„Nie waż się” Jolanta Czarkwiani

Jola_1

– Przyjechaliście na momijigari? Zapraszam. Dziś się zaczęło
i jest szczególnie pięknie – przemówiła idealną polszczyzną.
Dopiero teraz przypomniałam sobie, że jesienią Japończycy
zachwycają się przebarwiającymi się na rudo i czerwono liśćmi
klonu, który nazywają momiji. W dosłownym tłumaczeniu Momijigari
oznacza „polowanie na klon”

 

Dawno, dawno temu mieszkałam w Stanach Zjednoczonych. Momijigari, czyli „polowanie na klony”, było i tam, tak daleko od Japonii, popularną jesienną dyscypliną. Jeździło się na momijigari do gęsto zalesionej Nowej Anglii, gdzie liście przybierały najpiękniejsze kolory. Nie udało nam się w ciągu sześcioletniego pobytu zaliczyć tej atrakcji. Niewielka to strata, bo przez trzy lata mieszkaliśmy w ładnym domu pod Nowym Jorkiem, ozdobionym rozległym ogrodem, i to do nas przyjeżdżali znajomi polować na jesienne barwy. Wokół domostwa rosły olbrzymie dęby, ale najpiękniejsze drzewo –  Acer saccharum – złociło się w jesiennym słońcu przez wiele ciepłych dni, a tych w łagodnym nowojorskim klimacie nie brakowało.

Kocham klony. To piękne drzewa, o ciekawej formie i malowniczym ubarwieniu. Towarzyszą mi wiernie przez ostatnie dwadzieścia lat. Mieszkaliśmy przecież w Kanadzie, kraju klonowego liścia. Przy ottawskim domu nie zdarzyło nam się mieć okazów tego gatunku, ale za płotem, szczególnie wokół rozległej posesji sąsiada multimilionera, było ich wiele, mieniących się wszelkimi barwami od wesołej żółci do głębokiej czerwieni. W Niemczech zadbałam o to, aby nie zabrakło klonów w naszym niewielkim, ale bardzo kolorowym ogrodzie. Posadziłam nawet odważnie ambrowiec amerykański (balsamiczny) w moim niedużym ogródku! Podwójny błąd, bo ani to klon, ani drzewo nadające się do małych metraży. Liście przypominają swoim kształtem acer i, podobnie jak on, pięknie się przebarwiają na jesieni. Teraz to już tylko wspomnienia.

Silniejszy powiew wiatru wstrząsa gałęziami
jaskrawoczerwonego klonu, pod którym stoję. Kilka
najpiękniej wybarwionych liści urywa się i ląduje u mych stóp.
Podnoszę je, składam w mały bukiet. Już tu kiedyś byłam, dawno
temu, we śnie. Opieram się plecami o omszały stary pień
i zamykam oczy. Oddycham swobodnie, oczyszczam głowę
z wszelkich myśli i czuję, jak napełnia mnie energia drzewa.
W delikatnym szumie liści słyszę cichy szept: „Już wszystko dobrze,
moja panno”.

Tym większą przyjemność sprawiła mi lektura książki mojej przyjaciółki, Joli Czarkwiani. Rzadko zdarza mi się sięgać po powieść, która przez ponad trzysta stron, czytana niemalże bez wytchnienia, sprawia tyle radości i satysfakcji. Ta książka jest trochę jak drzewo. Czas spędzony z nią można porównać do bezcennej chwili, godziny, a najlepiej całego popołudnia, które dane nam jest przesiedzieć pod parasolem kolorowych liści. Gdybym mogła wybrać gatunek tego drzewa, byłby to zapewne klon. Tak jak na zdjęciu powyżej. Jesienią. W pełnej krasie. I tutaj, jak i w wielu innych kwestiach, zgadzamy się z Jolą co do szczegółu.

Brakuje tylko jednego: ławeczki 🙂

Jolanta, podobnie jak postać z pierwszego cytatu, której tożsamości nie zdradzę, przemawia do nas ze stron swojej powieści idealną polszczyzną. Delektowałam się od pierwszej do ostatniej strony tym, co wręcz uwielbiam w lekturze, szczegółnie jako stęskniona za ojczystą mową emigrantka: nienagannym językiem. Elegancja słowa. Jolu, podziwiam.  Znam Cię przecież tak dobrze, a i tak zaskoczyłaś mnie. Przy czym nie jest to język nudny. Wręcz przeciwnie: nowoczesny, chwilami cięty. I, jak przystało na Jolę, niejeden żart, szczypta humoru, mieszczą się w tej misternie utkanej tkaninie powieści. Nic, tylko bić brawo! Historia nie tylko ciekawa, ale i smakowicie podana. Oto przykład, z tych bardziej ekstremalnych:

O ty małpo sałatą pasiona, pomyślałam. Tak to ja się z tobą
bawiła nie będę. Nie chcesz się leczyć? To nie. Pierdzielę to tęczowo.
Koniec. Ja do ciebie więcej w tej sprawie nie zadzwonię.
Tak mnie za moją troskę i dobre serce obsobaczyć? A spadaj truskawki
drylować.

Bohaterki „Nie waż się”, kobiety różnych pokoleń, babcie, mamy, córki, to Polki z krwi i kości. Fajne dziewczyny, osadzone głęboko w warszawskich/podwarszawskich realiach. Nie sposób nudzić się w ich towarzystwie. Walczą o swoje, robią karierę, realizują marzenia, chorują. Usiłują uporać się z niełatwymi wyborami. Muszą stanąć twarzą w twarz z traumami niełatwej przeszłości. Dla mnie polubienie boahterów powieści, którą czytam, to klucz do zaakceptowania (lub nie) całości. Lubię sekundować, nawet tym złym, tym upartym. Jola bez pudła wciąga mnie w losy swoich postaci. Tak umiejętnie opisuje ich dążenia, rozterki, że chwilami mam ochotę zmieniać strony w sporach. Bo też Jola jest sprawiedliwym sędzią dla swoich podopiecznych. Każdemu daje szansę, aby wypowiedział swoje racje, nie popędza. Czyni to książkę tym ciekawszą. Nie brakuje zwrotów akcji, niespodzianek.

A mężczyźni? Są niemniej fascynujący. Dobrzy, źli, głupi, mądrzy. Tacy, o jakich my, kobiety zawsze marzymy. Lub nienawidzimy. To po prostu nasz, prawdziwy, damsko-męski świat.

Anoreksja, temat przewodni powieści, to paskudna choroba. Do końca nie jest jasne, dlaczego główna bohaterka uległa tej wyniszczającej przypadłości. Jola wyjaśnia medyczne aspekty bez zanudzania czytelnika, w naturalny sposób wciąga nas w historię choroby, uczula na fakt, że to wróg i chorego, i jego bliskich. Jedni i drudzy mają swoje racje, toczą morderczą walkę o przetrwanie. Dla mnie, czytelniczki, która straciła w ostatnich miesiącach kilknaście kilogramów, wyjątkowo ciekawy temat. Wielu z nas ma w otoczeniu bliskich czy znajomych, hołdujących współczesnej modzie bycia szczupłym. A może już chorych na jadłowstręt.

Jakichkolwiek problemów Jola nie dotyka w swojej książce – czy to spraw rodzinnych, czy tych ze świata korporacyjnego, czy układów damsko-męskich – wszystko czyni przekonująco, bez niepotrzebynych upiększeń.Tak, jak w życiu, a jednak nie banalnie. To dar, który przekłada się moim zdaniem na najlepszą literaturę.

Posłuchajcie choćby zakończenia:

Cóż więcej mogę Wam powiedzieć? Wiem, że nie jestem idealna
ani bardzo mądra, ani nadzwyczaj dobra. Jestem przeciętną
kobietą mającą zwykłe troski i marzenia. Nie mam recepty na
szczęście. Powiem tylko jedno: już nigdy więcej nie pozostawię
niczego ważnego w swoim życiu przypadkom czy kaprysom
losu. Nie będę ofiarą własnych ani cudzych lęków. Będę robić tak,
jak uczył mnie dziadek. Czasem mądrze, czasem pewnie głupio.
Ale zawsze po swojemu. Nikt i nic już mnie nie powstrzyma od
bycia sobą. A jeśli kiedykolwiek zdarzy mi się zwątpić w siebie,
przyjaźń, miłość…

Przecież każdy z nas mógłby się pod tym podpisać. I każdy marzy, aby mieć  w życiu kogoś, kto nauczy nas podstawowych prawd. Jeśli tak nie jest, sięgamy po nie właśnie do książek. Bywa, że proste to prawdy, a jednak trzeba je sobie powtarzać niczym mantrę.

„Nie waż się” to książka tak prawdziwa, że chwilami boli. Nie brak w niej jednak nadziei. Nie wszystkie się spełniają, jak to w życiu, ale jest o co walczyć, jest cel, kierunek. I miłość. I wiara. I spełnienie.

Jolu, moja przyjaciółko. Towarzyszyłam Ci przez kilka miesięcy w procesie stawania się Autorką. Nie wątpiłam w Ciebie ani przez chwilę. To, że znamy się tak dobrze, w niczym nie pomniejsza mojego podziwu jako zwyczajnej czytelniczki dla Twojego pisarskiego talentu.  To Twój debiut, Jolu. Jestem pewna, że najbliższe tygodnie będą dla Ciebie wyjątkowo przyjemne. Ty tego jeszcze nie wiesz, drżysz w obawie o opinie czytelników. A ja jestem o Ciebie spokojna. Napisałaś niezwykłą książkę. I zostaniesz za to w pełni doceniona.

Gratuluję, Jolu! To dla mnie wielki zaszczyt – być przyjaciółką Autorki „Nie waż się”…

P.S.

Nie wspominam o fabule, bo wierzę, że przeczytacie niebawem książkę 🙂

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: