…o siłowni

IMG_1140

Siódma rano. Leżę z nosem pod pierzyną, udając, że mnie nie ma w mieszkaniu.
– Odebrałaś wczoraj paczki? – Głos Mariusza dociera z łazienki przez uchylone drzwi. Okrutnik. Wie, że mój budzik zadzwoni dopiero za kilka minut.
– No pewnie, że odebrałam. Leżą na biurku – mruczę spod kołdry.
Wróciłam z siłowni, jak zwykle, koło północy. W jednej ręce klucz do mieszkania. W drugiej komórka, podłączona do słuchawek na uszach. W trzeciej butelka z wodą. W czwartej dwie średniej wielkości paczki, niebieska i szara. Nie mogło mi się to śnić, skoro pamiętam kolory.
Mariusz szura papciami, biegnąc do biurka.
– Wiedziałem. Mówiłem. Nie ma!!! Pytam jeszcze raz: czy odebrałaś paczki? Kobieto, tam był telefon i obiektyw do aparatu, kupiłem na wyjazd! – Sam sobie szkodzi, krzycząc, bo piana kapie mu z brody prosto na nagi tors.
Postanawiam odsłonić połowę twarzy, na znak, że jestem już bardziej zaangażowana. Cholera, przecież odebrałam paczki. Jeszcze pamiętam, że jeden concierge wydał mi pudła, a drugi, ten robiący nocny obchód, przytrzymał kratę, kiedy wchodziłam na podziemny parking. I potem do windy, i wysiadka, i wsadziłam klucz do dziurki, i musiałam położyć paczki na ziemi, żeby przytrzymać drzwi…
– Sprawdź w korytarzu. Po obu stronach drzwi wejściowych. – Może nie zorientuje się, że ja już wiem… Szukać trzeba przecież wszędzie. Jak nie tu, to tam.
Po chwili Mariusz wpada do sypialni z pudłami, jednym szarym, drugim niebieskim. Oczy ma wytrzeszczone niczym dwa małe balony.
– Kobieto…! – Nie musi mówić nic więcej. No tak. Zostawiłam je w holu na całą noc. – Najpierw marudzisz, „kup mi telefon” i „kup mi telefon”, „kup mi czarny”, „kup cieniutki”, a najlepiej „identyczny z tym, który się zepsuł” i „koniecznie Motoroli”, a potem zostawiasz wszystko za drzwiami! Wiesz, ile kosztował ten obiektyw??!!
– Ale były! Znalazły się! Nikt nie zabrał… – bronię się niepewnie. – Nic takiego się nie stało. Zresztą, czy ja mam cztery ręce? I chyba dobrze, że chodzę na siłownię? Mam silną wolę! Staram się, chcę zachować dobrą figurę i… i w ogóle. – Przechodzę, jak zwykle na koniec, do ataku.
Ostatnio zdarza mi się to coraz częściej. Najpierw zauważyłam, że podaję mężowi do śniadania wodę z miodem i cytryną, a synowi – lat czternaście – kawę. Jeden raz nie zawsze, dwa razy nie wciąż. Ale przy trzecim zrobiło mi się dziwnie na duszy. Jednak, jak sympatycznie stwierdził Puchatek:
When late morning rolls around and you’re feeling a bit out of sorts, don’t worry; you’re probably just a little eleven o’clockish…
…nie ma się co martwić. Ja do tych właśnie osobników należę. Bardzo, bardzo powoli się rozkręcam. O jedenastej rano jestem już zwykle na pełnym chodzie.
Wieczorami natomiast – och! – wieczorami tryskam energią. Siłownia, endorfiny, potem czaty, często pisanie. Chodzę spać… późno, bardzo późno. Ostatnio tak późno, że ledwo widzę na oczy. Usuwając z nich makijaż, poczułam któregoś razu dziwny zapach. Zmywacz do paznkoci! Fuj! Cofnęłam wacik w ostatniej chwili! Ale to zdarzyło się – odpukać – tylko raz. Jak te paczki. Na pewno nigdy się nie powtórzy. Będę uważać.
A z siłowni nie zrezygnuję. Nigdy w życiu!

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: