… o małżeństwie

DSC04878

1 września mijają 23 lata.
Wstałam właśnie z fotela, na którym przesiedziliśmy razem kolejny odcinek „Californication”. Jakie to symboliczne. Które małżeństwo jest w stanie wytrwać pół godziny na jednym fotelu po DWUDZIESTU TRZECH latach współżycia? Macie dużo przykładów? OK. Jeśli tak, nie jestem zazdrosna ani nie chcę współzawodniczyć. Ja-jestem-po-prostu-szczę-śliwa.
Jak zwykle w każdy taki „nasz” wieczór wstanę z dżinglem w uchu, jakąś ostatnią albo przedostatnią piosenką z „Cali”, włączę ją sobie na smartfonie i pójdę na siłkę. On zostanie w domu, w tym samym fotelu, z książką w ręku. Nie potrzeba nam dużo czasu razem. Nażyliśmy się już ze sobą. Nić, która nas łączy, jest bardzo silna, no dratwa jakaś po prostu. W dodatku bardzo elastyczna. Więc może jednak nie dratwa. Ale działania czasu, warunków atmosferycznych, przeciwności życiowych nie zdołały jej zerwać. Skoro tak, pewnie już nic nie zerwie.
Dwadzieście trzy lata temu dumałam do szóstej rano, czy warto. Szliśmy do USC z niespełna roczną córeczką na ręku. Żadnych wesel, wszystko na hurra, a potem w samolot i do NY. W kilku miejscach opisałam, mniej lub bardziej prawdziwie, jak było. Nielekko było. Docieraliśmy się latami, ocieraliśmy o katastrofy życiowe niczym o ostre krawędzie skał na zakrętach, jadąc tą naszą międzynarodową, krętą autostradą małżeńską. Widoki były przepiękne, ale wiało, padało do środka, grzmiało czasami niczym u bram piekielnych.
Uczyliśmy się na błędach.
Kilka lat temu, w Szkocji, kiedy poślizgnęłam się na nadmorskiej ścieżce i uderzyłam głową o kamień, zrobiło się zbiegowisko, cucili mnie obcy ludzie, a on stał daleeeko, daleko i studiował tablicę informacyjną. Dopiero syn przywołał go po dłuższej chwili na miejsce zdarzenia.
Jeszcze wcześniej, w czasie zimowego spaceru z widokiem na Alpy, ja studiowałam krajobrazy i fociłam je w celach fejsbukowych. On ślizgał się z synem na zlodowaciałym brzegu sadzawki. Zawsze byłam przeciwna takim zabawom. Ale zerkałam w ich kierunku i myślałam sobie: „Faceci… cóż. Nie moja sprawa. Nie wtrącam się. Może tak trzeba. Uczy młodego, że ryzyko jest w życiu konieczne, trzeba je tylko odpowiednio dawkować.” Kiedy spojrzałam trzeci czy czwarty raz, nad sadzawką stał młody. Omiotłam wzrokiem okolicę, nic. Męża po prostu wcięło. Dojrzałam po chwili, wytężając wzrok, że syn wyciąga spod lodu coś dużego, czarnego i ciężkiego. Tatę. Kiedy dobiegłam na miejsce, było już po wszystkim. Topielec leżał na śniegu, siny i przemoczony kompletnie. Jego teściowa mawia czasami, tak sobie a muzom: „Złego diabli nie biorą.” Nawet zapalenia płuc nie dostał, a do domu mieliśmy kilka kilometrów. Mnie natomiast wyrzuty sumienia gryzą do dzisiaj.
Kilka tygodni temu urwała się winda, którą jechaliśmy do siłowni. Zagadani, nagle poczuliśmy, że nie jedziemy, a spadamy. Cóż… chociaż tyle, że razem. Na szczęście zadziałały jakieś tam systemy bezpieczeństwa, spadek był krótki, za to stres gigantyczny. Udało się wyjść, doczołgać do biura concierga, potem ochłonąć na tyle, że jednak poszliśmy do tej siłki. Po pół godzinie ćwiczeń endorfiny aż fruwały w powietrzu, ja rozochocona, choć osłabiona, próbując złożyć się na pół w pozycji stojącej, wzięłam zamach i uderzyłam głową w drewnianą podłogę. Ale bolało! Tym razem mąż zeskoczył z bieżni jednym susem i już był przy mnie. Niegroźne wstrząśnienie mózgu, jak się później okazało, nic takiego. Ale czułam, że jego obecność dała mi poczucie bezpieczeństwa, tak ważne w tym momencie.
Hmmm… i teraz się zacięłam. Nie mogę sobie przypomnieć ani jednej analogicznej sytuacji, w której ja go uratowałam, ucząc się na wcześniejszych błędach. Może dlatego piszę ten tekst? Z poczucia winy? Ale przede wszystkim ogromnej wdzięczności. Za opiekę, dobre serce, za to, że nigdy nie jest nudno.
Kiedy siedzimy sobie na tym naszym wspólnym fotelu, wpatrzeni w ulubione seriale, płaczemy w tych samych momentach, a przede wszystkim ŚMIEJEMY SIĘ razem, jest tak dobrze. Wystarczy tych momentów kilka. Dziennie, może być i tygodniowo. Ale są. Czeka się na nie i… ciągle, ciągle przychodzą!
Albo kiedy niebo nam dachem. Wsiadamy do kabrio i ruszamy w świat. On w szaliczku, czapeczce (strugaliśmy sobie na początku żarty ze znajomymi z tego jego strugania Żebrowskiego, ale nam przeszło). Ja wkładam spinki we włosy, włączam muzykę (o! wyłączam funkcję repeat w komórce – TO robię DLA NIEGO! uczę się na błędach! sądząc po jego minie – nienawidzi powtarzania piosenek) i jest bosko! Tych chwil nie zamieniłabym na żadne inne.
Bywa oczywiście inaczej. Nie lubię jego reakcji na moje wariackie pomysły. Ja je nazywam iskierkami radości, a on nadchodzi z gaśnicą przeciwpożarową i robi porządek. Wtedy mój świat jest szary i smutny, i coś mnie męczy. No pewnie. Robimy sobie czasami na złość, flirtujemy na zabój pozamałżeńsko, organizujemy potajemnie jakieś plany B i C, i D. Ale plan A jest niezmienny: razem do grobowej deski. Bo gdzie znalazłabym drugiego takiego faceta, który wytrzyma ze mną kolejne 23 lata?
No gdzie?!
I za to Ci, mężu niezwykły, w euforycznym pisarskim stylu pięknie dziękuję.

6 Komentarzy

6 thoughts on “… o małżeństwie

  1. Ależ tekst! Niespodzianka na maksa. Bardzo Wam gratuluję tych wspólnych lat. Życzę wielu, wielu następnych. Banalne to życzenia, ale życie małżeńskie (nie będę się licytować ilością lat), mimo zakrętów, w sumie też jest banalnie proste. Trzeba po prostu lubić być ze sobą. JAK WY. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Jan

    o kurczę

    Polubione przez 1 osoba

  3. Kasia Szymankiewicz

    Świetny tekst i świetne 23 lata. Jakbyś pisała o moim związku. Pewnie wiele par powie – to o nas. Bo pewnie w życiu tak jest – raz lepiej, raz gorzej, ale dobrze, że razem. My już 20 lat. Też nie wiem, jak to zleciało. Życzę Wam jeszcze wielu wspólnych podróży kabrio i nie tylko, wiele cierpliwości do siebie i jeszcze więcej miłości. A własciwie to wszystko już macie, a więc oby tak dalej. Całuski. Kasia z Ditą

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: