Jerzy Pilch – Zuza o „Zuzie”

2015-07-02Jeśli szczerze kochasz, w zasadzie cię nie ma.

Jerzy Pilch, „Zuza albo czas oddalenia”

Zuza to prostytutka. Kurwa, inaczej mówiąc. Czy miłość do niej powoduje u głównego bohatera, chorego na parkinsona 66-latka, oddanie równe zatraceniu samego siebie?

Czy rozkochany w Zuzie bohater to sam Pilch?

Lubię czytać prozę Pilcha, lubię Pilcha jako człowieka. Pilch-pisarz ujmuje mnie językiem, erudycją, przewrotnością swoich wywodów o świecie, kobietach, miłości, obecnie coraz częściej starości, chorobach. A jeszcze religii, tradycji, człowieczeństwie. Nie mam obecnie w głowie żadnej recenzji „Zuzy”, staram się pisać – oczywiście mało obiektywnie jako imienniczka głównej boahterki – od siebie. Przeczytałam natomiast dwa świetne wywiady z Jurkiem, jeden aktualny (najnowszy numer magazynu „Uroda”), drugi z 2011 roku (magazyn świąteczny „Wyborczej”). To musi wystarczyć, aby ocenić „Zuzę”. Zresztą samo bycie Zuzą, kobietą, choć nie lekkich obyczajów, też powinno wystarczyć 🙂

Pilch to kobieciarz przecież. I z pozycji kobieciarza objawia nam swoją miłość (swoją?!) do Zuzy-kurwy. Tęsknotę za nią raczej, bo ile tego spełnienia w tlącej się zaledwie gdzieś w obłokach zauroczenia historii. Niewiele. Wybaczam. Fabuła denna. To bardziej esej – o kochaniu kobiety lekkich obyczajów, przy okazji wspominki na temat kochania kilku innych kobiet, o starości, o samotności, nawet o matce.

Czytałam niedawno dwie inne, bardzo różne książki o kochaniu. „Ostatnie rozdanie”, gdzie Myśliwski w pięknym stylu rozprawia się na kilkuset stronach ze swoją miłością, a raczej strachem przed nią, do Marii. Wiwisekcja miłosnego niespełnienia. „By Grand Central Station I Sat Down And Wept” Elizabeth Smart to z kolei perełka nieprzetłumaczonej do dziś na język polski (!!!) prozy poetyckiej – zapis szaleńczej fascynacji młodziutkiej Kanadyjki brytyjskim poetą, Georgem Barkerem. Jerzy Pilch ze swoją „Zuzą” sprawnie wpisuje się w kanon opowiastek o kochaniu. Jego głos, choć wsparty reklamową sieczką, próbującą zbić majątek na chorobie autora oraz jego sławie jako narodowego podrywacza, pozostanie moim zdaniem na długo słyszalny i darzony respektem, choć książka wymyka się wielu regułom.

Stary satyr i młodziutka nimfa – uparcie eksponujące ten motyw starożytne ludy wiedziały, co czynią. Młodsze, dużo młodsze partnerki mają godną uwagi zaletę: nie naruszają samotności.

 Czyli temat ograny, potraktowany w dodatku powierzchownie, na niewielu ponad stu stronach. Po co pisać więcej o miłości tak ulotnej, tak bardzo skazanej na klęskę? Zuza jest efemeryczna, choć jako bohaterka pięknie namalowana, nie trzeba ostrych scen erotycznych, aby poznać efektowność jej młodzieńczych wdzięków i zrozumieć zwierzęce rozkochanie w niej Pilcha-narratora.

Kocham cię, Zuza. Tęsknię za tobą jak zwierzę.

Dziewczyna, z czasem żona, znika, wyjeżdża, nie odbiera telefonu, nie odpisuje na sms-y. Bohater usycha z tęsknoty. Nie wie, dokąd udać się ze swoim uczuciem, wydawałoby się, tak sprytnie zainwestowanym, w prostytutkę, z przyzwoleniem na dalsze wykonywanie zawodu, czyli zdradą niejako wpisaną w związek. Układ idealny? Nie. Mąż był, jest i raczej pozostanie samotny. Tęskniący za czymś, czego jednak nie można kupić – szczęśliwym małżeńskim życiem, które miałoby polegać na trwałym sklejeniu dwóch pasujących do siebie połówek.

Otóż albo jesteśmy parą, albo nie. Jak jesteśmy, to nie tylko włazimy sobie na głowę, ale też na ramiona, piersi, tułów, ręce, nogi, płuca, nerki, serce, też na flaki, mózg, ślepą kiszkę. Do zesrania, uduszenia, utraty wszystkiego – swoistości, indywidualności i wolności zwłaszcza. Nie ma dystansu, respektu i innych klęsk – jest wzajemne pożeranie siebie.

Jakie to niedzisiejsze. A mnie się właśnie przewrotność tych dążeń podoba. Może powstała na bazie dzikiej samotności. Może. Może narrator wpadł we własną pułapkę, będąc uzależnionym niczym narkoman od kobiecych wdzięków, a zarazem dążąc do wolności, prawa do niezakotwiczenia się nigdzie, z nikim.

Prawdziwa wolność jest samotnością.

Adrzej Stasiuk, „Życie to jednak strata jest”

Statsiuk ma na myśli akurat ideę wolności niemalże pustelniczej, w oderwaniu od szumu świata, obcowania ze samym sobą w celu lepszego zrozumienia swojego „ja”. Tak ja go rozumiem. A Pilch chciałby, żeby w tym samym czasie, w tej samotności towarzyszył nam ów jeden jedyny, wybrany na długi czas ktoś. Starsi panowie zabierają na bazie wieloletnich doświadczeń głos w fundamentalnej sprawie. Słucham uważnie. Lubię takie rozważania.

Konstrukcja „Zuzy” pozostawia faktycznie wiele do życzenia. Czy Pilch-eseista ma prawo aż tak wystawiać na próbę cierpliwość nawet najwierniejszego czytelnika? W „Pod Mocnym Aniołem” był jednak zarys fabuły, dało się nieomylnie stwierdzić obecność planu i jego realizacji. Pilch to pedant, ale bardzo chory. Może się boi, że nie zdąży powiedzieć wszystkiego, idzie na skróty. Dla mnie rekompensatą tych niedociągnięć jest język. Styl Pilcha, jak ktoś o nim ostatnio powiedział, można byłoby rozpoznać, nawet gdyby zabrał się za napisanie fragmentu podręcznika do fizyki. Mnie jego pisanie wciąga na tyle, że nie śledzę z uporem, kto co kiedy i dlaczego, bo delektuję się słowem.

Wczoraj skończyłam „Zuzę”, książkę przejął mąż. A ja obudziłam się dziś z myślą, jak to mogło być, kiedy do plomby na Hożej wchodził schorowany starzec u boku plastikowej Zuzy. Czyli przyssałam się do wyobrażenia o obojgu bohaterach i, szczerze mówiąc, żałuję, że im się nie udało.

Czemu obok okładki moje zdjęcie? Co mnie łączy z „Zuzą”? Na szczęście niewiele. Imię, wiek (ten ze zdjęcia oczywiście), 5-letnia córeczka (Zuza jej akurat nie miała, prawie na pewno nie, ale inne prostytutki według Pilcha bardzo często ukrywały bycie mamą latorośli w tym wieku oraz fingowały posiadanie braci i sióstr). Ja jestem tutaj studentką drugiego roku informatyki, potem stanę się kurą domową. Zuza wykonuje inny zawód. Nie jestem plastikowa, broń Boże. Wypłynęłam właśnie statkiem w kierunku Florida Keys z Miami, gdzie naoglądałam się nocnego życia ulicznego. Obie, Zuza i ja, gubimy się trochę w swojej kobiecości. Wystarczy, aby wzruszyć się jej historią? Mnie wystaczyło.

Kiedy zaczęłam wczoraj, krótko po skończeniu „Zuzy”, ślizgać się wzrokiem po pierwszym wywiadzie z Pilchem, przeczytałam:

Członek ledwo mieścił się w dłoni.

Pierwsze zdanie. I od razu taki czad.

Musiałam być pod mocnym wrażeniem. Albo aniołem pilchowym 🙂 Artykuł był z 2011 roku, a członek okazał się przy drugim poślizgu czosnkiem 🙂

3 komentarze

3 thoughts on “Jerzy Pilch – Zuza o „Zuzie”

  1. Tam faktycznie jest czosnek, a nie członek?
    Przecież ten drugi lepiej pasuje, bo co ma czosnek do mieszczenia się w dłoni?
    No ale ja nie czytałam „Zuzy”… I nie wiem, czy przeczytam. Nie dlatego, by Twoja recenzja nie posiadała mocy zachęcających, bo jak zwykle jest ciekawa i posiada. Ale ja chyba już wyrosłam z Pilcha na dobre, nawet „Pod Mocnym Aniołem” sobie darowałam.
    Za dużo tych patologii. 😉 Zwłaszcza gdy się jest pogodną kobietą nadariańską.

    Polubione przez 1 osoba

    • Ja tak tylko, sobie a muzom 🙂 Nikogo nie namawiam 🙂 I naprawdę był czosnek, nie członek, to dłuuuuga historia 🙂 Ale nie z „Zuzy”, to z wywiadu z Pilchem!!!

      Lubię to

  2. Ala

    Zuza, przeczytałam z zainteresowaniem, tym bardziej, że sama pisać, ani opisywać przeczytanych książek nie umiem. Myślałam, że się zmanierowałam, bo wydała mi się ta książka na chybcika pisana, poszarpana i niedokończona. I byłam zła na Pilcha, na wydawcę, że koniecznie chcą wydusić z niego cokolwiek. Ale potem pomyślałam, że może to tak, jak z pietą, tą ostatnią Michała Anioła. Niedokończoną. Może tak miało być. Może pod koniec spracowanego, schorowanego życia chcemy tylko dawać sygnały, nie męczyć siebie i innych draperiami?
    Zobaczymy jaka będzie następna powieść i wówczas uzyskamy odpowiedź, dokąd zdąża nasz ulubiony Pilch.
    Też zatrzymałam się na zdaniu „Tęsknię jak zwierzę”. Dla mnie wtedy, w okresie, gdy czytałam książkę, było bardzo wyraziste i dotykalne. Ale to już opowieść inna, na inne czasy.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: