…o pubie

Collages2

Piątkowy wieczór pubowo-londyńsko-majowy.
Wychodzę z domu po 19:00. Dzień przepogodny, już prawie czerwiec. Mam na uszach słuchawki, a w nich muzykę elektro-soulową. Tyle w niej słońca i rytmu! Docieram w kwadrans do Blackheath Village, gdzie ma na mnie czekać Mariusz.
Wioska tętni życiem. Ni to Londyn, ni jego przedmieścia. Sądząc po cenach nieruchomości, zdecydowanie Londyn. Po ciuchach babek udających się do pubów w przedweekendowy wieczór oraz długości obuwniczych szpiców u facetów – też Londyn. A jednak ma w sobie Blackheath coś z wiochy. Może bezkres zielonej przestrzeni, oddzielającej cywilizację od parku Greenwich? Albo wszechogarniająca połać nieba, na którym słońce leniwie układa się do snu? Jest w Blackheath coś odmiennego, relaksującego, sielskość niespotykana w molochu, wyglądającym zza Tamizy czubami wieżowców Canary Wharf.
Cmokam męża w czółko na powitanie, podążamy nieśpiesznie do Princess of Wales. Mało miejsca, dużo głośnej muzyki, a my chcemy przecież pogadać. Nie. Kręcimy nosami. Dziś nie oddamy hołdu księżnej Dianie w sieciowym przybytku, nazwanym ku jej czci. Dziś udamy się na stację PKP. The Railway to pub w samym sercu wioski, zaraz przy dworcu. Mniej stylowy, za to swojski. Towarzystwo niestety starsze – nasza grupa wiekowa. Ryczące czterdziestki i wczesne pięćdziesiątki.
Łapiemy stolik dwuosobowy przy oknie, jak na piątek ogromny sukces. Zaczynamy od kawy z whisky, bo o naszej ulubionej Irish coffee można tutaj tylko pomarzyć. Zapatrzeni w siebie, swoje dusze, momentami w okno – poddajemy się z ulgą pubowej narkozie.
Mija dziewiąta. Towarzystwo wymienia się na bardziej imprezowe. Porządne pary wychylają ostatni łyk Guinnessa czy innego Bulmersa, i wymykają się na domowe sofy, aby rzucić okiem na ulubione seriale. Ja też zerkam tęsknie w kierunku drzwi. Czekają mnie jeszcze trzy kwadranse treningu na basenie. Mąż natomiast dopiero się rozkręca, po całym tygodniu stresów łaknie rozrywek. Kiedy wracam z toalety, zastaję na stole drugą z kolei szklanicę cydru. Ojej, droga do domu nie będzie usłana różami.
Ale świat staje się nagle dużo mniej skomplikowany. Piszę parę wiadomości do znajomych, bo czuję nieodpartą chęć podzielenia się z nimi moim pubowym szczęściem. Muzyka z głośników nagle cichnie, gdzieś zza filara docierają do nas nieśmiałe próbki gitarowe. Spoglądamy na siebie z Mariuszem porozumiewawczo. Fajnie, że zostaliśmy. Życie jest piękne.
Zaczynam skanować towarzystwo przy sąsiednich stolikach, w celach literackich oczywiście. Zaraz za plecami Mariusza, przy drugim stole okiennym – dwie sympatyczne lesbijki, zatopione w rozmowie, trzymające się za ręce. Obok mnie podobna do nas, nijaka para (choć to my bijemy rekordy nijakości, wciśnięta w kąt para nieśmiałków). Kiedy podnoszą się z miejsc, aby opuścić lokal, ledwo trafiają ku wyjściu. Reguła pubowa numer jeden – krzesło przy sąsiednim stole to twój najlepszy przyjaciel. Wspieraj się na jego oparciu niczym na ramieniu kochanka. Na opustoszałe po nich miejsca natychmiast rzuca się zgraja facetów i nagle robi się wokół nas ciasno i gwarno. Dalej, przy dużym stole – ośmiu wspaniałych, cztery plus cztery. Faceci nie wymagają odrębnych charakterystyk – wyglądają jak czworaczki jednojajowe, jeśli takie zjawisko występuje w przyrodzie (do zgooglowania nazajutrz). Włosy wygolone nad uszami, starannie zżelowane czuby, zgrabne pupy, modne, obcisłe dżinsy. Różnią się nieznacznie jedynie kolorem pulowerków. Ten w bordowym bezustannie na smartfonie – selfie, odebrać ważny telefon, znów selfie i kolejna rozmowa. Bez wytchnienia. O wiele ciekawsze wydają mi się kobiety – dwie z nich ku uciesze kilkunastu panów już przy drugiej piosence lądują na parkiecie i wiją się w bliźniaczo podobnym, seksownym tańcu. Wyglądają jak siostry, choć pewnie nimi nie są. Ich nagie, alabastrowe ramiona muskają w podrygach kosmyki ciemnych włosów. Jedna ma na sobie czarne, obcisłe spodnium, druga ciemną suknię do kostek. Zerkam na Mariusza. Przestałam dla niego istnieć. Odpłynął. Ale nie on jeden.
Poniżej podestu, na którym siedzimy, znajdują się specjalne stołki dla singli. Na jednym z nich kiwa się w takt muzyki typ niemieckiego policjanta (miałam takiego sąsiada w DE, pracownika Bundespolizei, więc wiem, o czym piszę) – granatowa koszula, granatowe dżinsy, druciane okulary i fryzura średnio na jeża. Delikwent nie rusza się z miejsca, za to całym swoim ciałem uczestniczy w zabawie. Po każdym kolejnym łyku wydaje się wczuwać jeszcze głębiej w muzykę. A ta nie zawodzi. Gitarzysta i piosenkarka wygrywają coraz to nowe przeboje, robi się naprawdę gorąco.
Nagle rozlega się szczekanie psa. Sala milknie. Na prawie niezauważalny ułamek sekundy zastyga w ciszy i bezruchu. Niesamowite wrażenie. Przypominam sobie przez mgłę cydrowego rozanielenia, że częstym bywalcem tego pubu jest samotnik z niedużym, czworonożnym przyjacielem. Pies spędza całe wieczory pod stołem, u stóp swego pana. Widocznie coś go rozdrażniło.
Pub opuszcza kolejna para. Młodziutkie lesbijki, ciemnoskóra, filigranowa ślicznotka ciągnie za rękę swój azjatycki odpowiednik. Odprowadza je seria tęsknych, męskich spojrzeń.
Moja szklanica w połowie pusta, uśmiecham się coraz częściej do przechodniów za oknem, a może i rozmawiam z nimi przez szybę. Nie wiem, nie jestem pewna. Przez chwilę rozważam dołączenie do tańczących na środku sali kobiet. Na szczęście głos rozsądku, ledwie słyszalny w tym gwarze, mówi mi: „Nie idź!”. Uff… Ma absolutną rację.
Kobiety kiwają się dalej. Policjant coraz bardziej zmysłowo naśladuje ich ruchy, nie opuszczając stołka. Muzyka przyśpiesza. Przystojny londyńczyk w granatowym swetrze wyrywa się z tłumu klonów i dołącza do tańczących. Babeczki witają go zalotnymi uśmiechami.
Wszystko może się zdarzyć w taki wieczór, choć niekoniecznie w naszym życiu. Wysuwamy się grzecznie na ulicę. Chłoniemy ciszę majowej nocy, jej słodkawe zapachy, jakże różniące się od tych pubowych. Zmierzamy pośpiesznie do domu. Po drodze jest nam bardzo, bardzo wesoło. Ale o to przecież w piątkowy, pubowo-londyńsko-majowy wieczór chodzi.

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: