U Benka

U Benka, czyli jak było na początku
Na początku były ćwiczenia na warsztatach.  Oto jedno z pierwszych.  Temat: napisać coś w stylu ulubionego pisarza (mój wybór to Jerzy Pilch, ‘Pod Mocnym Aniołem’).  Nauczyciel był raczej na nie, ale mój Cichy Wielbiciel – na tak.  Bo ja wiem…?  Poczytajcie, oceńcie sami.  Zapraszam!

kufel

Zapatrzony w wielce optymistyczny szyld ‘U Benka’, zamyślony nad sensem mojego ciągle jeszcze na dobre nie zaczętego, a już wspaniałego życia – siedziałem przy trzecim? piątym? piętnastym kuflu Żywca od samiutkiego rana. Albo od wczoraj rana. Albo od pewnego poranka, który zaginął już w mojej czystej, a jednak lekko zamglonej poranną mgłą pamięci. Celem moich rozmyślań była ona. Królowa Życia, której jeszcze nigdy nie spotkałem. A spotkać musiałem, zanim moje wspaniałe dotychczas życie nie zacznie się na dobre. I nie wypełni się sensem absolutnym, na myśl o którym moje trzewia wypełniały się bulgoczącym radością płynem życia. Życia, które przekażę dalej, dzięki jej opulentnej pomocy, dzięki jej jaskiniom wdzięku, w które zajrzę już niedlugo, jeśli tylko ją spotkam, wyłowię z tłumu przypadkowych istot. Istot, które, jakże by nie były urodziwe i łaskawe, i niezliczone, nie posiadały jednej cechy niezmiernie ważnej. Nie były moją Królową.

Rozejrzałem się w poszukiwaniu pierwszych oznak, że ona już się zbliża. Nie byłem pewien, czy mam wyruszyć na poszukiwania, czy zjawi się sama. Nie – siedziałem otoczony stadem ptaków, które zanurzały swoje niemałe, wręcz groźne dzioby w kuflach. Zadałem sobie pytanie, czy będą stanowić zagrożenie dla nas, dla naszego związku, który niewątpliwie za chwilę nastąpi i rozkwitnie niczym wspaniała róża, matka wszystkich purpurowych róż. Nie będąc pewnym, czy mogę im ufać, odłożyłem to trudne pytanie na później.

Tymczasem na taśmie pojawiły się kolejne kufle pełne złocistego, życiodajnego napoju. Popłynęly ku nam łagodnie, w nie zmąconym szumem ulicy rytmie walczyka jakiegoś, czy to był może ..tak, to był głos Krawczyka! Przez chwilę skupiłem cała swoją, wyblakłą już od natarczywego porannego słónca, wolę, aby  wyłowić te opłakane słowa: Trudno tak, razem nam być ze sobą… O nie, panie i panowie, ja miałem plan! Plan wielki i wspaniały. Nam nie będzie trudno. Nam potrzeba tylko tej jednej szansy, aby się odnaleźć i potem już ja wezmę los w swoje ręce.  Spojrzałem na moje silne, bardzo męskie dłonie, obejmujące pieszczotliwie kufel. Tak, im powierzę to ważne, życiowe zadanie!

I nagle, nagle, w obłoku ulotnej mgiełki, w cieniu tych pięknych, majowych kasztanów, pojawiła się Ona… Moja Królowa. Poznałem ją od razu, po jakże łagodnym, wyrażającym nie tylko dobroć, ale i odwieczną chęć pozostania ze mną na zawsze, uśmiechu. Reszta była dokładnie taka, jak sobie od wieków wyobrażałem, a nawet doskonalsza niż moje marzenia o niej. Aby przygotować się lepiej na nasze pierwsze spotkanie, wypiłem do dna napój życia i czekałem na jej nadejście. Te piersi! Nie mogłem oderwać od nich wzroku!! Były olbrzymie, wzbijały się w powietrze, falowały w rytm jej tanecznego kroku, uhmmmm, te piersi!! Już należały do mnie, już czułem ich gościnne, usypiające moje rozgorączkowane zmysły, ciepłe, lekko, leciutko wilgotne siedlisko. Nie mogłem nadążyć za nimi wzrokiem, wzbijały się w powietrze, coraz wyżej i wyżej, coraz śmielej, ku zieloniutkim kasztanowym liściom. Nagle jedna z nich oderwała się niczym piłka i odleciała ku tłumnej ulicy, odbijając się rytmicznie od chodnika. Wodziłem za nią wzrokiem w pełnym zaskoczeniu. Jakiś chlopczyk w bardzo kusych spodenkach, o bardzo zuchwałym spojrzeniu, wyłonił się z tłumu i, kozłując piłką sprawnie, oddalał się ode mnie. Spojrzałem ze zgrozą na właścicielkę owej piłki i ujrzałem ten sam dramat, powtórzony dokładnie. Druga pierś wzleciała wysoko, niesamowicie wysoko, pod kasztany, i upadła z wdziękiem wprost w ręce dugiego takiego chlopczyka.

Chciałem ruszyć w pościg, dorwać smarkaczy, odebrać im to, co moje, ale nie mogłem zdecydować, w którą stronę pobiec. Coś przykuwało mnie do białego, plastikowego krzesła tortur. Może rozsądek.

Wróciłem więc do Królowej, gotów poddać się jej takiej, jaka była. Zbliżyła się już do mnie na wyciagnięcie ręki, tej ręki, która miała wielki plan do wykonania. Postawiła kufel pełen darów przed moim spragnionym obliczem. I nagle jej włosy, długie, lśniące delikatnie nakrapiane słońcem włosy, otuliły mnie całego, było ich wokół mnie, wokół nas pełno, zaczęły pełzać po mojej twarzy, po stoliku, po całym moim ciele. Pachniały… piwem. Piłem je całymi strumieniami, a ona – Królowa – stała cierpliwie i pozwalała im płynąć wprost do mojego głębokiego gardła. Zrobiło się tak cudownie, że zobaczyłem nagle mój wytęskniony, dawno zapomniany Times Square. Wokół mrugajace bilboardy i ona na nich wszystkich, migająca w pastelach, neonach, jej żółte włosy powiewające na wietrze. A za moimi plecami żółte taksówki, zgiełk, klaksony, wiwat klaksonów, wiwat na naszą cześć. Nagle jedna z nich zatrzymała się, Murzyn w oknie zaczął ku nam mlaskać. Chciałem go pogonić, a co! Nie bałem się nawet Murzyna! Nikomu nie wolno było teraz przeszkodzić w akcie naszego wiecznego zespolenia, zapoznania się, zakochania na zawsze.

Coś mnie silnie złapało za ramię. Podniosłem wzrok. Ona ciągle tutaj była, co więcej, trzymałem rękę na jej piersi. Jak miękko spoczywała na tej bujnej piersi moja wprawna ręka. Czyli wykonałem już, panie i panowie, część planu zapoznania się.

Obok niej stał wysoki, dość groźny nie-Murzyn i ściskał moje ramię w bardzo nieprzyjemny sposób.

1 komentarz

One thought on “U Benka

  1. Hania

    Niezłe miał facet rojenia po tym Żywcu. Aż dziw, że jeszcze widział każdą z tych wzlatujących piersi Królowej pojedynczo, a nie podwójnie. 😉 Ciekawa groteska, a nawet więcej: surrealizm. Te ptaki z dziobami w kuflach… Nie potrafię tak pisać, nie umiem tworzyć odlotów, więc i moje uwagi są raczej „miganiem się od uwag”. 😉
    A serio: Zuziu, znając już kilka Twoich tekstów, widzę, że możesz wiele. I poruszyć, i rozbawić, i namalować surrealistycznie po-piwny odlot. Życzę Ci sukcesów. 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: