„Miniaturzystka” Jessie Burton, czyli XVII-wieczny Amsterdam w rozmiarze XS

Jessie-Burton-MiniaturistDawno nie sięgałam po ulubiony kiedyś gatunek literacki – powieść historyczną. A „Miniaturzystka” Jessie Burton, mojej młodziutkiej sąsiadki z południowo-wschodniego Londynu, to oprócz tego bestsellerowy debiut. Jak mogłabym oprzeć się takiej pokusie? 🙂

Główna bohaterka książki niedługiej, bo liczącej zaledwie 400 stron, to młodziutka 18-letnia Nella, która przybywa do wielkiego miasta, aby zająć miejsce u boku poślubionego niedawno Johannesa Brandta, starszego od niej o 21 lat bogatego kupca. Zamiast radosnego męża wita ją w drzwiach nadąsana bratowa, Marin. Poza nimi dwiema zamieszkuje bogaty dom nad kanałem para służących: egzotyczny Otto z Surinamu oraz błękitnooka Cornelia.

Ot, taka sobie historia. W labiryncie pokoi wyłożonych mrocznymi boazeriami z drogich gatunków drewna tudzież wyklejonych tapetami ze świńskiej skóry, wśród wiecznie wilgotnych ścian obwieszonych cennymi obrazami dzieją się rzeczy niewyjaśnione. Zza drzwi słychać zaledwie szepty, rozmowy pełne są niedomówień. Nella czuje się osamotniona i przerażona. W każdym zakamarku jej nowego życia czai się tajemnica.

Czyta się tę książkę jednym tchem. Ale czy kryje się w niej coś więcej, poza klasycznymi cechami sensacyjnej powieści?

Jak najbardziej. Jessie Burton opowiada przepięknym, niewymuszonym językiem nie tylko niezwykle intrygującą historię, ale zadaje mnóstwo pytań. O życie odmieńców – homoseksualistów, ludzi wątpiących w Boga, we władzę świecką. To wszystko było w tamtych czasach surowo karane. O niesubordynację kobiet wobec mężów. O rasizm.

Niekoniecznie znajdujemy w powieści gotowe odpowiedzi na te pytania. Ale poznając świetnie zarysowane realia potęgi kolonialnej, jaką były w tamtych czasach Niderlandy, mamy materiał do samodzielnych rozmyślań o tym, jak było kiedyś, jak jest teraz. W centrum całego tego zgiełku kręci się czynnik łączący oba nasze światy – pieniądz. Stawiany i wtedy, i teraz ponad wszystkie inne wartości, napędzający mechanizmy ekonomiczne, społeczne, kupujący wierność, sympatię, czasami życie. A może i miłość?

Jessie Burton czaruje czytelnika delikatnymi opisami korzennych zapachów, maluje z zimowej palety barw obrazy dzieci ślizgających się na zamarzniętym kanale oraz zatłoczonych uliczek, na które rzadko padają promienie słońca. Lubię taką narrację – niewiele słów, maksimum efektu. Można się dużo nauczyć od autorki – absolwentki Oxfordu, z zamiłowania aktorki 🙂

Równie delikatnie obchodzi się pani Burton z bohaterami – poznajemy niewielką grupkę osób, zaledwie kilkanaście. Dla mnie to pisarska magia – w pozornie zwyczajnych scenkach, niedługich dialogach odsłania się przed nami świat ciekawych ludzi i ich zarówno codziennych problemów, jak i najskrytszych przeżyć, nigdy nie wypowiedzianych tajemnic. Od piekarza poprzez tytułową miniaturzystkę, do pastora z Old Church – nie ma szans, aby którakolwiek z postaci pozostała nam obojętna.

Tajemnicza miniatyrzystka, która dostarcza Nelli wyposażenia do jej prezentu ślubnego – domu dla lalek, będącego wiernym odzwierciedleniem gospodarstwa rodziny Brandt – to zarazem anioł przeznaczenia. Efemeryczna postać, dzięki której do ostatnich stron czytelnik nie traci nadziei na miłosierdzie losu.

Jessie Burton pokazuje nam zaledwie jedną rodzinę, zamkniętą w amsterdamskim mikroświecie. I to jest moim zdaniem ogromny atut tej książki. Isabelle Allende, którą też bardzo cenię, opowiedziałaby na tej samej liczbie stron historię sięgającą kilkaset lat wstecz, niejednego rodu, i to dziejącą się na co najmniej dwóch kontynentach, plus oczywiście na morzu.

Lubicie sztukę holenderską? Złoty Wiek w malarstwie? Rembrandt, De Hooch, Vermeer, Steen, Hals… Martwe natury? Ja uwielbiam. Oto jeden z obrazów kolekcji Kunsthaus w Zurychu, przed którym zatrzymywałam się na długo w czasie każdej wizyty, oczarowana autentycznością namalowanej sceny, prawdziwością kolorów i naturalnością światła. Mistrzostwo.

Jan Davidsz de HeemJan Davidsz de Heem, Still LIfe with Motto and Lenten Food, 1650

Ten obraz jest trochę jak książka Jessie Burton. Przeczytać ją to tak jak dać sobie czas i stanąć na dłużej przed jednym dziełem sztuki, wchłonąć jego nastrój, jego piękno. Wciągnąć w nozdrza zapach cytrusów, świeżo obranych ze skórki.

Przeczytać „Podmorską wyspę” Isabel Allende to tak jak zwiedzić całą galerię. Też piękne przeżycie, ale inne. Wisława Szymborska podobno kontemplowała w muzeach nie więcej niż kilka obrazów na raz, a potem wychodziła na kawę i papierosa,

Jessie Burton wyjechała kilka lat temu ze swoim chłopakiem na weekend do Amsterdamu. Jeden z muzealnych domów dla lalek, wart ponoć tyle, ile szeregowiec nad kanałem, nie dawał jej spokoju. Wróciła do Londynu i zaczęła pisać jego historię. Jako bezrobotna aktorka dorabiała sobie pracą biurową w londyńskim City.

Trzy pierwsze rozdziały wysłane do agentów przyniosły natychmiastowy odzew. W kolejce po całość ustawiło się jedenastu wydawców, z których dziewięciu składało coraz wyższe oferty, aż do skutku. Obecnie biją się o prawa do ekranizacji powieści liczni producenci, a Jessie za otrzymany na poczet następnej książki spory zadatek (sześciocyfrowy) kupiła sobie niedawno mieszkanie.

Jej powieść rządziła w zeszłym roku na listach bestsellerów, sprzedając się lepiej niż Robert Galbraith (aka J.K. Rowling) oraz bijąc na głowę E.L. James i jej „Fifty Shades of Grey” (licząc oba wydania „Miniaturzystki”, w twardej i miękkiej okładce).

Dla mnie jednak nie te liczby i nie ciekawostki o autorce zdecydowały, że kupiłam i przeczytałam „Miniatyrzystkę”. Liczyłam na niezwykłą opowieść, którą pochłonę w krótkim czasie i która zostanie ze mną na długo. Nie zawiodłam się.

 

7 komentarzy

7 thoughts on “„Miniaturzystka” Jessie Burton, czyli XVII-wieczny Amsterdam w rozmiarze XS

  1. Dziękuję za nowy tekst. Tak pięknie piszesz, Zuzanno. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Właśnie jestem na siedemnastym procencie! Koleżanka bardzo mi polecała i trafiła 🙂 Świetna jest. Wkręciłam się od samego początku. Dawno nie doświadczyłam czegoś takiego z książką. Pani Burton jest świetna w opisach.

    Polubione przez 1 osoba

    • Zazdroszczę 🙂 Najlepsze przed Tobą. Procenty na czytniku będą rosły proporcjonalnie do uczucia upojenia napojem wyskokowym, ale tak pozytywnie – koktajl z parasolką w głowie murowany. Fajnie, że czytamy te same książki 🙂

      Lubię to

  3. A u mnie tak długo stała na półce… Niemal codziennie ją mijałam, nie tyle obojętnie, co z myślą: „Na zaś. Czekaj”.
    I oto właśnie zatopiłam się. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  4. Pingback: ZAMINIATURZYSTKOWAŁAM SIĘ – kobieta domowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: