„Belfast. 99 ścian pokoju” Aleksandry Łojek

belfast-99-scian-pokoju-okladka

 

Alistair polubił zastraszenie. Zdarzało się, że wpychał ludziom pistolet do ust, gdy chciał wymusić posłuszeństwo albo wywrzeć odpowiednie wrażenie. Jakże oni się go słuchali z tym pistoletem w ustach!
Lubił to. Nie różnił się jednak w tym od swoich rówieśników – wielu jego znajomych należało do UVF, bo to było takie osiedle, takie miejsce. Wojna. Wrogiem był każdy katolik, obojętne, czy zaangażowany w konflikt czy nie, podział był oczywisty, czarno-biały, co zwalniało od refleksji.

Irlandia Północna – 1,8 miliona ludności. Malutki kraj należący do Zjednoczonego Królestwa, ze stolicą w Belfaście (330 tysięcy mieszkańców).
Polonia północnoirlandzka liczy około 31 tysięcy rodaków.
Mieszka tam Ola z rodziną. Ola napisała książkę „Belfast. 99 ścian pokoju”. Książka, wydana w lipcu 2015, znalazła się w dużej grupie (94 pozycje) kandydatek do Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego za Reportaż Literacki. Ogłoszenie listy finalistów nastąpi 3 marca.
Znam Olę Łojek (na razie tylko wirtualnie) dzięki Mariuszowi Śmiejkowi, fotografowi, którego zdjęcie umieszczono na okładce „Belfastu”. Śledzę Olę na fejsbuku. Podziwiam ją za kawał reporterskiej roboty, jaką wykonała pisząc o swoim mieście, które stało się jej domem 10 lat temu.
To nie jest recenzja, a zaledwie zbiór osobistych wrażeń po lekturze, spisanych na gorąco. A czytało się „Belfast” jednym tchem. To literatura non-fiction, podana jednak w takim stylu, że nie sposób oderwać się od historii tego poranionego miasta i jego mieszkańców.

To oni sprawili, że zaczęłam chcieć widzieć więcej, zajrzeć głębiej. To oni pokazali mi, że nic nie jest czarno-białe. Dzięki nim staram się nie oceniać, a zaczęłam rozumieć, albo przynajmniej dążyć do zrozumienia skomplikowanych motywów ludzkiego postępowania – z szacunku dla nich i ich historii.

Ola z zimną krwią śledzi losy mieszkańców Belfastu, którzy po dziś dzień żyją zanurzeni w krwawych dla wielu wspomnieniach z okresu The Troubles. Trwająca w latach 1968-1998 wojna domowa na tle etnicznym, pomiędzy lojalistami (najcześciej protestanckimi) a republikanami (najczęściej katolikami), pochłonęła około 3500 ofiar.

„Wszyscy jesteśmy ofiarami. Ofiarami geografii i polityki” – mówią dzisiaj mieszkańcy Belfastu.

W 1998 walczące ze sobą strony podpisały rozejm, zwany porozumieniem wielkopiątkowym. Wypuszczono na wolność prawie wszystkich zamieszanych w konflikt, skazanych w czasie „kłopotów” więźniów „politycznych”, często seryjnych morderców, morderców na żądanie, psychopatów. Ludzi z tak bogatym portfolio przestępczym, że nie sposób wyobrazić sobie codziennego życia obok nich. A jednak nie ma się na tym skrawku ziemi innego wyboru.

Pokój okazał się jeszcze większym wyzwaniem niż sam konfilkt.

Ola zbierała doświadczenia „w terenie”, pracując jako wolontariuszka, przechodząc kursy mediacji i zarządzania konfliktami. I wsiąkała coraz bardziej. Potrafiła usiąść naprzeciw człowieka, który torturował czy zabijał z wyjątkowym okrucieństwem. Spytać go, jak do tego doszło, jak mu się żyje. Jak sobie radzi z traumą. Lub pracować obok takich ludzi, nie kwestionując ich oddania sprawie pokoju.

A gdy długo spoglądasz w otchłań, również otchłań spogląda w ciebie. (Fryderyk Nietzsche)

Nie sposób tak funkcjonować, a potem o tym pisać, bez dwóch nieodzownych cech: odwagi i poczucia sprawiedliwości. Odwagi potrzebnej do zgłębiania prawdy, odrywania kolejnych jej warstw z zakrzepłych już ran na ciele tego miasta. Oraz rzetelnej dziennikarskiej pracy, zmierzającej do pokazania, że cierpienie ma miejsce po obu stronach ścian pokoju. Że cierpią nie tylko krewni zmarłych, inwalidzi wojenni, ale i ich oprawcy.
I za to podziwiam Olę najbardziej. O konflikcie północnoirlandzkim napisano wiele książek, nakręcono wiele filmów. Ola pokazuje w swojej Belfast z perspektywy kobiety odważnej i mądrej, która drąży do bólu, aż nie dotrze do sedna. Czuje się, że autorka nosi to miasto pod skórą, odrabia imigracyjne zadania domowe z gorliwością prymuski. Doskonale wyważone proporcje docierania do prawdy przez pryzmat indywidualnych ludzkich losów oraz uporządkowania tematów wokół ważnych zagadnień społecznych, wydarzeń historycznych czynią lekturę niezmiernie ciekawą. Wiadomo, że wojna to w dzisiejszych czasach chodliwy towar. Ta książka jednak nie ocieka krwią. Pozostawia w pamięci sceny brutalne, tak. Trudno od tego uciec. To były obfitujące w okrucieństwo czasy. Są zresztą nadal, tylko na mniejszą skalę. Ostatniego politycznego morderstwa w Irlandii północnej dokonano w 1999 roku. W Londynie w 2001 miały miejsce BBC bombing i Ealing bombing.

 

belfast 1

fot. Mariusz Śmiejek  (http://www.mariuszsmiejek.com)

We mnie pozostanie najdłużej, jak sądzę, scena Marszu Życia, który odbywa się co roku ku pamięci ofiar samobójstw. Wczesnym rankiem wyruszają z czterech stron Belfastu procesje. Suną w kierunku ratusza, aby tam, jeszcze zanim zacznie świtać, rozpocząć wspólne czuwanie w intencji zmarłych. Do modlitw dołącza burmistrz. Jest muzyka, zdjęcia najbliższych, transparenty i oczywiście łzy. Ofiarami kilkuset samobójstw rocznie są głównie mężczyźni w kwiecie wieku. Ci, którzy strzelali ludziom w kolana, przesłuchiwali z użyciem tortur, mordowali. Wielu z nich nawróciło się w więzieniach, powróciło po zawarciu pokoju do zwykłego życia, którego nie potrafią jednak udźwignąć. Otchłań powraca chociażby w snach.
***
Najdłuższa ze ścian pokoju liczy pięć kilometrów i znajduje się w centrum Belfastu.
Ostatni rozdział książki musi być o nadziei, inaczej czytelnik nie udźwignąłby brzemienia wiedzy o tym piekielnym zakątku świata. Ola opowiada historię Polki, która kupiła tani dom w złym miejscu, ale już nie w złym czasie. Belfast się zmienia. Lokalna społeczność rozważa stopniowe demontowanie, ale najpierw otwieranie bramy w ścianie na określone godziny, aby młodzież uczyła się prawie normalnego życia. Widocznie już czas.

Przy okrągłym stole organizacji charytatywnej siedzieli wszyscy razem, rodzice Billów i Pádraigów, ci, którzy chcą zjednoczonej Irlandii, i ci, którzy w życiu się na to nie zgodzą, ludzie, których bliscy być może krew przelewali, by bronić swojej racji. Siedzieli i ci, którzy cynicznie zarabiają na procesie pokojowym, i ci, którzy naprawdę wierzyli, że trzeba dawać szansę, wiele razy.

W tym miejscu na dźwięk słów „okrągły stół” nie mogły mnie ominąć bolesne myśli o naszym kraju. Polska to przecież w historii współczesnej champion porozumienia Okrągłego Stołu. Po ponad ćwierćwieczu, które niemalże pokrywa się z moim okresem emigracji, czytam książkę o wojnie domowej i spoglądam z niepokojem na serwisy informacyjne z kraju, a zarazem na internetowe hejty. Co tu dużo mówić. Taka książka jak „Belfast” to przestroga, której nie należy lekceważyć. Nie jest za późno. Tam ludzie usiłują znaleźć wspólny mianownik po tragedii, a my ciągle jesteśmy przed i możemy jeszcze wiele zrobić.

Pádraig wierzy w dialog. I podchodzi do niego uczciwie – zaczyna od swoich ludzi. Tych zupełnie na dnie.

Patryk to paramillitarny, nawrócony, działający na rzecz pokoju. Takich ludzi trzeba wielu, jak wykazuje Ola, aby wyciszyć piekło, które się zadziało. A w Polsce tego samego potrzeba moim zdaniem dziś, aby piekłu zapobiec. Najważniejsze – zacząć od siebie. Wyrzec się zapędów mowy nienawiści, aby potem, jak w Irlandii Północnej, nie musieć redagować jej słowników. Rozmawiać z adwersarzami pollitycznymi, nie odwzajemniać ich ataków. Próbować.

Nadzieja jest w ludziach Irlandii Północnej.
Tych zwykłych, tych zmęczonych, tych, którzy wierzą, że można i trzeba inaczej. Cichutko, codziennie walczących o zwyczajność.

I oby tak samo było w Polsce. Oby zwyciężyła wiara, że tak jak było, było dobrze.
Książkę Oli warto przeczytać z wielu powodów, ale ten dla mnie osobiście jest dzisiaj najważniejszy. Pisanie o nadziei. Że w nawet najbardziej podzielonym społeczeństwie da się coś zrobić. Że życie w gettach to nie jest rozwiązanie. Że za ścianą też mieszka człowiek.

ola łojek

Aleksandra Łojek (www.tvtorun.net)

 

2016-01-27
P.S.
Ola, trzymam kciuki za nagrodę im. Ryszarda Kapuścińskiego!

Mariusz, dziękuję za świetne zdjęcie, które ściągnęłam z Twojej strony:

http://www.mariuszsmiejek.com

Dobrą recenzję na temat „Belfastu” można przeczytać tutaj.

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: