teoretycznie każdy. W praktyce tylko posiadacze serwerów o olbrzymiej mocy są w stanie wykonać zadania szyfrujące, które po uzyskaniu trafnego wyniku są poddawane losowaniu i nagrodą jest właśnie mała pula bitcoinów. Istnieją już na świecie „farmy” bitcoinów, owiane jednak wielką tajemnicą. Największa z nich miała należeć do braci Winkelvoss (kto widział „Social Network”, wie, że to para bliźniaków oskarżających Marka Zuckerberga o skradnięcie im idei facebookowej), ale stracili ją i posiadają obecnie „tylko” fundusz inwestycyjny specjalizujący się w obrocie BTC. Póki co, zwykły człowiek musi zapisać się w kolejkę u producenta hardware’u do produkcji bitcoinów i zapłacić nie tylko za maszynę, ale i za miejsce w owej kolejce. Jak w PRL-u.

 

Co robić z posiadanym już bicoinem? Spekulować na stworzonej do tego celu platformie walutowej ? Nie o to chodzi Maxowi Keiserowi, gdy promuje kryptowaluty w mediach.

 

Chodzi o to, aby bitcoin stał się z czasem niezależnym od dotychczasowych systemów środkiem płatniczym. Absolutnie globalnym i absolutnie wolnym od uzależnień bankowych. Czy w takim razie również od podatków?

 

Jako pierwszy uznał bitcoina za legalny środek płatniczy w prywatnym obrocie rząd niemiecki. Ale jego celem nie było bynajmniej spopularyzowanie waluty, lecz kontrolowanie przez fiskus kilkuset tysięcy niemieckich obywateli, chcących nią spekulować i czerpać z tego nieopodatkowane zyski.

 

W Polsce isntnieje jedna z trzech na świecie Ambasad Bitcoin. Są i bankomaty. Można uzsykać pomoc w założeniu sobie na smartfonie portfela bitcoinowego.

 

Największe zarzuty wobec bitcoina to jego podatność na kradzież (mimo doskonałego zastosowania algorytmów kryptograficznych) i anonimowość użytkowników (transakcje są jawne, ale nie ich wykonawcy, a więc posiadacze waluty – pole do popisu dla przestępców, łatwość prania brudnych pieniędzy).

 

Na rynku jest już ponad 300 kryptowalut. Max Keiser ma własną walutę – MaxCoin. Założyło ją dwóch studentów z Bristolu za jego zgodą. Ale mnie przekonuje najbardziej do wszystkich tych rewolucynjych idei finansowych StartCoin, połączona z platformą społecznościową StartJoin. To ciekawa wylęgarnia dla start-upów. Jeden z przykładów – ktoś w USA ma pomysł na biznes. Dobry biznes. Niemalże dobroczynny. Skup starych komputerów, 500 dolarów to 500 funtów złomu komputerowego z ośrodka recyklingowego. Fachowcy potrafią uzyskać z tego 25 sprawnych maszyn, które po bardzo niskich cenach trafiają do najbiedniejszych rodzin w miasteczku, gdzie działa firma.

 

StartJoin ma przed sobą daleką drogę do sukcesu platform takich jak Kickstarter, gdzie rekordy fiannsowania społecznościowego sięgają 10 milionów dolarów (m.in. smartwatch Pebble, współpracujący ze smartfonem). A naszych skórzanych porfeli jescze długo nie wyrzucimy do śmieci, zastąpiwszy je bitcoinowymi na smartfonie. Ale przemawia do mnie entuzjastyczna wizja świata według Maxa Keisera, w której banki centralne nie dyktują warunków rządom, a ludzie sami decydują, jaki start-up powstanie i da pracę chociażby ich dzieciom po studiach. Czy naszym rodzicom było łatwo uwierzyć, że plastikowa karta w portfelu zastąpi zwój banknotów? Na pewno nie. A dla nas VISA to codzienność i oczywistość.

 

Ktoś na sali zapytał, czy bitcoin sprawdziłby się jako waluta w niepodległej Szkocji. Odpowiedź Maxa – jego pełne nazwisko brzmi Timothy Maxwell Keiser, a więc Szkot we własnej osobie, potomek rodu Maxwellów – była oczywiście na TAK.

 

Podchmielony dudziarz, który w trakcie spotkania zabierał głos, próbował podejść do Keisera i uściskać go serdecznie, wstał i pięknie „zadudnił” na koniec spotkania. Odprowadziły nas do wyjścia rzewne dźwięki szkockiego instrumentu. Trochę nie z tego świata, jak bitcoin. Bardzo nostalgiczne. Ale Szkoci nigdy nie stracili wiary w swoją niepodległość i być może niebawem, mimo biadolenia Londynu i marudzenia edynburskich niedowiarków, wkrótce ją odzyskają. Potrzeba tylko odwagi i determinacji. Ma ją na pewno Max Keiser, który imponuje mi tym, że chce zmieniać świat, i wydaje się, że ma na to jakiś tam pomysł wart dalszego śledzenia.

 

P.S.

M jawi mi coś o Hitlerze, czołgach, rozszyfrowaniu Enigmy w powiązaniu z bitcoinem. Ale to już przerasta moje możliwości umysłowe w tym tekście. A więc – do następnego!

 

 

 

 

2 komentarze

2 thoughts on “Spotkanie z gwiazdą, czyli Max Keiser, bitcoin i crowdfunding.

  1. Thanks for some other informative website. The place else may just I get that kind of information written in such
    an ideal approach? I have a venture that I’m just now running on, and I’ve been on the glance out for
    such info.

    Lubię to

  2. ZenekE

    Ciężko było znaleźć tuitam.me w google, strona ciekawa, zasługuje na większy ruch. SEO w 2015 stało się skomplikowane, jest coś co ci się napewno przyda, poszukaj sobie w google – niezbędnik dla każdego webmastera

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: